Chirurgia pod ostrzałem. Ukraińscy medycy szkolą się w Krakowie

polska-zbrojna.pl 6 часы назад

Szpitale polowe przenoszą się do bunkrów, transport medyczny przejmują drony, a ewakuacja rannych trwa coraz dłużej. Doświadczenia z ukraińskiego frontu pokazują, iż klasyczny model medycyny pola walki wymaga zmian. Temu służą szkolenia w Krakowie, gdzie medycy z Ukrainy współpracują z lekarzami z 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego.

– Tzw. złota godzina, która była takim kluczowym standardem w medycynie urazowej, już nie istnieje – ocenia płk Kostiantyn Gumeniuk, główny chirurg Sił Zbrojnych Ukrainy, który do Krakowa przyjechał z innymi medykami, z Kijowa, Lwowa i Odessy. Wśród nich są chirurdzy, anestezjolodzy i pielęgniarki. Korzystając z wiedzy i umiejętności specjalistów z 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego, szkolą się z nowoczesnych technik chirurgii małoinwazyjnej. Pracują na symulatorach i systemach robotycznych, takich jak da Vinci i Symani, wykorzystywanych m.in. w operacjach ratujących kończyny i odtwarzania powłok..

– Chcemy rozwijać nowoczesne technologie, aby w przyszłości móc wykorzystywać je także w medycynie wojskowej. Mówimy tu m.in. o chirurgii małoinwazyjnej – laparoskopii i chirurgii robotycznej. To wysoko wyspecjalizowana chirurgia, która może pomóc nie tylko w przypadkach urazów bojowych, ale także w innych ciężkich schorzeniach u żołnierzy – dodaje płk Gumeniuk.

REKLAMA

Z kolei doświadczenia ukraińskich medyków, zdobywane w warunkach trwającej wojny, stanowią cenne źródło wiedzy dla polskich lekarzy wojskowych. Dotyczą przede wszystkim organizacji opieki w warunkach przedłużonej ewakuacji, pracy w strefie stałego zagrożenia oraz wdrażania zasad tzw. damage control. – Lekarze z Ukrainy posiadają w tej chwili największe w Europie doświadczenie w zakresie medycyny urazowej, w zaopatrywaniu urazów bojowych. Ich wiedza dotycząca triażu, organizacji pracy i funkcjonowania zespołów medycznych w warunkach zagrożenia jest dla nas nieoceniona – tłumaczy dr hab. n. med. Michał Nowakowski, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie.

Medycyna pola walki coraz bliżej frontu

Scenariusze pisane przez Amerykanów podczas kolejnych konfliktów zbrojnych, dziś – w obliczu wojny w Ukrainie – tracą na aktualności. Nie ma szans na szybką ewakuację śmigłowcem, w pobliżu nie ma szpitala polowego, a o życiu rannego decyduje inny żołnierz. – Nie mamy chirurga na linii frontu. Żołnierze muszą umieć sami udzielić sobie pomocy – zatamować krwawienie, założyć stazę taktyczną, ustabilizować swój stan i wytrzymać do momentu ewakuacji na poziom Role 2, gdzie są zespoły chirurgiczne i można zrobić więcej – opowiada płk Kostiantyn Gumeniuk. Czasem to oczekiwanie w podziemnych schronach trwa kilka godzin, nierzadko jednak wiele dni. – Linia frontu w Ukrainie jest bardzo dynamiczna i zmienia się nieustannie. Dlatego dziś nie mamy już tej „złotej godziny”, żeby ewakuować pacjenta po urazie. Czekamy, aż rosyjskie drony opuszczą teren, żeby móc zabrać naszego żołnierza. Nie wszystkim udaje się przeżyć – zaznacza główny chirurg Sił Zbrojnych Ukrainy.

Ukraińscy medycy pracują według zasad Damage Control Surgery, czyli robią tylko tyle, ile trzeba, żeby pacjent przeżył. Ale przez dużo dłuższy czas muszą go przy życiu utrzymywać, zgodnie z procedurą PFC (Prolonged Field Care – przedłużona opieka na polu walki). Wynika to z tego, iż zmieniło się miejsce pracy wojskowych chirurgów. – Pracują w mobilnych zespołach stabilizacyjnych oraz wysuniętych punktach chirurgicznych. To miejsca, które znajdują się bliżej strefy zagrożenia, ale przez cały czas poza bezpośrednią linią ognia – dodaje ukraiński chirurg. Skoro rannego nie da się gwałtownie przewieźć do szpitala, szpital – przynajmniej w pewnym sensie – musi dotrzeć do niego. Z opatrunkami, lekami, sprzętem medycznym i krwią, potrzebną do przetoczeń. – Wykorzystujemy do tego drony. Dostarczamy w ten sposób krew naszym pacjentom, kiedy są na swoich pozycjach, odcięci od zespołów chirurgicznych. Otrzymują szansę na przetrwanie do momentu, gdy będzie można bezpiecznie ich ewakuować – opowiadają medycy z Ukrainy.

Same szpitale polowe, które jeszcze niedawno budowano możliwie jak najbliżej frontu, dziś same stają się łatwym celem dla rakiet i dronów. Dlatego projektowane są z myślą o ochronie przed ostrzałami. – W Ukrainie szpitale wyposażane są w szyby kuloodporne i agregaty prądotwórcze. Wszelkie instalacje lokalizowane są nie na dachach, tylko zakopywane pod ziemią. To są rzeczy, które przez ostatnie kilkadziesiąt lat pokoju nie były u nas ważne – mówi dr hab. n. med. Michał Nowakowski, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie.

Bomby spadają nie tylko na żołnierzy

– Nie wystarczą nam zakupy nowego sprzętu i szkolenia kolejnych medyków – słyszymy od polskich specjalistów. – Musimy zupełnie przepracować cały paradygmat opieki nad pacjentem urazowym. Oznacza to inne podejście do triażu, inne kompetencje personelu i zupełnie inne wymagania wobec zespołów medycznych działających w warunkach izolacji i ograniczonych zasobów. Bo medycyna pola walki w obecnym konflikcie wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej zakładaliśmy – zaznacza dr Michał Nowakowski z krakowskiego szpitala wojskowego.

Za zmianami organizacyjnymi muszą jednak nadążyć przepisy. – Wypracowanie nowych kompetencji będzie wymagało nie tylko zmian w medycynie wojskowej, ale także zmian legislacyjnych. Nie możemy oczekiwać, iż rzeczy, których ludzie na co dzień nie robią, nagle zaczną wykonywać w sytuacji stresu i zagrożenia życia – dodaje dr Michał Nowakowski. Przykładem jest choćby przetaczanie krwi poza szpitalem. – Podczas gdy w Ukrainie transport krwi dronami jest już podstawowym elementem ratowania życia na polu walki, w Polsce choćby na szpitalnych oddziałach ratunkowych jest to obwarowane wieloma procedurami, dużymi ilościami dokumentów. W chwili obecnej przetaczanie krwi poza szpitalem jest zasadniczo niemożliwe – tłumaczy szef chirurgii 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. Dodaje, iż przygotowania jednak nie mogą ograniczać się wyłącznie do wojskowej służby zdrowia. W razie konfliktu zbrojnego równolegle z rannymi żołnierzami pomocy będą potrzebowali także, a może choćby głównie cywile. – To nie jest tak, iż cywile nagle przestaną chorować. o ile wyłączymy szpitale wojskowe z codziennej opieki, ktoś będzie musiał przejąć ich pacjentów. Bomby spadają nie tylko na żołnierzy. Ludzie przez cały czas będą chorować na nowotwory, będą mieli zawały, udary czy wypadki komunikacyjne – mówi dr Michał Nowakowski. Dlatego, jego zdaniem, najtrudniejszym wyzwaniem będzie nie pojedyncza operacja czy ewakuacja z pola walki, ale utrzymanie wydolności całego systemu ochrony zdrowia.

Chirurgia przyszłości w wojsku

O ile polscy lekarze czerpią z doświadczeń ukraińskich medyków zdobytych na froncie, o tyle goście z Kijowa, Lwowa i Odessy przyjechali do Krakowa po to, by nadrobić wiedzę, której w warunkach trwającej wojny nie mieli szans rozwijać i która z oczywistych powodów zeszła na dalszy plan. Front wymusił rozwój medycyny urazowej, ale nie zatrzymał przecież innych chorób. Żołnierze przez cały czas wymagają operacji przepuklin, leczenia nowotworów czy rekonstrukcji kończyn. Dlatego podczas wizyty w 5 Wojskowym Szpitalu Klinicznym lekarze szkolą się na symulatorach, gdzie poznają możliwości chirurgii małoinwazyjnej i robotycznej. To dla nich zupełnie nowe doświadczenie – w Ukrainie nie ma w tej chwili ani jednego robota chirurgicznego. – Widzimy ogromny potencjał w rozwoju robotyki chirurgicznej. Systemy takie jak da Vinci czy Symani otwierają nowe możliwości leczenia. Chcemy nauczyć się tego i sprawdzić, czy będzie można wykorzystać robota również w leczeniu urazów – oczywiście nie wszystkich, ale tam, gdzie będzie to możliwe. jeżeli możemy zwiększyć precyzję i skrócić czas operacji, to bezpośrednio przekłada się to na życie żołnierzy – podkreśla płk Kostiantyn Gumeniuk.

– Dlatego ta kooperacja z krakowskim szpitalem wojskowym ma charakter dwukierunkowy i przynosi korzyści obu stronom – mówi prof. Bartłomiej Guzik, dyrektor 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie. – Od początku pełnoskalowej wojny przyjmowaliśmy rannych żołnierzy, a teraz, gdy przygotowujemy się na wypadek najróżniejszych niespodziewanych i masowych zdarzeń, musimy także brać pod uwagę możliwość jak najszybszego i skutecznego zaopatrzenia poszkodowanych i rannych. I tu doświadczenie ukraińskich lekarzy, chirurgów i ratowników jest nie do przecenienia. Patrząc choćby na dyskusję między naszymi gośćmi z Ukrainy i ortopedami za szpitala wojskowego, którzy w czasie krótkiego szkolenia na robocie mikrochirurgicznym pokazywali sobie zdjęcia najtrudniejszych przypadków, z jakimi jedni i drudzy mieli do czynienia, widać, jak wiele możemy sobie nawzajem zaoferować – zwłaszcza w chirurgii rekonstrukcyjnej – dodaje prof. Bartłomiej Guzik.

Tak jak drony zmieniły sposób prowadzenia wojny, tak dziś zmieniają również sposób ratowania życia. Dlatego zasady medycyny pola walki pisane są na nowo – z wykorzystaniem doświadczeń przywiezionych z frontu i umiejętności wypracowanych w salach operacyjnych w czasie pokoju.

Natalia Witkiewicz
Читать всю статью