Trwający od końca marca strajk pracowników belgijskiego państwowego operatora pocztowego Bpost kosztował spółkę jak dotąd 15 mln euro – wynika z opublikowanego dzisiaj oświadczenia firmy. Bpost ma do dostarczenia 16 mln zaległych listów i 700 tys. paczek. Protest dotyczy warunków pracy.
Grupa Bpost poinformowała przy okazji opublikowania wyników spółki za pierwszy kwartał roku, iż trwający
od końca marca strajk kosztował ją dotychczas 15 mln euro strat, wnioskując na podstawie wskaźnika EBIT określającego rentowność firmy. Straty mogą być jeszcze bardziej bolesne, bo – jak zauważył zarząd grupy – prawdziwe skutki opóźnień zaczną być widoczne dopiero
w wynikach firmy za drugi kwartał 2026 r.
Wstępne szacunki obejmują utratę przychodów z powodu spadku liczby przesyłek. Jak wyliczyła firma, Bpost stracił 3,2 mln przesyłek na rzecz innych firm kurierskich,
które przejęły dostawy realizowane dotychczas przez państwowego operatora. Straty obejmują też kary, jakie Bpost musiał zapłacić z powodu niewywiązywania się
z umów, a także dodatkowe koszty związane z obsługą zaległych przesyłek. Skarg może być więcej, ponieważ strajk wstrzymał też przesył dokumentów urzędowych, takich jak pozwolenia na pracę, co realnie utrudniło funkcjonowanie firm w Belgii.
Bpost jako operator państwowy jest uważany za „bezpieczną pocztę” i ma podpisaną umowę z belgijską administracją.
Opóźnionych przesyłek jest niemało, bo po tygodniach blokowania przez strajkujących dostępu do sortowni, zwłaszcza w Brukseli i Walonii, belgijscy listonosze muszą dostarczyć 16 mln opóźnionych listów oraz 700 tys. paczek. Firma poinformowała na swojej stronie internetowej, iż sytuacja we Flandrii już niemal wróciła
do normy, a w stolicy kraju oraz Walonii operacje też już zostały wznowione.
Jednocześnie grupa ostrzegła przed „sporymi opóźnieniami” i zapowiedziała, iż dostaw nie można przyspieszyć, nie ma też możliwości odebrania ich
z sortowni na własną rękę. Adresaci nie mogą podejrzeć losów swoich przesyłek, bo linki do ich śledzenia dawno przestały działać. Bpost przeprosił za „niedogodności”.
Zarząd Bpost powróci jeszcze do rozmów ze związkami zawodowymi, bo jak dotąd nie udało się znaleźć konsensusu. Rozpoczęty pod koniec marca strajk dotyczył planu restrukturyzacji Bpost, który przewiduje przeniesienie tysięcy pracowników z tradycyjnych tras,
na których doręczają listy, na te, na których dostarczają wyłącznie paczki, oraz przesunięcie ich godzin pracy o dwie godziny. Według związków zawodowych taka propozycja zagraża bezpieczeństwu zatrudnienia i pogorszy warunki pracy.
APW, PAP

















