Bożena Ratter: Czy można wchodzić w koalicję ze środowiskiem, które broni zbrodniarzy?
Bożena Ratter: Czy można wchodzić w koalicję ze środowiskiem, które broni zbrodniarzy?
data:10 marca 2026 Redaktor: Anna
Czy należy w rządzie polskim wchodzić w koalicję z kimś, kto „reprezentuje” środowisko, które broni krwawego dyktatora Romana Szuchewycza, winnego zamordowania setek tysięcy Polaków? Czy można wchodzić w koalicję ze środowiskiem, które nie tylko nie potępiło krwawego ludobójstwa, ale broni zbrodniarzy, winnych mordów 500 000 obywateli polskich? Które nie tylko wyraża współczucie z powodu kogoś, kto był winien tej śmierci, ale stawia mu pomniki i czyni go bohaterem narodowym?
Środowisko, które w 2009 roku na Wzgórzach Wuleckich sprofanowało tablicę poświęconą straconym profesorom polskich uczelni we Lwowie, ukraińskim napisem ŚMIERĆ POLAKOM oraz swastykami? Swastykami, z którymi afiszują się na froncie ukraińscy żołnierze? Czy w rządzie polskim nie należy doprowadzić do zerwania koalicji z nimi jak i denacjonalizacji rasistowskiej ideologii, winnej krwawych mordów z nienawiści do polskości, mordowania chrześcijan?

W jednym z ostatnich listów z 28 X 1943 r. adresowanych do o. prowincjała Józefa od MB z Góry Karmel (Jana Prusa) o. Kamil pisał: "[…] Nie wiem czy Ojciec słyszał o naszej katolickiej katastrofalnej sytuacji na Wołyniu. Na 140 parafii, w tej chwili jest 30.czynnych. 28 księży zostało zamordowanych. Kilku podczas nabożeństw. Jednego piłą przerżnęli, mordercy. Kilku żywcem spalonych w kościołach. Wiele kościołów zniszczonych. Wiele zdemolowanych wewnątrz i spalonych. W parafii wiśniowieckiej zamordowano ponad 150 osób. Spalonych 5 osób. Jedna kobieta szła z sierpem w pole żąć, to jej sierpem głowę odcięli.
Poza starym kordonem, w Sowietach są Polacy, ale ich tak Sowieci nie prześladują, a choćby dziwią się, iż na Wołyniu Ukraińcy są takimi bandytami! Cała parafia wiśniowiecka jest zniszczona, gospodarstwa polskie popalone w liczbie około 600. Parafianie, jedni wyjechali z rodzinami do Niemiec, inni wyjechali do Galicji, a w tej chwili pozostało 750 osób. Nocują w naszym kościele, zgłodniali, obdarci, bosi. Na wieś, poza miasteczko nie można się pokazywać, bo śmierć! Nastrój u nas jest grobowy. Jest wprawdzie garstka Węgrów na Zamku, ale lada chwila mogą odjechać”.
W dniu 16 lipca 1943 roku, w uroczystość Najświętszej Marii Szkaplerznej pierwszymi ofiarami byli mieszkańcy wsi Maniów. Zostali niespodziewanie przez bandę zaskoczeni i tylko ten ocalał, kto miał się na baczności. Z tych ocalałych kilka uciekło do klasztoru karmelitów w Wiśniowcu. choćby część tych, co schronili się w klasztorze, chcąc sobie przynieść z domów żywności, została w drodze zamordowana".
Ojciec Kamil współczuł nieszczęściu ludności polskiej. Jak mógł, tak każdemu pomagał. Przede wszystkim, przeczuwając jeszcze większe nieszczęścia, prosił ludzi, by wyjeżdżali do Generalnego Gubernatorstwa. Mała garstka opuściła Wiśniowiec, reszta najbiedniejszych i z małymi dziećmi została. Bali się, bo słuchy doszły, iż po drodze podobno Ukraińcy napadali i mordowali. Ludzie tak byli okropnościami morderstw przerażeni, iż bali się po prostu wychylić poza mury klasztorne.
Dnia 6 lutego 1944 roku dwaj księża, kapelani węgierscy, namawiali ojca Kamila, by z nimi uciekał. Zgodził się więc wreszcie ojciec Kamil na opuszczenie Wiśniowa. Od wojska węgierskiego otrzymał dwa samochody ciężarowe na ewakuację.
W nocy jednak nieznany człowiek, Ukrainiec wszakże, przyniósł list do ojca Kamila, w którym namawiano go do pozostania w klasztorze wraz z wszystkimi Polakami, by w ten sposób powiększyć zastęp ludzi uzbrojonych, by stworzyć oddział mogący stawić czoło nie tylko bandom grasującym, ale także wałęsającym się maruderom wojskowym. Chociaż list był początkiem zasadzki, jak później się okazało, ojciec Kamil uwierzył jego zapewnieniom i cofnął swe postanowienie wyjazdu z Wiśniowca. Przecież dobrze znał przewrotność i podstępność Ukraińców. Może łudził się szczerością i zapewnieniami autora listu?
Ostatnie frontowe oddziały wojsk węgierskich opuściły Wiśniowiec o godzinie 12 w południe dnia 7 lutego 1944 roku. Kilka godzin później miał miejsce zorganizowany napad na klasztor i kościół Karmelitów Bosych. Ukraińcy - w większości upowcy z kurenia Stepana Sawczuka ps. Naływajko - podstępem (podając się za sowieckich partyzantów walczących z UPA i Niemcami) spowodowali otwarcie furty i weszli na teren klasztoru.
Banderowcy rozpoczęli makabryczną rzeź, krwawe, z zimną krwią morderstwo. Wielu żywcem spalono w domach. Dzieci żywcem rozdzierano i wbijano na pal . Kobietom rozpruwano brzuchy, obcinali uszy i ręce, wydobywali oczy, obcinali nosy i piersi. Do tego używali zbrodniczych narzędzi zardzewiałych noży wideł, kos. Mieli też specjalne ściski ze śrubami, do których wkładano głowy do zamęczenia przez ucisk. Innych wieszano do góry nogami lub przecinano na pół piłami.
Po wkroczeniu Sowietów w kwietniu 1943 roku przeprowadzono ekshumację w podziemiach klasztoru i w zabudowaniach. Znaleziono ok. 45 porąbanych ciał, wrzuconych do dołu po wapnie. O. Kamil Gleczman miał głowę okręconą kapturem i zaciśniętą na szyi.
Bożena Ratter







