Sejm wybrał 4 września Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego 226 głosami, zaledwie siedem ponad wymagane minimum. Chwilę politycznego dyskomfortu koalicji Donald Tusk przykrył wystąpieniem o aferze Zondacrypto. Dla Polaków stawką jest wiarygodność państwa: czy instytucje mają być odpolitycznione, czy przez cały czas obsadzane z najbliższego zaplecza władzy.
Siedem głosów ponad minimum
Maciej Berek został wybrany przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Poparło go 226 posłów, przy wymaganej większości 219. Kandydaturę zgłosiła Koalicja Obywatelska, a dzień wcześniej pozytywnie zaopiniowała ją sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Kontrkandydat Artur Kotowski, przedstawiony przez PiS, uzyskał wcześniej opinię negatywną.
Sam wynik nie zamyka problemu. Berek jeszcze niedawno należał do ścisłego zaplecza rządu Donalda Tuska i pełnił funkcję ministra nadzorującego wdrażanie polityki rządu. Bezpośrednie przejście z Rady Ministrów do organu kontrolującego konstytucyjność prawa kłóci się z wieloletnimi deklaracjami Koalicji Obywatelskiej o odpolitycznieniu Trybunału. Kandydatura Berka od początku budziła właśnie ten zasadniczy zarzut.
Standardy obowiązują także zwycięzców
Berek ma rozległe doświadczenie legislacyjne i prawnicze. Tego nie trzeba negować, żeby dostrzec konflikt ról i fatalną symbolikę nominacji. Instytucje ustrojowe odzyskują autorytet wtedy, gdy nominacje są przejrzyste, a kandydaci zachowują wyraźny dystans wobec bieżącej władzy. Kompetencje nie unieważniają pytania o niezależność.
Krytyka nie przyszła wyłącznie z prawej strony. Jak odnotował prof. Marek Migalski w opinii dla Wirtualnej Polski, sprzeciw wobec wyboru zgłaszały środowiska przez lata wspierające spór o praworządność, w tym Komitet Helsiński i Fundacja Batorego. To szczególnie bolesne dla KO, bo uderza w moralną opowieść, na której partia budowała mandat po 2023 roku.
Sejmowe głosowanie nad kandydaturą Berka pokazało też ograniczony margines większości. Siedem głosów ponad próg to zwycięstwo formalne, ale trudno przedstawiać je jako szeroki konsensus wokół nowego standardu. Trybunał Konstytucyjny potrzebuje odbudowy zaufania, a nie kolejnej nominacji, którą połowa Polski od pierwszego dnia odczyta jako partyjną.
Zondacrypto jako polityczna zasłona
Po głosowaniu premier Donald Tusk wszedł na mównicę podczas sporu o prezydenckie weto do ustawy o rynku kryptoaktywów. Odczytał fragmenty zeznań z postępowania dotyczącego Zondacrypto i skierował ciężkie oskarżenia pod adresem ludzi związanych z poprzednią władzą. Są to twierdzenia ujawnione przez premiera na podstawie materiału śledczego, a nie prawomocne ustalenia sądu. Osoby, których dotyczą, korzystają z domniemania niewinności.
Sprawa wymaga rzetelnego wyjaśnienia przez prokuraturę i sąd. o ile istnieją dowody korupcji albo politycznej ochrony biznesu, winni muszą odpowiedzieć. Parlamentarna mównica nie może jednak zastępować aktu oskarżenia, a tempo ujawniania materiałów ze śledztwa nie powinno zależeć od tego, czy rząd właśnie znalazł się w wizerunkowym kłopocie. Spór wokół TK i odpowiedzialności premiera ma własną wagę i nie znika po zmianie tematu.
Migalski interpretuje wystąpienie Tuska jako komunikat do rozczarowanych wyborców KO: zostańcie w szeregu, bo po drugiej stronie jest większe zagrożenie. To polityczna technika znana od lat. Zamiast rozliczyć własne odstępstwo od zapowiadanych standardów, wskazuje się przeciwnika i żąda mobilizacji. Może działać na twardy elektorat, ale niszczy powagę państwa.
Trybunał nie jest łupem
Polska nie odbuduje praworządności przez wymianę „ich” ludzi na „naszych”. Taka metoda utrwala logikę odwetu i czyni z Trybunału przedłużenie sejmowej większości. Każda władza potrafi znaleźć uczone uzasadnienie dla własnej nominacji. Próba przychodzi wtedy, gdy trzeba zrezygnować z partyjnej korzyści dla dobra instytucji.
Obywatele płacą za ten konflikt spadkiem zaufania do prawa. Gdy wyroki są oceniane przez pryzmat nazwisk sponsorów politycznych sędziego, państwo słabnie, a konstytucyjne gwarancje stają się przedmiotem plemiennego sporu. Suwerenne państwo potrzebuje Trybunału, którego autorytetu nie trzeba bronić codzienną propagandą.
Wybór Berka jest legalnym faktem parlamentarnym. Pozostaje jednak politycznie obciążony drogą kandydata z rządu do TK i sprzecznością z wcześniejszymi obietnicami KO. Donald Tusk może przykryć tę sprzeczność kolejnym ostrym wystąpieniem. Nie może jej unieważnić.
*Źródło: Wirtualna Polska, opinia prof. Marka Migalskiego; Sejm RP, druk nr 3006; Radio ZET, wynik głosowania.*
Źródło: WP Wiadomości














