Chopin sodomitą? Niemcy pouczają Polaków

magnapolonia.org 3 часы назад

Czy można nakręcić film o Fryderyku Chopinie, nie czyniąc z jego spraw łóżkowych jednego z głównych wątków? Okazuje się, iż zdaniem niemieckich „krytyków” jest to poważny błąd. Po premierze polskiego filmu „Chopin, Chopin!” pojawiły się bowiem zarzuty, iż twórcy nie mieli odwagi przedstawić kompozytora jako zboczeńca. Na tym jednak nie koniec. W niemieckich recenzjach znalazły się również sugestie, iż za takim podejściem stoi zły, polski konserwatyzm i katolicyzm. Trudno nie zauważyć, iż w tym przypadku ideologiczne oczekiwania komentatorów zaczynają odgrywać większą rolę niż sztuka i prawda historyczna.

Film, znany w Polsce jako „Chopin, Chopin!”, trafił do niemieckich kin pod tytułem „Chopin. Sonata w Paryżu”. Jednym z jego najbardziej niezadowolonych recenzentów okazał się Manuel Brug z dziennika „Die Welt”. Publicysta zarzucił filmowcom, iż nie pokazali Chopina jako człowieka zboczonego i zakochanego w innych mężczyznach, choć – jego zdaniem – mieli ku temu rzekome „wystarczające podstawy”. Zasugerował, iż taka interpretacja nie mogłaby zostać zaakceptowana w „ultrakatolickiej Polsce”.

Krytyczne uwagi pojawiły się także w „Berliner Morgenpost”, gdzie padła sugestia, iż Polacy nie chcą oglądać swojego narodowego kompozytora w sodomickim ujęciu.

Warto się zastanowić, do czego adekwatnie zmierza ten sposób myślenia. Czy twórca filmu biograficznego ma obowiązek uwzględnić każdą hipotezę dotyczącą życia prywatnego opisywanej postaci, czy może jednak samodzielnie zdecydować, na jakich aspektach jej biografii skupi swoją opowieść? Film nie jest rozprawą naukową, a tym bardziej manifestem politycznym. Reżyser wybiera wydarzenia, buduje dramaturgię i interpretuje osobowość bohatera. Nie sposób uznać za sensowny zarzutu, iż dzieło jest nieudane dlatego, iż nie potwierdza określonej (do tego fałszywej) tezy o sodomickich odchyłach historycznej postaci.

Nie oznacza to, iż pytania o życie uczuciowe Chopina należy ignorować. Manuel Brug odwołuje się do jego korespondencji oraz do książki szwajcarskiego dziennikarza i krytyka muzycznego Moritza Webera „Mężczyźni Chopina”. Jej autor przedstawia hipotezę, według której relacje kompozytora z mężczyznami mogły mieć charakter erotyczny, a choćby wpływać na jego twórczość. Jest to temat, który można badać, analizować i poddawać krytycznej ocenie. Czym innym jest jednak dyskusja nad materiałem historycznym, a czym innym ogłaszanie, iż niedostatecznie zbadana wersja musi stać się obowiązującą.

W przypadku ludzi żyjących w XIX wieku szczególnej ostrożności wymaga przenoszenie współczesnych kategorii na ich życie prywatne. Dawne listy bardzo często zawierały emocjonalne wyznania, czułe zwroty i deklaracje przywiązania. Ich znaczenie trzeba ustalać w kontekście epoki, obyczajów i pozostałych dostępnych źródeł i nie może to być argument za rzekomym potwierdzeniem sodomickich ciągot Chopina.

Szczególnie osobliwy jest sposób, w jaki część niemieckich publicystów przechodzi od krytyki konkretnego filmu do oceniania całego polskiego społeczeństwa. Polska zostaje przedstawiona jako kraj tak przywiązany do katolickiego konserwatyzmu, iż nie potrafi zaakceptować rzekomo sodomickiego bohatera narodowego. Taka diagnoza jest wygodna, ponieważ pozwala zastąpić analizę artystyczną opowieścią o rzekomym zacofaniu sąsiadów, w dodatku w oparciu o bardzo miałkie podstawy.

Cała sprawa dobrze pokazuje szerszy problem współczesnej kultury. Biografie wybitnych ludzi coraz częściej stają się polem walki o to, kto zdoła włączyć ich do własnej opowieści ideologicznej dotyczącej rasy, płci i upodobań łóżkowych. Przeszłość jest coraz częściej oceniana przez pryzmat dzisiejszych sporów, a twórcy otrzymują gotową listę tematów, które powinni poruszyć, aby zasłużyć na uznanie i nagrody. Oczywiście warto odkrywać nieznane fakty i weryfikować utrwalone wyobrażenia o wielkich postaciach. Nie ma jednak powodu, by każda artystyczna interpretacja musiała podporządkowywać się jedynie słusznej wizji.

Fryderyk Chopin nie potrzebuje ideologicznych opiekunów. Jego znaczenie wynika przede wszystkim z muzyki, która uczyniła go jednym z najwybitniejszych kompozytorów w dziejach. Jego życie prywatne pozostaje przedmiotem badań, ale nie powinno stawać się narzędziem wymuszania określonej narracji. o ile pojawią się nowe, przekonujące ustalenia dotyczące jego relacji osobistych, należy je uczciwie uwzględniać. Nie wynika z tego jednak, iż każdy reżyser musi podporządkować im konstrukcję swojego dzieła, a zwłaszcza, iż musi już dziś, bez dowodów, posługiwać się wizją Chopina jako dewianta.

Jeżeli współczesna krytyka filmowa ma polegać na sprawdzaniu, czy reżyser odpowiednio dopasował historycznego bohatera do lewicowej wizji świata, to rzeczywiście coś poszło nie tak. Historia nie należy do żadnego obozu politycznego, a sztuka nie powinna być egzaminem z realizowania postulatów obyczajowych.

NASZ KOMENTARZ: Wygląda na to, iż w lewackiej wizji świata, jeżeli biały mężczyzna w ogóle może być pozytywnym bohaterem w jakiejkowliek dziedzinie – genialnym wodzem, odkrywcą lub muzykiem, musi być przynajmniej sodomitą. Tylko w taki sposób może odkupić „white guilt” (białą winę) za samo swoje istnienie.

Polecamy również: UkRAMBO, czyli półbóg Natalii Panczenko

Читать всю статью