Bartosz Bocheńczak poinformował 7 września, iż jego kandydatura na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana, bo zabrakło ważnych podpisów. Z około 5 tys. zebranych podpisów ponad 2 tys. miało być błędnych. Sławomir Mentzen odwołał szefa okręgu i zawiesił lokalnych działaczy. Dla Konfederacji to bolesny test organizacyjnej sprawności.
Ponad dwa tysiące błędnych podpisów
Bartosz Bocheńczak sam przekazał w mediach społecznościowych, iż jego kandydatura nie została zarejestrowana. Jak relacjonowała Wirtualna Polska, przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej Krzysztof Dyl mówił wcześniej o niespełna 3 tys. ważnych podpisów. Komisja przez cały czas weryfikowała dokumenty trzech komitetów i zapowiadała decyzje na wtorek.
Według Sławomira Mentzena sztab zebrał około 5 tys. podpisów, ale ponad 2 tys. formularzy zawierało błędy. Polityk wskazał, iż część osób wpisywała adres zameldowania zamiast adresu zamieszkania. Przepisy rzeczywiście stawiają komitety w trudnej sytuacji, bo nie dają im prostego narzędzia do sprawdzenia danych. Nie zdejmują jednak odpowiedzialności z organizatorów zbiórki. Inni kandydaci potrafili spełnić te same wymagania.
Stawką są przedterminowe wybory prezydenta Krakowa wyznaczone na 27 września. Brak własnego kandydata oznacza dla Konfederacji utratę możliwości bezpośredniego przedstawienia programu w jednym z największych polskich miast. To realna strata polityczna, a nie techniczny drobiazg.
Mentzen uderzył w lokalne kierownictwo
Reakcja współlidera Konfederacji była szybka. Mentzen odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, zawiesił wszystkie osoby pełniące funkcje w miejscowych strukturach i skierował ich sprawy do sądu partyjnego. Organ ma ustalić indywidualną odpowiedzialność za fiasko zbiórki.
Takie rozliczenie jest surowe, ale w polityce poważnej odpowiedzialność musi mieć nazwiska i zakres. Prawica nie zbuduje trwałej siły samym poparciem w sondażach ani sprawnością w mediach społecznościowych. Potrzebuje ludzi zdolnych dopilnować procedur, komisji i terminów w każdym mieście. Wyniki badań pokazują, iż wyborcy prawicy oczekują umiejętności budowania skutecznych układów większościowych. Bez struktur choćby najlepszy przekaz pozostaje bez przełożenia na władzę.
Współczucie nie zastąpi odpowiedzialności
Artur Dziambor wyraził Bocheńczakowi osobiste współczucie i przypomniał własne doświadczenie z niezebraniem podpisów w 2011 roku. Anita Czerwińska z PiS oceniła natomiast, iż brak 3 tys. prawidłowych podpisów w Krakowie nie świadczy o profesjonalizmie ani sprawczości. Politycy Koalicji Obywatelskiej wykorzystali sprawę do uderzenia w całą Konfederację.
Bocheńczak zapłacił polityczną cenę, choć w kampanię włożył wiele pracy. Mentzen sam przyznał, iż cenił jego zaangażowanie i wcześniejszą pracę w sztabie. Właśnie dlatego ta historia jest tak dotkliwa. Konfederacja zyskuje w badaniach poparcia i konkuruje o pozycję głównej siły po prawej stronie, ale wraz z rosnącymi ambicjami rosną wymagania.
Dla wyborców narodowych i wolnościowych lekcja jest prosta. Państwa ani samorządu nie naprawia się samymi deklaracjami. Kto chce rządzić, musi najpierw udowodnić, iż potrafi zorganizować własne zaplecze i ochronić pracę tysięcy sympatyków przed zmarnowaniem.
Źródło: Wirtualna Polska, Biuletyn Informacji Publicznej Miasta Krakowa.
Źródło: WP Wiadomości













