Bez schematów

polska-zbrojna.pl 6 часы назад

Na pewno szybciej, ale czy łatwiej? Specjalsi z Agatu zmieniają zasady selekcji i wychodzą naprzeciw nowemu pokoleniu. Nie rezygnują jednak z najważniejszej reguły – odpaść można zawsze. Na własne oczy przekonaliśmy się, jak pokolenie Z walczy z selekcją do gliwickiej jednostki specjalnej. Na koniec kilkanaście osób otrzymało propozycję służby w Agacie.

Do udziału w selekcji, którą mogliśmy obserwować, zgłosiło się nieco ponad 50 mężczyzn. Aż połowa z nich odpadła podczas egzaminu sprawnościowego.

Wstawać! Do wymarszu jedna minuta. Ruszaj się, nie opóźniaj grupy!”, raz po raz pokrzykują instruktorzy. Wyrwani z krótkiego snu mężczyźni są zdezorientowani. Przespali jedynie nieco ponad godzinę i nie spodziewali się tak szybkiej pobudki. Nerwowo pakują plecaki, składają karimaty, wkładają mokre, zimne buty. Jednemu z nich idzie gorzej niż pozostałym. Zgrabiałe od zimna palce nie są w stanie sprawnie zapiąć plecaka, a zawiązanie sznurówek w butach z każdą sekundą staje się trudniejsze. – Och, nie denerwuj się, poczekamy – słychać głos jednego z tych, którzy urządzili tę pobudkę w środku nocy. – Ty tu się pakuj w swoim tempie, a koledzy będą robić w tym czasie pompki – dodaje. Na jego komendę grupa mężczyzn z kilkunastokilogramowymi plecakami na plecach zaczyna wykonywać ćwiczenia. Słychać niespieszne odliczanie kolejnych powtórzeń.

REKLAMA

W końcu do grupy dołącza spóźnialski. – Cieszymy się, iż w końcu z nami jesteś. Koledzy na pewno podziękują ci za rozgrzewkę – ironizuje mężczyzna. Chłopak z opuszczoną głową staje w szeregu. Nikt się nie odzywa, nikt nikogo nie oskarża i nie rozlicza, bo chwile słabości mogą przydarzyć się tu każdemu. Na rozważania nie ma zbyt wiele czasu, bo chwilę później, tuż za zakrętem leśnej ścieżki, czeka ich nowe wyzwanie. Grupa musi przedostać się na drugi brzeg rzeki. Niby proste. Ale… jest godzina trzecia w nocy, temperatura spadła do –4°C, a mężczyźni kilka spali. Kandydaci, którzy zdecydowali się wziąć udział w selekcji do Jednostki Wojskowej Agat (JWA), muszą jednak sprostać temu zadaniu, a jeżeli nie dadzą rady, odpadną.

Nocna pobudka i przejście przez rzekę to zaledwie fragment tego, co obserwowaliśmy podczas kilku dni spędzonych razem z kandydatami do Agatu. Gliwiccy specjalsi w tym roku zmienili zasady naboru do swojej jednostki, a zespół reporterski „Polski Zbrojnej” jako pierwszy mógł przyglądać się selekcji w nowej formie.

Szybciej nie znaczy gorzej

W styczniu 2026 roku media obiegła informacja, iż jednostka wojskowa Agat skraca czas rekrutacji z kilku miesięcy do zaledwie czterech dni. Dowódca gliwickich specjalsów płk Michał Polaszek wyjaśnia, iż zmiana jest ogromna, bo dotychczas proces naboru był rozciągnięty w czasie i trwał przynajmniej pół roku. – Na początek zainteresowani wysyłali do nas ankiety. Potem wybrane osoby zapraszaliśmy do jednostki na kwalifikacje, czyli egzamin z wychowania fizycznego, badania psychologiczne i rozmowę kwalifikacyjną. Po kilku tygodniach kandydat dowiadywał się, jak mu poszło. jeżeli dobrze, to otrzymywał zaproszenie do jednostki na szczegółowe badania psychologiczne. I dopiero gdy miał pozytywną opinię psychologa, czekał na selekcję. Te odbywały się w górach tylko dwa razy w roku i trwały pięć dni – wyjaśnia płk Polaszek.

Dowódca gliwickich specjalsów przyznaje, iż rozciągnięta w czasie formuła naboru przestała się sprawdzać, bo część dobrych kandydatów rezygnowała. Powody, jak podaje płk Polaszek, były różne: osobiste lub zdrowotne (np. łapali kontuzje i nie mogli wziąć udziału w grze terenowej w górach) albo po prostu zniechęceni czekaniem podejmowali służbę w innych jednostkach czy znajdowali pracę na rynku cywilnym. – A trzeba dodać, iż przejście górskiego etapu selekcji nie zamykało sprawy. Długie miesiące mijały, zanim żołnierz lub funkcjonariusz finalnie rozpoczynał służbę. Tyle bowiem potrafią się toczyć sprawy kadrowe – dopowiada płk Polaszek.

Nowe zasady naboru bardzo skracają ten proces i łączą kwalifikację z selekcją. Zaczyna się oczywiście od wypełnienia ankiety. Po pozytywnej weryfikacji dokumentów wszystko przyspiesza. Badania lekarskie, test sprawnościowy oraz podstawowe testy psychologiczne – to wszystko odbywa się jednego dnia. jeżeli kandydaci je przejdą, jeszcze tego samego dnia ruszają na selekcję. Selekcje realizowane są od dzisiaj na Śląsku. Są krótsze i częstsze.

W ciągu kilku dób kandydaci przeszli ponad 20 km, wykonali setki pompek, przysiadów i innych ćwiczeń. Przekonali się, iż selekcja to nie jest sprawdzian z indywidualnego działania, ale iż trzeba funkcjonować w grupie.

Przemek (nie podajemy nazwisk żołnierzy wojsk specjalnych), kierownik selekcji i szef grupy szkolenia bazowego, wyjaśnia, iż według nowego programu sprawdziany terenowe mają się odbywać co najmniej cztery razy w roku. – Nie będziemy oceniać doświadczenia wojskowego kandydatów, umiejętności stawiania rozkazów czy chociażby nawigowania na wojskowych mapach i wyznaczania azymutów. Z naszego doświadczenia wynika, iż nie warto eliminować dobrych kandydatów z takich powodów. To są umiejętności, których bez problemu nauczymy w dalszym etapie – podkreśla. Ma na myśli kurs adaptacyjny – dwutygodniowe szkolenie, które poprzedzać będzie szkolenie podstawowe dla przyszłych operatorów. I wcale nie chodzi tu o obniżanie standardów i dopasowywanie się do – jak niektórzy twierdzą – słabszej pod względem kondycyjnym i psychologicznym generacji Z – a to właśnie przedstawiciele tego pokolenia są uczestnikami selekcji do WS. Chodzi raczej o świadomość zmian, które zaszły w świecie.

– Nie uważam, żeby młode pokolenie było gorsze czy słabsze. Jest po prostu inne. Dlatego też inna, dostosowana do młodych musi być też nasza selekcja. Nie chcemy obniżać jej poziomu, ale bardziej reaktywnie odpowiadać na potrzeby kandydatów. Młodzi nie lubią czekać, chcą jasnych zasad i szybkiej weryfikacji. I dlatego nasz sprawdzian jest krótszy. Będzie odbywał się też częściej, by więcej osób mogło poddać się sprawdzeniu – wyjaśnia Przemek. Kierownik selekcji podkreśla jednocześnie, iż do służby w tej chwili trafiają ludzie bez doświadczenia w harcerstwie czy organizacjach paramilitarnych, a to też wymusza zmianę podejścia do kandydatów. – Musimy wziąć na swoje barki przygotowanie młodych ludzi do służby – dopowiada kierownik selekcji.

Zacisnąć zęby i robić swoje

Chęć udziału w selekcji, którą mogliśmy obserwować, zgłosiło nieco ponad 50 mężczyzn. Aż połowa z nich odpadła podczas egzaminu sprawnościowego. – To mnie niezmiennie zaskakuje. Wymagania są jasno określone i ogólnodostępne, a ciągle przychodzą do nas ludzie nieprzygotowani. Podciągną się na drążku trzy razy – a wymaganych jest minimum 12 powtórzeń, zrobią 20 brzuszków – a potrzebnych jest co najmniej 75, i są wykończeni – mówi jeden z instruktorów. Kilka kolejnych uczestników wyeliminował psycholog. Finalnie w teren ruszyło kilkanaście osób. Wśród nich żołnierze z doświadczeniem w jednostkach operacyjnych i wojsk obrony terytorialnej, żołnierze z dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej, podchorążowie oraz aktywni i pasywni rezerwiści. Pytani o swoje motywacje, jak mantrę powtarzają, iż chcieliby przeżyć przygodę życia, służyć z najlepszymi i rozwijać swoje wojskowe umiejętności. Każdy z nich na selekcji otrzymuje numer, który zastępuje jego imię i nazwisko.

Dziewiątka, ten który miał problem z zapięciem plecaka podczas nocnej pobudki, pochodzi z niewielkiej miejscowości na Mazurach, ale od kilku lat służy w Gdyni. Przyjechał na selekcję, bo… marzy o wielkiej przygodzie. Od 2023 roku biega, trenuje na siłowni, pływa, maszeruje z obciążeniem – słowem robi wszystko, by sprostać wymaganiom. – Nie mam obaw, jestem gotowy na wszystko – słyszymy od niego pierwszego dnia selekcji. Już dzień później, po kilkunastugodzinnych ćwiczeniach, marszach i nocnej pobudce, podczas której podpadł instruktorom, nie jest już taki pewny siebie, choć dobre nastawienie go nie opuszcza. – Zaciskam zęby i robię swoje. Łatwo skóry nie sprzedam, numerka nie oddam. Co mnie napędza? Jak dobrze pójdzie, to w poniedziałek zjem wielką pizzę i wypiję colę z cukrem – uśmiecha się. – A ja zjadłbym soczystego burgera – rozmarzył się kandydat z numerem 17. Ukończył DZSW, próbował dostać się do Jednostki Wojskowej Komandosów, ale odpadł w trakcie selekcji, więc praktycznie od razu zdecydował się na kolejną próbę, tym razem do Agatu.

Noc pod gołym niebem

Test terenowy podczas selekcji do JWA odbył się niedaleko Gliwic. Obserwując zmagania kandydatów, gwałtownie się przekonaliśmy, iż do skrajnego zmęczenia nie potrzeba wcale górskich szczytów, stromych zboczy i surowego, górskiego klimatu. Na Górnym Śląsku nie jest łatwiej niż w Bieszczadach czy Beskidach, gdzie wcześniej odbywała się selekcja. W ciągu kilku dób kandydaci przeszli ponad 120 km, wykonali setki pompek, przysiadów i innych ćwiczeń. Przekonali się, iż selekcja to nie jest sprawdzian z indywidualnego działania, iż trzeba funkcjonować w grupie. jeżeli nie dogadasz się z kolegami, trudno będzie na przykład sprawnie przenosić kilkudziesięciokilogramowe manekiny czy ważącą ponad 130 kg drewnianą belkę.

Proces naboru wieńczy rozmowa z dowódcą jednostki. Kilkanaście osób otrzymało propozycję służby w JW Agat.

Ostatnim zadaniem na tym etapie sprawdzianu był długi, około 30-kilometrowy marsz. Obtarte, spuchnięte stopy i obolałe mięśnie nie ułatwiały sprawy. A kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, trzeba uruchomić siłę psychiki. – Wiedzieliśmy, iż to koniec. Że trzeba skupić się na zadaniu i krok za krokiem iść w stronę mety – wspomina jeden z uczestników. Inny kandydat, z numerem 5, dodaje: – Mam 31 lat, byłem najstarszy w grupie. Udowodniłem sobie i innym, iż wiek to tylko liczba. Może ktoś się mną zainspiruje, może uwierzy, iż nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń. Proces naboru wieńczy rozmowa z dowódcą jednostki. Kilkanaście osób otrzymało propozycję służby w jednostce, a następnie upragnione gratulacje od kadry instruktorskiej. – Będę świętował z córkami, które czekają na mnie w domu. Fajnie, iż nagrywaliście tę selekcję, może im kiedyś pokażę wasz film, bo pewnie nie uwierzą, co zrobił ich ojciec – śmieje się Piątka.

Selekcja do Agatu nie kończy się na tym etapie. W sierpniu kandydaci na operatorów rozpoczną dwutygodniowy kurs adaptacyjny, a następnie szkolenie bazowe. To jedyna droga dla tych, którzy widzą swoją przyszłość w grupach szturmowych Agatu.

Magdalena Kowalska-Sendek, Ewa Korsak
Читать всю статью