Bocheńczak bez startu. Interia opisuje cichy bojkot w Konfederacji

dzienniknarodowy.pl 6 часы назад
Zdjęcie: Bocheńczak bez startu. Interia opisuje cichy bojkot w Konfederacji


Bartosz Bocheńczak nie został zarejestrowany jako kandydat Konfederacji na prezydenta Krakowa: z niemal 5 tys. złożonych podpisów komisja miała uznać 2950, o 50 za mało. Interia ujawniła 8 września, iż zbiórkę osłabił konflikt Ruchu Narodowego z Nową Nadzieją. Prawica oddała wyborcze pole przez własny chaos.

Pięćdziesiąt podpisów zamknęło drogę do startu

Komitet Bartosza Bocheńczaka złożył blisko 5 tys. podpisów poparcia. Po sprawdzeniu list Miejska Komisja Wyborcza miała zaliczyć 2950 prawidłowych wpisów, podczas gdy rejestracja wymaga 3 tys. Zabrakło zaledwie 50. Sam polityk publicznie przyjął odpowiedzialność za porażkę i poinformował, iż jego kandydatura nie została zarejestrowana.

Komisja zapowiedziała ponowne liczenie, a formalne głosowanie nad uchwałą o odmowie rejestracji wyznaczono na 8 września około godz. 17. Kierownictwo Konfederacji nie czekało jednak na ten akt. Sławomir Mentzen odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, zawiesił osoby pełniące funkcje w miejscowych strukturach i skierował sprawy do sądu partyjnego.

Twarda reakcja jest zrozumiała. Formacja aspirująca do rządzenia państwem musi umieć wykonać podstawową pracę organizacyjną. jeżeli niemal 2 tys. podpisów okazuje się wadliwych, nie wystarczy wskazać na rygorystyczne przepisy. Sztab powinien zbudować większy zapas i sprawdzić formularze przed ich złożeniem.

Spór zaczął się przed referendum

Według ustaleń Interii problem nie ograniczał się do błędów na listach. W krakowskiej Konfederacji od miesięcy trwała rywalizacja między Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją, a dodatkowy konflikt miał dzielić samych działaczy partii Mentzena. Osią sporu były wpływy, szyld używany podczas zbiórki referendalnej i przyszłe miejsca na listach sejmowych.

W styczniu, gdy ruszała akcja na rzecz odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta, działacze Ruchu Narodowego Wojciech Jaskółka oraz Piotr Bartosz opublikowali apel do wyborców Konfederacji. Nazwa formacji została później usunięta. Interia twierdzi, iż interweniować miał sam Bocheńczak, ponieważ druga część ugrupowania nie zgodziła się na wykorzystanie wspólnego szyldu.

Po referendum Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja zawarły porozumienie. Bocheńczak miał walczyć o prezydenturę, a ludzie Piotra Bartosza napędzać kampanię do rady miasta, gdyby również ona została odwołana. Uzgodniono też wstępny podział czołowych miejsc na przyszłej liście do Sejmu.

Interia: stawką były wpływy i miejsca na liście

Interia wskazuje, iż dobry wynik Bocheńczaka mógł zagrozić pozycji posła Konrada Berkowicza, który wcześniej dominował w krakowskich strukturach Nowej Nadziei. Według rozmówców portalu Berkowicz i jego otoczenie mieli niechętnie angażować się w zbiórkę podpisów, choć oficjalnie popierali kandydata. Ruch Narodowy miał z kolei odmówić pomocy. To poważne zarzuty polityczne, oparte na ustaleniach redakcji, a nie na rozstrzygnięciu sądu czy partyjnego postępowania.

Jeśli ten opis jest trafny, wyborcy dostali lekcję najgorszego rodzaju. Osobiste kalkulacje oraz walka o jedynkę na liście okazały się ważniejsze niż wspólny wynik prawicy w drugim największym mieście Polski. Skutek jest mierzalny: zwolennicy Konfederacji nie znajdą jej kandydata na karcie.

Krakowska kampania od początku miała problemy z podpisami. Opisywaliśmy kłopoty Łukasza Gibały po odrzuceniu części list, a także zgłoszenie dwunastu kandydatów do miejskiej komisji. Wymogi były jednakowe dla wszystkich.

Krakowska prawica zapłaci za wewnętrzną wojnę

Przedterminowe wybory odbędą się 27 września. Konfederacja traci możliwość samodzielnego zmierzenia poparcia po sukcesie referendum, które odwołało Aleksandra Miszalskiego. Na prawej stronie pozostają między innymi Michał Drewnicki z PiS oraz Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej.

Stawką dla mieszkańców jest realny wybór, a dla całej prawicy wiarygodność jako siły zdolnej do sprawnego działania. Program, energia działaczy i krytyka starego układu nic nie znaczą, jeżeli partyjne frakcje podcinają sobie wzajemnie kampanię. Krakowski przypadek powinien zostać rozliczony na podstawie dokumentów i odpowiedzialności konkretnych osób. Bez zamiatania sprawy pod dywan, ale też bez oskarżeń niepopartych dowodami.

Źródło: Interia Wydarzenia, BIP Miasta Krakowa

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью