Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż rozporządzenie umożliwiające transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw osób tej samej płci jest w zakwestionowanym zakresie niezgodne z Konstytucją. Przemysław Czarnek uznał wyrok za potwierdzenie tezy, iż prawa rodzinnego nie można przebudowywać administracyjną ścieżką. Stawka jest prosta: czy o fundamentach polskiego porządku rodzinnego decyduje Konstytucja i ustawa, czy ministerialny formularz.
Rozporządzenie pod lupą Trybunału
We wtorek 28 lipca 2026 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł o zakresowej niezgodności z Konstytucją rozporządzenia ministra cyfryzacji dotyczącego wzorów dokumentów z zakresu rejestracji stanu cywilnego. Chodzi o rozwiązania pozwalające na transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw osób tej samej płci do polskiego rejestru.
Jak informowała PAP, rozporządzenie zostało zaskarżone przez posłów reprezentowanych przez Marcina Warchoła z PiS. Trybunał orzekał w trzyosobowym składzie pod przewodnictwem prezesa TK Bogdana Święczkowskiego. Sprawozdawcą był sędzia Stanisław Piotrowicz, a w składzie zasiadał także sędzia Wojciech Sych.
Sedno sprawy nie dotyczyło technicznego druku. Dotyczyło pytania, czy przez zmianę rubryk w dokumentach administracja może w praktyce otworzyć drogę do uznawania w Polsce konstrukcji, której polska Konstytucja nie zna jako małżeństwa.
Konstytucja, nie formularz
Według PAP sędzia Piotrowicz wskazywał w uzasadnieniu, iż transkrypcja zagranicznego aktu małżeństwa może dotyczyć tylko takiego małżeństwa, które odpowiada konstytucyjnej zasadzie związku kobiety i mężczyzny. To odwołanie prowadzi wprost do art. 18 Konstytucji RP, który mówi o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny, rodzinie, macierzyństwie i rodzicielstwie pod ochroną Rzeczypospolitej.
Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło 22 maja 2026 r., iż nowe wzory aktów małżeństwa mają umożliwić urzędom stanu cywilnego transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych. Resort przedstawiał to jako wykonanie orzecznictwa sądów administracyjnych i sposób na ujednolicenie praktyki urzędów.
Problem polega na czymś większym niż spór o rubrykę. o ile w polskim porządku prawnym ma dojść do zmiany skutków prawa rodzinnego, musi to przejść przez parlament i ustawę. W przeciwnym razie rządzący obchodzą normalną drogę legislacyjną. A wtedy obywatel dostaje państwo, w którym najważniejsze sprawy społeczne przesuwa się po cichu, aktem wykonawczym.
Czarnek: nie wolno obchodzić Konstytucji
Do wyroku odniósł się Przemysław Czarnek. Polityk PiS napisał, iż rozstrzygnięcie Trybunału potwierdza stanowisko jego środowiska: prawa rodzinnego nie można zmieniać tylnymi drzwiami, przez rozporządzenia i urzędnicze interpretacje.
Czarnek podkreślał też, iż polska Konstytucja chroni małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. W jego ocenie chodzi więc nie o doraźną awanturę partyjną, ale o obronę fundamentu, na którym opiera się wspólnota prawna i społeczna.
Taki głos jest potrzebny, bo lewicowo-liberalna polityka od lat próbuje przenosić najważniejsze spory z sali sejmowej do sądów, urzędów i instytucji ponadnarodowych. Gdy brakuje większości dla zmiany ustawy, pojawia się presja na obejście. Raz przez wykładnię. Innym razem przez formularz. Schemat pozostaje ten sam.
Rząd kwestionuje wyrok
Po drugiej stronie sporu rządowi politycy podważają znaczenie rozstrzygnięcia. Katarzyna Kotula, pełnomocnik rządu do spraw równości, napisała w mediach społecznościowych, iż wyrok TK w sprawie transkrypcji nie ma mocy prawnej. Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji, zapowiedział z kolei, iż rząd nie zamierza wycofywać się z prac nad rozporządzeniem.
Według relacji Do Rzeczy Gawkowski mówił, iż dotychczas w Polsce dokonano 184 transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw osób tej samej płci. To liczba, którą warto odnotować bez propagandowego hałasu. Pokazuje ona, iż spór nie jest abstrakcją. Dotyczy realnej praktyki administracyjnej i realnych decyzji urzędów.
Państwo powinno traktować każdego człowieka z godnością. To nie wymaga jednak udawania, iż art. 18 Konstytucji nie istnieje. Godność osób nie znosi konstytucyjnego porządku państwa, tak jak spór światopoglądowy nie daje ministrowi prawa do przepisywania prawa rodzinnego aktem wykonawczym.
Stawka dla państwa
Najważniejsza lekcja z tej sprawy jest ustrojowa. jeżeli rząd może zmieniać znaczenie instytucji małżeństwa przez wzór dokumentu, jutro podobną metodą można przesuwać kolejne granice prawa rodzinnego, edukacji albo polityki społecznej. Bez uczciwej debaty. Bez odpowiedzialności parlamentarnej. Bez zgody narodu wyrażonej przez ustawę.
Polska prawica ma obowiązek mówić tu jasno: rodzina i małżeństwo nie są materiałem do technokratycznych eksperymentów. Konstytucja nie jest sugestią dla urzędnika. Jest normą, która ma wiązać władzę, zwłaszcza wtedy, gdy władza chciałaby ideologicznie przyspieszyć.
Ten spór będzie wracał. Bruksela, część sądów i liberalne zaplecze rządu będą naciskać dalej. Tym bardziej trzeba pilnować zasady podstawowej: o polskim prawie rodzinnym rozstrzyga Polska, w trybie przewidzianym przez polską Konstytucję.
Źródło: Do Rzeczy






