4 lutego Biały Dom poinformował o pośmiertnym przyznaniu Medalu Honoru (Medal of Honor – MoH) sierżantowi sztabowemu Armii Stanów Zjednoczonych Michaelowi H. Ollisowi. Najwyższe odznaczenie wojskowe USA jest potwierdzeniem czynu, który w 2013 roku w Afganistanie uratował życie polskiemu żołnierzowi. Należy pamiętać, iż Medal Honoru to najwyższe i najrzadziej nadawane odznaczenie wojskowe Stanów Zjednoczonych. Przyznawany jest wyłącznie za czyny wykraczające poza obowiązek służby, dokonane z narażeniem własnego życia w bezpośrednim starciu z przeciwnikiem. Każde nadanie poprzedza wieloetapowa, niezwykle rygorystyczna procedura weryfikacyjna, a sam medal wręczany jest w imieniu narodu amerykańskiego przez prezydenta USA. To odznaczenie nie honoruje „dobrze wykonanej misji” – upamiętnia czyny o charakterze absolutnie wyjątkowym.
Jako weteran trzech operacji poza granicami kraju wiem, iż służba nie kończy się wraz z powrotem do domu. Dlatego w mojej służbie szczególne miejsce zajmują weterani – w tym weterani poszkodowani. To oni ponieśli realny koszt decyzji podejmowanych na poziomie państwa i sojuszy. Pamięć o nich nie jest gestem symbolicznym. Jest obowiązkiem, który spełniam każdego dnia w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych.
Historia sierżanta Ollisa jest mi szczególnie bliska również z powodów osobistych. Uratowanego wówczas polskiego oficera, Karola Cierpicę, znałem wcześniej. Służyliśmy w jednej kompanii szturmowej – w kraju i poza jego granicami. To sprawia, iż tamten dzień w Ghazni nie jest dla mnie abstrakcyjną opowieścią o bohaterstwie, ale historią ludzi, z którymi dzieliłem służbę.










