Premier Donald Tusk ukuł nowy skrót. Rządowy pakiet ochrony cen na stacjach reklamował jako „CPN", czyli „Ceny Paliw Niżej". Teraz, jak stwierdził, Polacy dostali w zamian „CKN", czyli „Ceny Karola Nawrockiego". To riposta na decyzję prezydenta, który nie podpisał podatku od zysków koncernów paliwowych i odesłał go do Trybunału Konstytucyjnego.
Marketingowy skrót w miejsce sporu prawnego
W poniedziałek, podczas konferencji w Głuchołazach, premier wrócił do tematu paliw. Powtórzył złośliwe hasło, które krążyło już po sieci. Rządowy program tańszego tankowania Tusk promował pod skrótem „CPN", odczytywanym jako „Ceny Paliw Niżej". Teraz, jak stwierdził, w miejsce tego mamy „CKN", czyli „Ceny Karola Nawrockiego". Cała riposta zmieściła się w jednym haśle. Zabrakło w niej odniesienia do zarzutu, który postawił prezydent.
Cztery miliardy i decyzja sprzed weekendu
Chodzi o ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. W piątek 24 lipca prezydent Karol Nawrocki jej nie podpisał. Zamiast tego skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, co wstrzymuje wejście przepisów w życie do czasu orzeczenia. To nie jest klasyczne weto, ale inny instrument z arsenału głowy państwa. Rząd liczył na tej daninie około 4 miliardów złotych. Minister finansów Andrzej Domański od razu przeliczył decyzję na konkret. „Prezydent Nawrocki zablokował kolejne 4 mld zł dla budżetu Polski", napisał, wskazując, iż pieniądze miały sfinansować tańsze paliwo.
Prezydent zasłania się zakazem prawa wstecznego
Pałac Prezydencki nie mówi o obronie koncernów. Mówi o konstytucji. Nawrocki zwrócił uwagę, iż ustawa miała wejść w życie w sierpniu, a obejmowałaby zyski liczone już od marca. To, jego zdaniem, próba opodatkowania działalności z mocą wsteczną. W polskim porządku prawnym obowiązuje zasada lex retro non agit, czyli zakaz działania prawa wstecz. Prezydent chce, by o zgodności podatku z tą zasadą rozstrzygnął Trybunał. O tym argumencie w premierowskim skrócie nie ma ani słowa.
Riposta z otoczenia prezydenta
Kancelaria nie została dłużna. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odpowiedział szefowi rządu w mediach społecznościowych. „Oj, panie premierze! Coś nerwowo zaczyna się panu ten tydzień", napisał, zarzucając Tuskowi wprowadzanie Polaków w błąd. Według niego to właśnie forsowany przez rząd podatek przełożyłby się ostatecznie na wyższe ceny na dystrybutorach. Dwie strony sporu przedstawiają więc odwrotne skutki tej samej ustawy.
Cena tankowania jako narzędzie
Spór ma drugie dno. Tusk już w sobotę apelował, by Polacy „pamiętali o tym przy dystrybutorach". To język kampanii, nie debaty o finansach publicznych. Premier zapowiedział zarazem, iż jeżeli ceny znów zaczną rosnąć, rząd może wrócić do regulowanych, maksymalnych stawek na ostatnie tygodnie wakacji. Paliwo stało się w ten sposób elementem rywalizacji między rządem a prezydentem wybranym w 2025 roku z poparciem prawicy.
Test dla kohabitacji
Starcie o podatek paliwowy to pierwszy tak wyraźny sprawdzian nowego układu władzy. Prezydent ma narzędzia, by hamować ustawy rządu, i właśnie po nie sięgnął. Rząd odpowiada nie w Trybunale, ale na konferencjach prasowych i w mediach społecznościowych. Czy o legalności podatku zadecyduje ostatecznie orzeczenie sądu konstytucyjnego, czy raczej to, kto wygra wojnę na chwytliwe skróty?
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP






