Bożena Ratter: Leczono je domowymi sposobami, nie zawsze z dobrym skutkiem
Bożena Ratter: Leczono je domowymi sposobami, nie zawsze z dobrym skutkiem
data:07 marca 2026 Redaktor: Anna
Paweł Kowal, podczas przekazania przez Polfę Tarchomin Ukrainie 30 tysięcy opakowań antybiotyku pediatrycznego, powiedział: Wydarzenie jest wyrazem solidarności i współodpowiedzialności za wspólne bezpieczeństwo zdrowotne. Wspierając Ukrainę wspieramy bezpieczeństwo całego regionu Europy Środkowej. Dzisiaj przekazujemy ten rodzaj leków, ale w przyszłości ta kooperacja może objąć także inne dziedziny. (Kurier Galicyjski nr 20/2025).
Zgodnie z umową z 2 grudnia 2016 roku, w której polski rząd, na podstawie art. 12, zobowiązał się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa. Przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w polskim rządzie narzuca wspólnotę bezpieczeństwa finansów Polaków, wypracowanych również przeze mnie, oraz ograniczenia Polakom dostępu do świadczeń w różnych dziedzinach - z korzyściami Ukraińców. Zamiast domagać się pomocy od swoich ziomków, ukraińskich milionerów i miliarderów.

Naszą darowiznę skupiliśmy dziś na antybiotykach, ale jesteśmy otwarci na rozszerzenie współpracy o inne grupy produktowe, m.in. leki psychotropowe czy dermatologiczne, które mają ogromne znaczenie w warunkach wojennych. Chcemy wspierać Ukrainę długofalowo, reagując na jej realne potrzeby - powiedział wiceprezes TZP Polfa Marcin Szafraniec.
Ogromne znaczenie w warunkach wojennych po agresji Niemiec 1 września 1939 roku i 17 września 1939 roku miały leki psychotropowe czy dermatologiczne dla Polaków mordowanych i torturowanych przez Ukraińców w opętańczej nienawiści do polskości. Jakimże wstrząsem dla 11-letniej Basi Targowskiej z osady Armatniów (pow. Łuck) był widok Adama Mrozickiego upieczonego przez banderowców w gorącym żużlu smolarni przy nadleśnictwie Johanów. Obraz ten prześladuje ją do dziś -pisze Ewa Siemaszko ( "Uważam Rze. Historia", nr 1/2012, 12.04.2012)
Niektóre dzieci były poddane przez oprawców torturom powodującym trwałe okaleczenia i inwalidztwo. W sierpniu 1943 r. w szpitalu w Równem przebywała 11-letnia dziewczynka z wykłutymi oczami. W szpitalu w Sarnach leczony był syn gajowego z kolonii Chinocze czteroletni Romek, któremu upowcy w czerwcu 1943 r. obcięli obie nóżki, a oboje rodziców zamordowali. U wielu dzieci pozostały rozległe oszpecające blizny po oparzeniach w płonących zabudowaniach oraz po ranach, jak np. u Henia Janaczka z kolonii Siomaki (pow. Kowel)- z badań Ewy Siemaszko.
Nie tylko nie było leków ale i lekarzy Polaków. 11 lipca 1943 roku moi dziadkowie - dziadek Polak, lekarz i babcia zostali uprowadzeni przez UPA. Słuch po nich zaginął. Nie wiedzieliśmy, co się z nimi stało, jak zginęli, gdzie zostali pochowani. Osiem lat temu poznałem mordercę mojego dziadka, chodził do klasy z moim ojcem – kompozytor Krzesimir Dębski w Polskim Radio.
Gdy Ukraińcy zaczęli atakować całe polskie kolonie, pomimo zimy, całe rodziny, z dziećmi, i to małymi, zabierając ze sobą pierzyny i inne okrycia, nocowały w lesie, zagajnikach i choćby w polu, byle nie dać zaskoczyć się w domu, z którego niełatwo uciec. Zima była wtedy długa, jeszcze w kwietniu w lesie leżał śnieg.Nawet najmniejsze dzieci odczuwały lęk, płakały, stwarzając dodatkowe zagrożenie, a zimno zakłócało sen. Niektóre dzieci chorowały.
Po takich przeżyciach nie wszystkie dzieci wróciły do równowagi psychicznej. 14-letnia Stanisława Kasperkiewicz, ranna w napadzie w 1943 r. w kolonii Siomaki (pow. Kowel), wprawdzie wyleczyła się z ciężkich obrażeń w szpitalu w Kowlu, ale nie zniosła ciężaru obecności przy makabrycznym mordowaniu rodziców - w 1945 r. zmarła w szpitalu psychiatrycznym. Michalina Kownacka, lat dwa, z kolonii Chaitówka (pow. Łuck) straciła na zawsze mowę na skutek szoku doznanego podczas ucieczki od upowców, gdy matka czołgająca się w bruzdach ziemniaczanych ciągnęła ją za rękę.
Ofiarami banderowskiego piekła stały się zatem zarówno dzieci zamordowane, jak i te, które przeżyły. Oprócz urazów fizycznych, które dotyczyły części ocalonych, wszystkie doznały bardzo głębokich i trwałych urazów psychicznych. Najważniejsze, poza ranami powodującymi ból, to: przerażenie najwyższego natężenia, zetknięcie się ze śmiercią najbliższych i poddaniem ich okrucieństwu, brak kochających i kochanych osób, poczucie osamotnienia, nagłe przerwanie dotychczasowego sposobu życia, zniszczenie domu rodzinnego, lęk przed nieznaną i równie niebezpieczną przyszłością- pisze Ewa Siemaszko.
Do dzisiaj rząd Ukrainy nie potępił zbrodni genocidum atrox na obywatelach polskich -200 000 Polaków i 247 000 Żydów. Żaden program nie objął pomocą ani nie przeznaczył środków psychotropowych czy dermatologicznych na leczenie ocalałych z tortur. Zamiast leczyć traumę Polaków potępiając integralny ukraiński nacjonalizm i ukraińskie ludobójstwo, przedstawiciel ukraińskiej mniejszości zubaża Polaków.
Ciekawe, pismo Kurier Galicyjski, z którego pochodzi wypowiedź Pawła Kowala, nazywa siebie Niezależnym pismem Polaków na Ukrainie. Czy chodzi o Rusinów, którzy nie tylko przejęli majątki Polaków ale również ich tożsamość, o czym pisze Jerzy Janicki w „Czkawce”?
Bożena Ratter
Ogromne znaczenie w warunkach wojennych po agresji Niemiec 1 września 1939 roku i 17 września 1939 roku miały leki psychotropowe czy dermatologiczne dla Polaków mordowanych i torturowanych przez Ukraińców w opętańczej nienawiści do polskości. Jakimże wstrząsem dla 11-letniej Basi Targowskiej z osady Armatniów (pow. Łuck) był widok Adama Mrozickiego upieczonego przez banderowców w gorącym żużlu smolarni przy nadleśnictwie Johanów. Obraz ten prześladuje ją do dziś -pisze Ewa Siemaszko ( "Uważam Rze. Historia", nr 1/2012, 12.04.2012)
Niektóre dzieci były poddane przez oprawców torturom powodującym trwałe okaleczenia i inwalidztwo. W sierpniu 1943 r. w szpitalu w Równem przebywała 11-letnia dziewczynka z wykłutymi oczami. W szpitalu w Sarnach leczony był syn gajowego z kolonii Chinocze czteroletni Romek, któremu upowcy w czerwcu 1943 r. obcięli obie nóżki, a oboje rodziców zamordowali. U wielu dzieci pozostały rozległe oszpecające blizny po oparzeniach w płonących zabudowaniach oraz po ranach, jak np. u Henia Janaczka z kolonii Siomaki (pow. Kowel)- z badań Ewy Siemaszko.
Nie tylko nie było leków ale i lekarzy Polaków. 11 lipca 1943 roku moi dziadkowie - dziadek Polak, lekarz i babcia zostali uprowadzeni przez UPA. Słuch po nich zaginął. Nie wiedzieliśmy, co się z nimi stało, jak zginęli, gdzie zostali pochowani. Osiem lat temu poznałem mordercę mojego dziadka, chodził do klasy z moim ojcem – kompozytor Krzesimir Dębski w Polskim Radio.
Gdy Ukraińcy zaczęli atakować całe polskie kolonie, pomimo zimy, całe rodziny, z dziećmi, i to małymi, zabierając ze sobą pierzyny i inne okrycia, nocowały w lesie, zagajnikach i choćby w polu, byle nie dać zaskoczyć się w domu, z którego niełatwo uciec. Zima była wtedy długa, jeszcze w kwietniu w lesie leżał śnieg.Nawet najmniejsze dzieci odczuwały lęk, płakały, stwarzając dodatkowe zagrożenie, a zimno zakłócało sen. Niektóre dzieci chorowały.
Po takich przeżyciach nie wszystkie dzieci wróciły do równowagi psychicznej. 14-letnia Stanisława Kasperkiewicz, ranna w napadzie w 1943 r. w kolonii Siomaki (pow. Kowel), wprawdzie wyleczyła się z ciężkich obrażeń w szpitalu w Kowlu, ale nie zniosła ciężaru obecności przy makabrycznym mordowaniu rodziców - w 1945 r. zmarła w szpitalu psychiatrycznym. Michalina Kownacka, lat dwa, z kolonii Chaitówka (pow. Łuck) straciła na zawsze mowę na skutek szoku doznanego podczas ucieczki od upowców, gdy matka czołgająca się w bruzdach ziemniaczanych ciągnęła ją za rękę.
Ofiarami banderowskiego piekła stały się zatem zarówno dzieci zamordowane, jak i te, które przeżyły. Oprócz urazów fizycznych, które dotyczyły części ocalonych, wszystkie doznały bardzo głębokich i trwałych urazów psychicznych. Najważniejsze, poza ranami powodującymi ból, to: przerażenie najwyższego natężenia, zetknięcie się ze śmiercią najbliższych i poddaniem ich okrucieństwu, brak kochających i kochanych osób, poczucie osamotnienia, nagłe przerwanie dotychczasowego sposobu życia, zniszczenie domu rodzinnego, lęk przed nieznaną i równie niebezpieczną przyszłością- pisze Ewa Siemaszko.
Do dzisiaj rząd Ukrainy nie potępił zbrodni genocidum atrox na obywatelach polskich -200 000 Polaków i 247 000 Żydów. Żaden program nie objął pomocą ani nie przeznaczył środków psychotropowych czy dermatologicznych na leczenie ocalałych z tortur. Zamiast leczyć traumę Polaków potępiając integralny ukraiński nacjonalizm i ukraińskie ludobójstwo, przedstawiciel ukraińskiej mniejszości zubaża Polaków.
Ciekawe, pismo Kurier Galicyjski, z którego pochodzi wypowiedź Pawła Kowala, nazywa siebie Niezależnym pismem Polaków na Ukrainie. Czy chodzi o Rusinów, którzy nie tylko przejęli majątki Polaków ale również ich tożsamość, o czym pisze Jerzy Janicki w „Czkawce”?
Bożena Ratter
Zdjęcia do artykułu :

Zdjęcia do artykułu :







