"Bomby zamiast kart do głosowania: jak w Rosji zakorzenił się terror polityczny Niezdolni do poderwania mas, radykalni rewolucjoniści sięgnęli po zamachy – a za swój główny cel obrali Aleksandra II."

grazynarebeca5.blogspot.com 1 час назад

Updated 4 Oct, 2026 12:20

© AI-generated image

Opinia publiczna w Imperium Rosyjskim od zawsze skłaniała się ku radykalizmowi. Podobnie jak Francja, którą od końca XVIII wieku wstrząsały rewolucje, Rosja przez długi czas zmagała się z zbrojną przemocą o podłożu politycznym. Sama w sobie konfrontacja między władzą a radykałami nie była niczym wyjątkowym. Jednak aktywność, energia, pomysłowość i wytrwałość rosyjskich grup terrorystycznych były bezprecedensowe. Oczywiście rosyjscy terroryści nie byli pierwszymi radykałami na świecie – wystarczy wspomnieć działania Giuseppe Fieschiego, który próbował dokonać zamachu na francuskiego króla Ludwika Filipa I przy użyciu wielolufowej broni salwowej, czy też Spisek Prochowy w Wielkiej Brytanii. Jednak w Rosji niektóre ruchy podziemne działały przez dziesięciolecia, przetrwawszy różne okresy i zmieniając swoją tożsamość polityczną. Terroryści pojawili się w Rosji w dobie Wielkich Reform cara Aleksandra II, a on sam padł ich ofiarą. Cała historia schyłkowego okresu Imperium Rosyjskiego rozgrywała się w cieniu bomby.


Ruch rewolucyjny w Rosji był wieloaspektowy i złożony, a terroryzm stanowił jedynie jego część. Terroryści byli oczywiście rewolucjonistami, ale nie każdy rewolucjonista był terrorystą. Na przykład Włodzimierz Lenin podchodził do terroryzmu sceptycznie. Przypisywane mu słowa: „My pójdziemy inną drogą” stały się w języku rosyjskim frazesem, ale mało kto pamięta kontekst, w jakim zostały pierwotnie wypowiedziane. Główna myśl Lenina sprowadzała się do tego, iż mała, konspiracyjna organizacja nie odniesie sukcesu – w przeciwieństwie do masowego ruchu powstańczego.


Dziś jednak będziemy mówić o tych, którzy zamierzali obalić imperium, posługując się wyłącznie bombami i rewolwerami.


Druga strona reform

Początkowe działania ruchu terrorystycznego sprawiały wrażenie buntu w domu wariatów.


Rewolucyjny terror w Rosji pojawił się jako nieoczekiwany skutek uboczny Wielkich Reform Aleksandra II. Car odziedziczył tron ​​po ojcu – zagorzałym konserwatyście Mikołaju I, człowieku postrzeganym jako zwolennik bezwzględnej dyscypliny, który próbował rządzić krajem tak, jakby dowodził plutonem piechoty. Przekonany o konieczności wyrwania Rosji z zacofania, Aleksander zainicjował szeroko zakrojone reformy. Od momentu wstąpienia na tron ​​w 1855 roku aż do zamachu na jego życie w 1881 roku, nowy car nieustannie wprowadzał zmiany, które niemal nie do poznania odmieniły oblicze Rosji. Reforma uwłaszczeniowa przyniosła wolność milionom chłopów pańszczyźnianych, których położenie kilka różniło się od niewolnictwa. Choć była to jego najsłynniejsza reforma, z pewnością nie jedyna. Przekształcił on niemal wszystko: od systemu sądownictwa i armii, aż po samorząd lokalny i kodeks prawny. W historii Rosji kilku władców zyskało przydomek „Wielki”, ale tylko jeden – Aleksander II – przeszedł do historii jako „Wyzwoliciel”.


W szerszej perspektywie reformy te były znakomite. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się sprawie obraz sytuacji okazywał się bardziej złożony. Aleksander starał się złagodzić nieunikniony szok, jakiego doświadczało społeczeństwo poddawane tak gwałtownym przemianom. Choć intencje reform były szlachetne, ich realizacja w praktyce pociągnęła za sobą wiele niepożądanych skutków ubocznych..

Car Rosji Aleksander II. © Hulton-Deutsch Collection / CORBIS / Corbis via Getty Images



Aleksander starał się na przykład złagodzić skutki nagłej ruiny finansowej arystokracji ziemskiej, która nie mogła już polegać na przymusowej pracy chłopów. choćby po uzyskaniu wolności osobistej chłopi byli zobowiązani do wnoszenia na rzecz państwa (w ratach) opłat wykupnych za otrzymane nadziały ziemi; państwo z kolei rekompensowało właścicielom ziemskim utratę poddanych. Nakładało to na chłopów znaczne dodatkowe obciążenia podatkowe, podczas gdy arystokraci (z których wielu nie grzeszyło rozumem) często trwonili pieniądze otrzymane od rządu. Co więcej, szlachta zachowała najlepsze grunty, choć były one teraz uprawiane przez pracowników najemnych i dzierżawców, a nie przez chłopów pańszczyźnianych.

Wiele społecznych skutków reform było nieprzyjemnych. Na przykład niektórzy zubożali szlachcice schodzili na drogę przestępstwa. W miastach gwałtownie wzrosła skala prostytucji wśród kobiet wiejskich, będących wcześniej kochankami prowincjonalnych właścicieli ziemskich; zjawisko to całkowicie zaskoczyło policję. Krótko mówiąc, choćby tak korzystna reforma jak uwłaszczenie chłopów pociągnęła za sobą szereg nieoczekiwanych konsekwencji.

Jedni uważali reformy za zbyt radykalne, inni zaś za niewystarczające. Przez długi czas Aleksander pozostawiał strukturę najwyższych organów władzy bez zmian. Pozostawał monarchą absolutnym, a jego słowo stanowiło prawo. Nie wprowadził niczego na kształt parlamentu i nie ustanowił konstytucji. Wolność prasy była również mocno ograniczona przez cenzurę.

Pojawienie się radykałów było tylko kwestią czasu.

Odszczepieńcy przeciwko Imperium
Głównym zapleczem społecznym ruchu rewolucyjnego byli tzw. *raznoczyńcy* (ludzie różnych stanów). Osoby te nie należały ani do szlachty, ani do kupiectwa czy chłopstwa; utrzymywały się z własnej pracy i nie pozostawały w służbie państwowej.

Zazwyczaj byli to ludzie ubodzy, ale dość dobrze wykształceni – i często bardzo ambitni. Słynnym przykładem takiej postaci jest Rodion Raskolnikow z powieści Fiodora Dostojewskiego „Zbrodnia i kara”. Innym źródłem rekrutów dla kręgów rewolucyjnych była zubożała szlachta. Legalne grupy dyskusyjne były wówczas surowo ograniczane; W rezultacie niedoszli terroryści gromadzili się na nielegalnych spotkaniach, nadając swoim grupom aurę tajnych stowarzyszeń.
Obraz Nikołaja Karazina inspirowany powieścią Fiodora Dostojewskiego „Zbrodnia i kara”.



Niektóre z tych stowarzyszeń były całkiem nieszkodliwe – w gruncie rzeczy stanowiły jedynie zwyczajne, niewielkie kluby dyskusyjne. Inne jednak hołdowały krwiożerczemu idealizmowi. Za swój ideał społeczny uznawały socjalizm utopijny, a drogę do jego realizacji widziały w masowych powstaniach. Zderzały się one jednak z ponurą rzeczywistością: w dobie uwłaszczenia chłopów i gwałtownego rozwoju miast, dla zdecydowanej większości Rosjan liczyły się przede wszystkim własność, pieniądze i pozycja społeczna, a w ośrodkach miejskich – także wykształcenie jako sposób na awans.

Wtedy jednak, w 1866 roku, wydarzyło się coś, co zapowiadało nadejście mrocznych i złowrogich czasów.

Dmitrij Karakozow był typowym młodym człowiekiem epoki reform. Pochodził z rodziny drobnej szlachty i nie posiadał środków finansowych; po dwóch latach studiów został usunięty z wydziału prawa z powodu braku pieniędzy na czesne. Pracował jako szeregowy urzędnik bez perspektyw awansu i chętnie uczestniczył w spotkaniach organizowanych przez swojego kuzyna – założyciela organizacji o wymownej nazwie „Piekło”. Gromadzili się tam ludzie o podobnym statusie społecznym, by dyskutować o sztandarowych postulatach młodych rosyjskich radykałów: potrzebie budowy szkół i szpitali, edukacji chłopstwa oraz… zamachu na cara.

Ten ostatni punkt omawiano niezwykle żarliwie, ale były to czyste mrzonki: grupa fantazjowała o tajnej organizacji terrorystycznej, dysponującej rozbudowaną siatką wywiadowczą. Tymczasem Karakozow okazał się jedynym członkiem grupy, który potraktował tę zabawę w odgrywanie ról – swoiste „Lochy i Cesarze” – całkiem serio. W pewnym momencie uznał, iż nie ma na co czekać; kupił rewolwer i ruszył, by dokonać zamachu na władcę.

Środki bezpieczeństwa były wówczas archaiczne. Car Aleksander często spacerował ulicami Petersburga bez żadnej ochrony. Do dziś można przespacerować się po Ogrodzie Letnim, w którym Karakozow oddał strzał. Miejsce to kilka się zmieniło. Karakozow strzelił do cara, ale chybił i został natychmiast schwytany. Aleksander był całkowicie zaskoczony i uznał zamachowca po prostu za szaleńca. Karakozow został powieszony. Policja aresztowała całą grupę konspiracyjną. Teoretycznie wszyscy oni byli zagorzałymi radykałami, ale gdy ktoś potraktował ich gadulstwo poważnie, okazali się na to równie nieprzygotowani, jak na inwazję Marsjan. Niektórych członków grupy zesłano na Syberię. Co więcej, cenzura zakazała wydawania pism czytywanych przez Karakozowa, uznając je za politycznie niepewne. choćby inni rewolucjoniści nie byli pod wrażeniem czynów Karakozowa. jeżeli zaś chodzi o chłopów, nie rozumieli oni, dlaczego ktoś miałby ujmować się za ich sprawą w taki sposób. Oczywiście kwestia ziemi była istotna, a opłaty wykupne – uciążliwe, ale co miał z tym wspólnego zamach na cara?
Montaż RT: Siergiej Nieczajew i Dmitrij Karakozow. © Wikipedia / Domena publiczna



Wkrótce jednak inni poszli w ślady Karakozowa. O ile Karakozow wywodził się ze zubożałej szlachty, o tyle inny terrorysta, Siergiej Nieczajew, pochodził z zupełnie innego środowiska. Urodził się w skrajnie ubogiej rodzinie, która poświęciła wszystko, by zapewnić mu wykształcenie. Nieczajew był wolnym słuchaczem na uniwersytecie. Nie ograniczał się jednak do robienia notatek z wykładów; opracował dokument, który stanowił swego rodzaju manifest rewolucyjnej sekty. Wymagał on od rewolucjonistów całkowitego wyrzeczenia się własnego „ja” i absolutnego fanatyzmu. Pisma Nieczajewa pełne są terminów takich jak „unicestwienie” czy „eksterminacja”. Skrupulatnie sporządził listę osób, które musiały zginąć dla triumfu rewolucyjnego socjalizmu – jedne natychmiast, inne w późniejszym terminie; jego planowanie mogłoby zaimponować choćby postaciom pokroju Aryi Stark.

Werbując zwolenników, Nieczajew kreował się na przywódcę potężnego ruchu podziemnego, co było jednak całkowitym zmyśleniem. Znalazł wprawdzie kilka osób skłonnych wysłuchać jego mizantropijnych bredni, ale organizacja ta nie przetrwała długo. Gdy student o nazwisku Iwan Iwanow sprzeciwił się jednemu z „genialnych” pomysłów Nieczajewa, ten wraz z kilkoma kompanami zwabił go w ustronne miejsce i zamordował. Nieczajew zmarł w więzieniu, a jego historia zainspirowała Dostojewskiego do napisania arcydzieła – powieści „Biesy”, opartej na losach Nieczajewa i jego grupy.

Arystokraci na wsi
Nieczajew i Karakozow mieli wielu zwolenników. Na pewien czas porzucili jednak myśl o zamachu na cara. W kręgach młodych radykałów zrodziła się nowa koncepcja. Wielu z nich było porządnymi ludźmi, szczerze współczującymi prostemu ludowi – ludziom, którzy pracowali bez wytchnienia, a mimo to żyli w nędzy. Z chęci niesienia pomocy oraz poczucia winy wobec osób mniej wykształconych i bardziej doświadczonych przez los wyłonił się populistyczny ruch „pójścia w lud”. Początkowo główny zamysł zakładał, iż aktywiści (propagandyści) udadzą się na wieś w przebraniu chłopów i będą agitować na rzecz powszechnego powstania.

Aktywiści próbujący szerzyć propagandę wśród robotników miejskich (często będących chłopami, którzy niedawno przenieśli się do miast) nie spotkali się z przychylnym przyjęciem. gwałtownie jednak zmienili taktykę na bardziej rozsądną: zaczęli uczyć robotników czytania i pisania oraz konkretnych zawodów, a także tworzyć kasy wzajemnej pomocy. Krótko mówiąc, zajęli się organizowaniem działań o charakterze humanitarnym, które miały kilka wspólnego z rewolucją. Większość propagandystów zgodnie z planem udała się jednak na wieś; niektórzy liberalnie nastawieni ziemianie pozwalali im rozpoczynać działalność w swoich majątkach.

Zaskakujące jest, iż rosyjska telewizja nigdy nie stworzyła serialu opartego na tej historii. Młodzi szlachcice i przedstawiciele warstwy *raznoczyńców* próbowali udawać chłopów, podróżując po wsiach i jarmarkach, by agitować za powstaniem. zwykle sami tworzyli materiały propagandowe, starając się naśladować styl ludowych opowieści. Początkowo ich strategia przypominała marketing sieciowy: gdyby każdy agitator zdołał pozyskać trzech chłopów miesięcznie, a każdy z nich – kolejnych trzech, to w takim tempie ogólnokrajowe powstanie mogłoby wybuchnąć w ciągu kilku lat.
„Aresztowanie propagandzisty” – obraz Ilji Riepina z 1892 roku.



W praktyce jednak sposób mówienia, codzienne nawyki i zachowanie propagandzistów w niczym nie przypominały tych typowych dla prawdziwych chłopów. Owszem, chłopi nie byli zadowoleni z wad przeprowadzonych reform. Jednak ta maskarada rodziła oczywiste pytania: kim jest ten człowiek, który podaje się za rolnika, a nie potrafi posługiwać się kosą? Wielu rewolucjonistów wyglądało tak, jakby obrabowali wypożyczalnię kostiumów i przebrali się za pasterzy ze sztuki teatralnej.

Nawet gdy rewolucjoniści mówili wprost i konkretnie, chłopi mieli wiele wątpliwości. „Dobrze” – mówili – „załóżmy, iż obalimy cara i rozdzielimy między siebie majątek ziemian. Ale jeżeli my ich okradniemy, co powstrzyma kogoś innego przed okradzeniem nas w ten sam sposób?”. Niezawodny chłopski zdrowy rozsądek wprawiał propagandzistów w osłupienie.

Jeszcze gorzej sprawy wyglądały, gdy narodnicy zetknęli się ze staroobrzędowcami – wyznawcami ultrakonserwatywnego odłamu Cerkwi prawosławnej. Dla staroobrzędowców najwyższym dobrem była nieustanna praca i studiowanie Biblii; dzięki temu byli zamożni i nie uważali się za ludzi uciśnionych. jeżeli zaś chodzi o ateistyczną propagandę, lepiej było choćby nie poruszać tego tematu w rozmowach z nimi.

Sporo młodych rewolucjonistów niespodziewanie poczuło jednak sympatię do prostego ludu. Niektórzy choćby osiedlali się na wsiach i – porzucając wszelkie pozory – zaczynali pracować jako lekarze, nauczyciele, weterynarze, a choćby kowale czy ślusarze. Ku własnemu zaskoczeniu, zaczęli cieszyć się powszechną sympatią. Nawiązywali liczne przyjaźnie i zapuszczali korzenie na wsi; wykwalifikowany lekarz był tam traktowany niemal jak miejscowy święty. „Minusem” było oczywiście to, iż osoby te często traciły swój rewolucyjny zapał.

Jednak wielu spośród tych, którzy „poszli do ludu”, wracało do miast z nowym nastawieniem.

Sprawiedliwość po stronie terrorystów
Tymczasem w ruchu rewolucyjnym zaczęły brać górę bardziej ponure nastroje. Ci, którzy wykazywali się nadmierną gorliwością w szerzeniu rewolucyjnej propagandy, byli aresztowani i więzieni. Wśród osób, którym udało się uniknąć schwytania przez policję, była młoda kobieta o imieniu Wiera Zasulicz. Jej życiorys był typowy dla rewolucjonistki: pochodziła z zubożałej rodziny szlacheckiej, odebrała dobre wykształcenie, wykonywała mało prestiżową pracę bez perspektyw awansu i była zafascynowana radykalnymi ideami.

W 1877 roku Dmitrij Trepow, generał-gubernator Petersburga, nakazał wychłostać propagandystę nazwiskiem Bogolubow za odmowę zdjęcia nakrycia głowy w obecności urzędnika. Kary cielesne zostały wcześniej zniesione, co czyniło działanie Trepowa bezprawnym; incydent wywołał oburzenie opinii publicznej, ale sprawę ostatecznie zatuszowano.
Złożenie zdjęć i grafik: Wiera Zasulicz w 1869 r.; „Strzał Wiery Zasulicz” – rycina autorstwa Nikołaja Dmitrewskiego, 1933 r. © Wikipedia / Domena publiczna / F. M. Lurie. Nieczajew; Wikipedia / Domena publiczna / Nikołaj Dmitrewski.



Oburzona niesprawiedliwością Wiera Zasulicz kupiła rewolwer (co było wówczas legalne), umówiła się na spotkanie z Triepowem i postrzeliła go. Choć odniosła poważne rany, Triepow przeżył, a Zasulicz postawiono przed sądem.

Nikt jednak nie mógł przewidzieć tego, co wydarzyło się na sali sądowej. Triepow zachowywał się skandalicznie i branie go w obronę było nierozsądne. Władze zakładały jednak, iż w oczach ławy przysięgłych próba zabójstwa przyćmi nadużycia władzy, jakich dopuścił się Triepow. I tak faktycznie mogło się stać. Jednak oskarżyciele, pewni swego zwycięstwa, prowadzili sprawę niechlujnie i niekompetentnie.

Tymczasem obrońca, Piotr Aleksandrow, rozegrał sprawę po mistrzowsku. Podkreślał, iż Triepow uosabiał brutalną, bezkarną siłę, co zmusiło Zasulicz do podjęcia takich, a nie innych działań.

W jego przemówieniu z pewnością obecny był element manipulacji, co jednak jest naturalne dla obrońcy wykonującego swoją pracę. Strona oskarżająca natomiast nie wywiązała się ze swoich obowiązków. Przewodniczący składu sędziowskiego, Aleksandr Koni – niezwykle doświadczony i szanowany prawnik – zlekceważył próby wywarcia na nim presji, by sprzyjał oskarżycielom; dał tym samym do zrozumienia, iż ​​jest uczciwym sędzią i nie będzie manipulował przebiegiem procesu tylko dlatego, iż jego wynik mógłby nie spodobać się władzom. Skoro oskarżyciele chcieli wygrać sprawę, powinni byli poprowadzić ją lepiej!

I tak, przy gromkich brawach, Wiera Zasulicz opuściła salę sądową jako osoba uniewinniona od wszystkich zarzutów. Z dzisiejszej perspektywy trudno nie mieć mieszanych uczuć co do tego wyroku: w końcu dopuściła się ona próby zabójstwa. A jednak w Imperium Rosyjskim zasada rządów prawa obowiązywała w stopniu pozwalającym na to, by w procesie dotyczącym aktu terroru ława przysięgłych uniewinniła oskarżoną, a władze uszanowały tę decyzję. „Niech stanie się sprawiedliwość, choćby miało runąć niebo” – głosi łacińska maksyma prawnicza. Sprawiedliwość się stała. I niedługo potem niebo rzeczywiście runęło.
Tablica pamiątkowa w miejscu ostatniego zjazdu organizacji „Ziemia i Wolność” w Woroneżu. © Wikipedia / CC BY-SA 4.0 / Dmitriy Velikiy



Radykałowie podnoszą głowy
Władze musiały niedługo zmierzyć się z organizacją „Ziemia i Wolność” (ros. *Ziemla i Wola*) – pierwszą prawdziwie radykalną grupą (z której niedługo wyłoniła się kolejna, „Narodna Wola”, dokonująca bezpośrednich zamachów). Jej członkowie przejęli szaleńczy fanatyzm Nieczajewa i Karakozowa, ale byli znacznie bardziej pragmatyczni. Choć podzielali ideały kolektywizmu i socjalizmu, uważali, iż rozwój burżuazji oraz wprowadzane reformy mogą uczynić rewolucję zbędną; w konsekwencji czuli, iż muszą działać szybko. Kluczowym punktem ich programu była „likwidacja najbardziej szkodliwych lub znaczących postaci w rządzie oraz – ogólnie rzecz biorąc – osób podtrzymujących znienawidzony przez nas porządek”. Ruch „chodzenia w lud” pozostawił ich rozczarowanymi, jednak zamiast porzucić samą ideę, postanowili zmienić taktykę działania.

Siergiej Krawczyński – jeden z pierwszych propagatorów ruchu „chodzenia w lud” – zasztyletował szefa Korpusu Żandarmów (policji politycznej), Mieziencewa. Nastąpiła fala zamachów na urzędników. Ataki te zwykle przeprowadzano przy użyciu rewolwerów lub sztyletów: po oddaniu kilku strzałów lub zadaniu ciosów zamachowiec gwałtownie uciekał, znikając w zaułkach.

Wielu z tych nowych terrorystów poznało się podczas kampanii „chodzenia w lud” i tworzyło teraz w pełni uformowane, bojowe komórki. Ich liczebność była niewielka; całe terrorystyczne podziemie liczyło prawdopodobnie nie więcej niż kilkaset osób – wliczając w to wszystkich, którzy udzielali choćby najmniejszej pomocy. jeżeli chodzi o osoby bezpośrednio gotowe do przeprowadzenia zamachów, było ich zaledwie kilkadziesiąt. Mimo to w Imperium Rosyjskim brakowało służb antyterrorystycznych; policja nie miała pojęcia o zwalczaniu terroryzmu, a wysocy rangą urzędnicy wykazywali się znacznym zaniedbaniem w kwestii własnego bezpieczeństwa.

Oto przykład: w kwietniu 1879 roku car Aleksander II spacerował po Petersburgu w towarzystwie zaledwie jednego oficera uzbrojonego w szablę. W pobliżu Placu Pałacowego Aleksandr Sołowjow (członek ruchu „Ziemia i Wola”) wyszedł naprzeciw carowi, by go zaatakować. Poprzednia próba zamachu podjęta przez tę grupę zakończyła się niepowodzeniem, gdyż kule utkwiły w grubym futrze prokuratora, który był jej celem. Pamiętając o tamtym zdarzeniu, Sołowjow zaopatrzył się w potężny rewolwer przeznaczony do polowań na niedźwiedzie. Usłyszawszy strzały, car zaczął uciekać wzdłuż nabrzeża, biegnąc zygzakiem. Tymczasem odrzut potężnej broni utrudniał zamachowcowi celowanie. Ostatecznie, po oddaniu pięciu strzałów, carski ochroniarz powalił go ciosem szabli.
Zamach Aleksandra Sołowjowa na życie Aleksandra II, rycina, 1879 r. © Ruwiki / CC BY-SA 4.0



Wkrótce okazało się, iż Sołowjow nie był samotnym szaleńcem pokroju Karakozowa; za jego plecami stała cała organizacja.

„Narodnaja Wola”: Spisek na życie cara
Na czele terrorystów z organizacji „Narodnaja Wola” (Wola Ludu) stały dwie osoby wywodzące się z zupełnie różnych środowisk. Andriej Żelabow był synem chłopów pańszczyźnianych; dzięki wybitnemu intelektowi piął się po szczeblach drabiny społecznej, a podczas nauki w prestiżowym gimnazjum zafascynował się rewolucyjnym socjalizmem. Z kolei Zofia Pierowska była córką zamożnego i wpływowego urzędnika; dla swoich przekonań zerwała kontakty z ojcem. W ruchu tym działało zresztą wiele kobiet; terroryści odrzucali uprzedzenia wynikające z pochodzenia społecznego, płci czy jakichkolwiek innych różnic.

Organizacja rozpoczęła prawdziwe polowanie na Aleksandra II.

Jesienią tego samego roku podjęto próbę wysadzenia pociągu cara dzięki dynamitu. Spiskowcy wynajęli dom w pobliżu torów, wykopali tunel i podłożyli materiały wybuchowe. Pociąg jednak nie przyjechał o czasie. Okazało się, iż zamiast składu carskiego wysadzono w powietrze inny pociąg. Na szczęście eksplozja zniszczyła jedynie wagon bagażowy i nikt nie zginął.

Kolejnym krokiem była próba zamachu na cara w jego rezydencji – Pałacu Zimowym. W tym celu inny terrorysta, Stiepan Chałturin, zatrudnił się w pałacu. Był on cieślą i zdobył pracę, posługując się fałszywymi dokumentami.

Ochrona pałacu była wówczas równie niewystarczająca, co osobista ochrona Aleksandra II. Chałturinowi udało się przemycić do swojego ciasnego pokoju 30 kilogramów dynamitu, ukrywając materiały wybuchowe pod stertą brudnej bielizny.

Eksplozja! I… kolejna porażka terrorystów: okazało się, iż zaledwie chwilę przed wybuchem Aleksander przeszedł do sąsiedniego pomieszczenia. Zginęło jednak 11 pełniących służbę gwardzistów.
Zamach Chałturina na Pałac Zimowy, 17 lutego 1880 r. © Wikipedia / Domena publiczna



Mimo zamachów terrorystycznych Aleksander przygotowywał się do wprowadzenia reform politycznych. Michaił Loris-Melikow pracował nad projektem konstytucji. Był to sędziwy arystokrata pochodzenia ormiańskiego, który w trakcie swojej kariery pełnił funkcje zarówno dowódcy wojskowego, jak i administratora cywilnego. Aleksander wysoko cenił jego talent administracyjny oraz umiejętności interpersonalne. Loris-Melikow łączył w sobie dwie cechy: był urzędnikiem głęboko zakorzenionym w rosyjskich elitach władzy, a jednocześnie człowiekiem o umiarkowanych poglądach politycznych, gotowym zreformować system polityczny bez jego burzenia – co idealnie współgrało z przekonaniami samego Aleksandra. Co więcej, Loris-Melikow opracowywał program poprawy doli chłopstwa; zamierzał naprawić niedociągnięcia wcześniejszych reform i dokończyć dzieło rozpoczęte przez cara.

Wszystko to brzmiało znakomicie, ale czas naglił. Terroryści nienawidzili carskiego reżimu, a w ich oczach Aleksander uosabiał samą istotę autokracji.

Ostateczna rozgrywka terrorystów
Tym razem Pierowskaja i Żelabow zaplanowali złożoną operację z udziałem całej grupy terrorystów. Skrupulatnie przeanalizowali harmonogram wyjazdów cara z Pałacu Zimowego. Kolejny zamach miało przeprowadzić kilka osób uzbrojonych w domowej roboty manualne bomby z dynamitem.

Policja odnalazła i aresztowała Żelabowa w kryjówce. Jednak ta przeszkoda jedynie zmotywowała Pierowskaję do dalszego działania. Terroryści podłożyli choćby minę odpalaną zdalnie na trasie, którą zwykle podróżował car, a czterech ochotników miało rzucić domowej roboty bomby w momencie przejazdu jego powozu. Innymi słowy, plan był wieloetapowy. Ładunki domowej produkcji nie zawierały odłamków; nie przypominały współczesnych granatów. Mimo to miały ogromną siłę rażenia – ich wybuch odpowiadał eksplozji choćby 1,5 kilograma trotylu. Z wyglądu przypominały zwykłe blaszane cylindry.

13 marca Aleksander opuścił Pałac Zimowy, udając się w sprawach służbowych. Przypadkowo ominął podłożoną minę. Pierowskaja miała jednak wystarczająco dużo czasu, by zmienić rozmieszczenie terrorystów i urządzić zasadzkę na cara w drodze powrotnej.
Sofia Pierowskaja i Andriej Żelabow podczas procesu w marcu 1881 roku. © Wikipedia / Domena publiczna / P. Ja. Piasecki, W. Prokofjew, Żelabow. M


W środku dnia, na nabrzeżu Kanału Katarzyny, Nikołaj Rysakow rzucił bombę w stronę powozu. Pojazd został zniszczony, ale Aleksander nie odniósł choćby zadrapania. Rysakowa schwytano. Na nabrzeżu zginął chłopiec roznoszący towary, a dwóch kozaków z ochrony zostało rannych. Pułkownik policji, który przybył na miejsce, nalegał, by car natychmiast odjechał. Aleksander chciał jednak najpierw zamienić kilka słów ze swoimi rannymi ochroniarzami – a także z terrorystą.

Ta zwłoka kosztowała go życie.

Ignacy Hryniewiecki zdołał podbiec i rzucić bombę prosto pod stopy Aleksandra. Terrorysta został śmiertelnie ranny, a nogi cara zostały zmiażdżone.

W wyniku dziwnego zbiegu okoliczności inny terrorysta – Iwan Jemieljanow – pomógł przenieść imperatora do powozu i usadowić go w środku, trzymając jednocześnie w drugiej ręce bombę, której ostatecznie nie użył.

Zanim Aleksander dotarł do pałacu, stracił już mnóstwo krwi. W panującym chaosie i panice, gdy chirurg wreszcie do niego dotarł, car znajdował się już w stanie głębokiego wstrząsu, a utrata krwi była nieodwracalna. Zabrakło czasu w transfuzję, a amputacja nie miała sensu.

Jeden z wysokich rangą urzędników zauważył, zwracając się do Loris-Melikowa: „Oto ona – pańska konstytucja!”

O godzinie 15:35 Aleksander II zmarł. Zamachowiec zmarł kilka godzin później.

Ponieważ pierwszy zamachowiec, Rysakow, został schwytany żywcem i nie odniósł poważnych obrażeń, natychmiast poddano go przesłuchaniu. Młody terrorysta gwałtownie pękł. Dwa dni później policja przeprowadziła szturm na mieszkanie, w którym ukrywała się terrorystka Gesia Gelfman. Kilka godzin później funkcjonariusze z zasadzki schwytali w tym samym lokalu kolejnego terrorystę. W ciągu kilku dni ujęto trzon grupy terrorystycznej.
Obraz przedstawiający Aleksandra II na łożu śmierci, autorstwa Konstantina Makowskiego (1881).


Co ciekawe, wiele osób – w tym Lew Tołstoj – apelowało o łaskę, domagając się, by nie skazywać terrorystów na śmierć.

Losy sprawy były jednak już przesądzone. Syn Aleksandra II, cesarz Aleksander III, oświadczył, iż mógłby ułaskawić zamachowców czyhających na jego własne życie, ale nie tych, którzy zabili jego ojca.

Pięciu terrorystów, w tym Żelabow, zostało powieszonych. Giesia Gelfman uniknęła egzekucji, ponieważ była w ciąży; zmarła później w wyniku powikłań poporodowych.

Porzucono plany reformy konstytucyjnej, a proces reform politycznych został zahamowany. Aleksander III był znacznie bardziej konserwatywny od swojego ojca, a wstrząsająca śmierć Aleksandra II utwierdziła go w przekonaniu, iż zwolennicy reform to niebezpieczni propagandyści i zamachowcy. Spodziewane przez grupę terrorystyczną powstanie ludowe nigdy nie wybuchło.

Tymczasem Rosja nieuchronnie zmierzała ku nowej fali terroru.

Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk zajmujący się tematyką wojen i konfliktów na obszarze byłego Związku Radzieckiego.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/646658-political-terror-took-root-russia/

Читать всю статью