W Prawie i Sprawiedliwości znów zawrzało wokół nazwiska przyszłego kandydata na premiera. Nieoficjalne doniesienia mówią, iż Przemysława Czarnka miałby zastąpić Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta. Partia stanowczo zaprzecza. Skąd więc uporczywe pytania o to, kto poprowadzi obóz do następnych wyborów?
Nieoficjalny scenariusz z Kanału Zero
Iskrę zapaliły doniesienia Roberta Mazurka z Kanału Zero. Według dziennikarza Prawo i Sprawiedliwość miałoby wymienić swojego kandydata na premiera, a miejsce Przemysława Czarnka zająłby Zbigniew Bogucki, obecny szef Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej. W tej wersji zdarzeń o zmianie miał rozmawiać sam Jarosław Kaczyński, a prezydent Karol Nawrocki miałby zgodzić się na oddanie swojego bliskiego współpracownika.
Scenariusz brzmiał efektownie, bo spinał trzy najważniejsze ośrodki obozu: kierownictwo partii, Pałac Prezydencki i zaplecze przyszłego rządu. Gdyby się potwierdził, oznaczałby cichą rewizję decyzji sprzed kilku miesięcy.
Twarde dementi Nowogrodzkiej
Reakcja centrali partii była szybka i jednoznaczna. Rzecznik PiS Rafał Bochenek zapewnił, iż kandydatem na premiera pozostaje profesor Przemysław Czarnek, o ile ugrupowanie wygra wybory. Spekulacje o roszadzie skwitował krótko: „Scenariusz przez Pana spinowany nie jest w ogóle rozważany".
Do dementi dołączył sam zainteresowany. Bogucki dawał do zrozumienia, iż był, jest i pozostanie szefem prezydenckiej kancelarii, a kandydatem na premiera jest jego przyjaciel Czarnek. Warto przypomnieć, iż były minister edukacji został namaszczony na tę rolę w marcu, podczas konwencji PiS w Krakowie, z rąk samego Kaczyńskiego.
Walka o pozycję w obozie
Problem w tym, iż choćby najbardziej stanowcze zaprzeczenia nie gaszą pytań, ale je podsycają. Skoro nazwiska następców krążą, a media wymieniają także europosła Tobiasza Bocheńskiego, to znaczy, iż w obozie trwa cicha kalkulacja, kto najlepiej poprowadzi prawicę do kolejnego starcia o władzę.
To naturalny mechanizm w każdej dużej partii, ale w przypadku PiS ma dodatkowy ciężar. Ugrupowanie po utracie rządów szuka formuły powrotu, a osoba kandydata na premiera jest w tej układance elementem newralgicznym. Każdy sygnał wahania czytany jest jako pęknięcie w szeregach.
Kontekst jest tu nieoczywisty. Po zwycięstwie Karola Nawrockiego w zeszłorocznych wyborach prezydenckich prawica odzyskała najwyższy urząd w państwie, ale nie rząd. To właśnie kandydat na premiera pozostaje brakującym ogniwem pełnego powrotu do władzy, dlatego każde nazwisko waży w tym kontekście podwójnie. Nic dziwnego, iż choćby niepotwierdzona plotka o roszadzie natychmiast staje się tematem numer jeden.
Jedność jako warunek powrotu
Dla wyborców prawicy najważniejsze pozostaje jedno: czy obóz pójdzie do wyborów zwarty, czy rozdrapywany wewnętrznymi rozgrywkami. Historia polskiej polityki nieraz pokazała, iż partie przegrywają nie tyle z przeciwnikiem, ile z własnymi ambicjami. Pozostaje pytanie, czy Prawo i Sprawiedliwość wyciągnie z tego wnioski, zanim spekulacje zamienią się w realny spór o przywództwo.














