Zbigniew Bogucki 4 września w Sejmie zarzucił Donaldowi Tuskowi, iż Trybunał Konstytucyjny ma mu służyć jako "gwarancja niekaralności". Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał tę wypowiedź skandalem i bronił premiera. Starcie poprzedziło wybór Macieja Berka do TK i pokazało, iż spór o sąd konstytucyjny przez cały czas dotyczy realnej kontroli nad państwem.
Ostra wymiana przed wyborem sędziego TK
Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki zabrał głos podczas sejmowej debaty nad kandydaturą Macieja Berka. Zwracając się bezpośrednio do premiera Donalda Tuska, stwierdził, iż Trybunał może być potrzebny obecnemu szefowi rządu do hamowania przyszłej prawicowej władzy oraz jako "gwarancja niekaralności". Było to polityczne oskarżenie, nie stwierdzenie prawne ani ustalenie sądu.
Na mównicę wszedł następnie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Nazwał wystąpienie Boguckiego "niebywałym skandalem". Zarzucił też politykom PiS hipokryzję i odpowiedzialność za upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego. Zareagował również marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Kandydatura bliskiego współpracownika premiera
Spór nie wybuchł w próżni. Maciej Berek był do niedawna ministrem do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Jego kandydaturę zgłosili posłowie Koalicji Obywatelskiej. Już w chwili zgłoszenia Berka do Trybunału podstawowe pytanie dotyczyło wiarygodności zapowiedzi odpolitycznienia tej instytucji.
Kandydat związany jeszcze niedawno z centrum władzy wykonawczej może mieć wysokie kwalifikacje. Sam ten fakt nie usuwa jednak politycznego problemu. Koalicja, która przez lata budowała swój przekaz na krytyce partyjnej kontroli nad TK, powinna przy nominacji własnego ministra stosować standard szczególnie surowy. Inaczej hasło niezależności instytucji zmienia się w wygodne narzędzie używane przeciw poprzednikom.
Dzień przed głosowaniem sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka pozytywnie zaopiniowała Berka. Komisja poparła jego kandydaturę 16 głosami, przy 10 głosach przeciwnych i jednym wstrzymującym się. Sejm dokonał wyboru dzień później.
Instytucje nie mogą być politycznym łupem
Słowa Boguckiego były bardzo ostre i nie powinny być przedstawiane jako dowód czyjejkolwiek odpowiedzialności karnej. Polityczna istota jego wystąpienia pozostaje jednak czytelna: kontrola konstytucyjna ma znaczenie dla równowagi władz, prerogatyw prezydenta i granic działania rządu. Dlatego obsadzanie TK osobami bezpośrednio związanymi z aktualną większością musi podlegać bezwzględnej ocenie opinii publicznej.
Kosiniak-Kamysz odpowiedział atakiem na dorobek PiS. Nie odpowiedział jednak na najważniejszą wątpliwość dotyczącą teraźniejszości: dlaczego były minister rządu Tuska ma być adekwatnym symbolem odpolitycznienia Trybunału? Rozliczanie błędów poprzedników nie daje obecnej większości prawa do powtarzania praktyk, które sama uznawała za niedopuszczalne.
Dla Polaków stawką nie jest komfort jednego obozu. Chodzi o to, czy Konstytucja będzie realną granicą dla każdej władzy, także tej, która akurat dysponuje większością w Sejmie. Państwo nie odzyska powagi przez wymianę jednych politycznych nominatów na drugich. Potrzebuje reguł stosowanych jednakowo wobec swoich i przeciwników.
Źródło: WP Wiadomości, Sejm RP
Źródło: WP Wiadomości














