Biuro religijne w Pentagonie. Wiara nie może służyć państwowej machinie [OPINIA]

dzienniknarodowy.pl 6 часы назад
Zdjęcie: Biuro religijne w Pentagonie. Wiara nie może służyć państwowej machinie [OPINIA]


Pete Hegseth 30 września ogłosił powołanie Biura ds. Religijnych w Pentagonie, podporządkowanego bezpośrednio sekretarzowi wojny. Urząd ma wspierać kapelanów i duchową gotowość żołnierzy. Sama obrona wolności religijnej jest potrzebna, ale w praktyce podporządkowanie wiary logice państwowej machiny wojennej grozi jej instrumentalizacją.

Wiara wraca do Pentagonu

Amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth przedstawił Biuro ds. Religijnych podczas przemówienia o stanie sił zbrojnych. Nowa komórka ma podlegać bezpośrednio jemu, reprezentować interesy kapelanów i wzmacniać opiekę religijną na najwyższym szczeblu resortu. Hegseth uzasadnił decyzję przekonaniem, iż obok walki fizycznej istnieje walka duchowa.

Ten język trafia na podatny grunt. Po latach agresywnego sekularyzmu, rugowania chrześcijańskich znaków i traktowania wiary jak prywatnego hobby wielu konserwatystów przyjmuje każdą zmianę kierunku z ulgą. W armii kapelan nie jest dekoracją. Towarzyszy człowiekowi, który mierzy się ze śmiercią, odpowiedzialnością za życie innych, rozłąką z rodziną i ciężarem własnych decyzji. Państwo ma obowiązek zapewnić żołnierzom realną możliwość praktykowania religii.

Hegseth już wcześniej zmieniał zasady dotyczące kapelanów. W marcu resort informował, iż liczbę kodów przynależności religijnej zmniejszono z ponad 200 do 31, a na mundurach kapelanów oznaczenie stopnia miało ustąpić symbolowi religijnemu. Według tego samego komunikatu 82 proc. żołnierzy deklarowało religijność. To pokazuje, iż potrzeba duszpasterstwa jest konkretna, a nie wymyślona przez politycznych strategów.

Rozdział państwa nie oznacza wygnania Boga

Tomasz P. Terlikowski na łamach Wirtualnej Polski uznał powołanie biura za sprzeczne z rozdziałem państwa i religii oraz z chrześcijańskim rozumieniem autonomii polityki. Pierwsza część tej oceny idzie za daleko. Rozdział Kościoła i państwa nie oznacza, iż instytucja publiczna ma udawać, iż obywatele i żołnierze nie mają duszy, sumienia ani przekonań religijnych. Neutralność nie może być kryptonimem dla urzędowego ateizmu.

Wolność religijna jest realna dopiero wtedy, gdy można z niej korzystać także w koszarach, na okręcie i podczas zagranicznej misji. Dotyczy to chrześcijan oraz wyznawców innych religii, a także ludzi niewierzących. Kapelan ma służyć człowiekowi w mundurze zgodnie z zasadami swojej posługi. Dowódca nie powinien ani tej posługi blokować, ani przejmować nad nią duchowej kontroli.

Konserwatysta nie musi przyjmować liberalnego dogmatu, według którego wiara staje się podejrzana, gdy przekracza próg domu. Historia Zachodu, jego prawo i rozumienie godności osoby wyrastały z chrześcijaństwa. Usunięcie tej prawdy z życia publicznego nie tworzy neutralnej pustki. Miejsce religii gwałtownie zajmuje ideologia, zwykle bardziej natarczywa i mniej skłonna przyznać, iż sama opiera się na założeniach moralnych.

W tym sensie ruch Hegsetha może być korektą po epoce politycznej poprawności. Amerykański sekretarz otwarcie odrzuca model armii wychowującej żołnierzy według kolejnych mód kulturowych. Jego decyzje mają znaczenie również dla Warszawy, bo Polska utrzymuje z Pentagonem ścisłe relacje wojskowe, a kierunek ideowy obrany przez amerykańskie dowództwo oddziałuje na cały Sojusz Północnoatlantycki.

Granica biegnie przy instrumentalizacji

Problem zaczyna się tam, gdzie państwo nie poprzestaje na ochronie wolności sumienia, ale samo zaczyna rozstrzygać o duchowej kondycji żołnierza. Biuro podległe bezpośrednio politykowi może wzmacniać kapelanów i usuwać biurokratyczne przeszkody. Może też stać się narzędziem budowania politycznej lojalności w religijnym opakowaniu. O jego ocenie przesądzi praktyka, zakres kompetencji i sposób traktowania różnych wyznań.

Chrześcijaństwo nie daje władzy blankietu moralnego. Przeciwnie, przypomina jej o granicach. Państwo dysponuje przymusem, pieniędzmi i wojskiem. Kościół ma głosić prawdę także wtedy, gdy jest ona dla rządzących niewygodna. Gdy polityk cytuje Pismo, nie staje się przez to duchowym przewodnikiem narodu ani nie uzyskuje religijnej sankcji dla każdej decyzji militarnej.

Sformułowanie o walce duchowej ma swoje miejsce w życiu chrześcijanina, ale łatwo je wypaczyć w ustach człowieka kierującego potężną armią. Wróg duchowy nie jest tożsamy z przeciwnikiem geopolitycznym. Wojna prowadzona przez państwo podlega ocenie moralnej i prawnej. Nie wolno jej przedstawiać jako prostego starcia dobra ze złem tylko dlatego, iż taki język mobilizuje opinię publiczną.

Tu kryje się rzeczywiste ryzyko regresu. Nie polega ono na tym, iż w Pentagonie ktoś odważył się mówić o Bogu. Regresem byłoby zredukowanie chrześcijaństwa do paliwa dla państwowej mobilizacji, a kapelanów do funkcjonariuszy poprawiających wydajność bojową. Wiara mierzy władzę miarą moralną. jeżeli władza zaczyna mierzyć i zarządzać wiarą, porządek zostaje odwrócony.

Lekcja dla polskiej prawicy

Polska debata zna obie skrajności. Z jednej strony lewica chciałaby zamknąć religię w zakrystii, wyrwać ją z edukacji, kultury i pamięci narodowej. Z drugiej pojawia się pokusa, by chrześcijański symbol potraktować jako wygodną pieczęć partyjną. Oba podejścia osłabiają wspólnotę. Pierwsze odcina naród od korzeni. Drugie zużywa świętość do doraźnej walki.

Realizm narodowy wymaga czegoś trudniejszego: obrony chrześcijańskiego ładu bez robienia z Kościoła wydziału państwowej administracji. Polska potrzebuje kapelanów w armii, prawa do publicznego wyznawania wiary i polityków, którzy nie wstydzą się cywilizacyjnego dziedzictwa. Potrzebuje zarazem Kościoła zdolnego powiedzieć państwu „nie”, gdy interes aparatu władzy zderza się z prawem Bożym i dobrem narodu.

Amerykańskie doświadczenie trzeba więc obserwować bez liberalnej paniki i bez naiwnego zachwytu. Spór o teorię cywilizacji Feliksa Konecznego przypomina, iż o trwałości wspólnoty decyduje porządek zasad, a nie efektowna deklaracja przy mównicy. Biuro Hegsetha będzie warte obrony, jeżeli ochroni sumienia żołnierzy. jeżeli zacznie podporządkowywać religię polityce, zdradzi cel, który oficjalnie ma realizować.

Stawka dla Polski jest czytelna. Nasze bezpieczeństwo opiera się na sojuszu z USA, ale nie powinniśmy bezmyślnie kopiować każdego amerykańskiego wzorca. Silne państwo szanuje wiarę, rodzinę i narodową tradycję. Nie zawłaszcza ich. Tę granicę prawica musi umieć postawić właśnie dlatego, iż traktuje chrześcijaństwo poważnie.

Źródło: Wirtualna Polska, „Teologiczny i cywilizacyjny regres”

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью