Przez cztery lata wmawiano Polakom, iż wojna na Ukrainie stworzyła między naszymi narodami wyjątkową więź, a bezprecedensowa pomoc udzielona przez Polskę jest fundamentem trwałej przyjaźni. Politycy, komentatorzy i medialni entuzjaści ukraińskiej sprawy powtarzali opowieść o dwóch narodach, które rzekomo zjednoczyły się we wspólnym doświadczeniu. Tymczasem wyniki ukraińskiego sondażu pokazują, jak fałszywa była ta propagandowa narracja. Bańka pęka, a rzeczywistość okazuje się znacznie mniej wygodna dla zwolenników bezwarunkowego wspierania banderowców z Kijowa.
Bańka medialna o rzekomej przyjaźni polsko-ukriańskiej trwa już cztery lata. Wiele wskazuje, iż to już jej ostatnie podrygi. Jak informuje Polsat News, w badaniu przeprowadzonym na Ukrainie między 10 a 18 czerwca 2026 roku zaledwie 2,4% respondentów uznało relacje polsko-ukraińskie za przyjazne na każdej płaszczyźnie. Kolejne 16% oceniło je jako przeważnie przyjazne. Aż 56% badanych stwierdziło natomiast, iż stosunki obu państw zależą od konkretnej kwestii: w jednych sprawach są przyjazne, w innych wrogie. Pozostali uznali je za wrogie lub bardzo wrogie.
Te liczby powinny dać do myślenia wszystkim, którzy przez lata przedstawiali polsko-ukraińskie relacje jako niemal modelowy przykład międzynarodowej solidarności. Skoro zaledwie niewielki odsetek ankietowanych dostrzega przyjaźń we wszystkich aspektach, to trudno utrzymywać, iż między narodami powstała wyjątkowa wspólnota interesów i wartości. Co więcej, badanie przeprowadzono w okresie narastających napięć, których źródłem były między innymi decyzje ukraińskich władz dotyczące upamiętniania UPA.
Największa odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na politycznych elitach w Kijowie, które zbyt często oczekują od Polski solidarności, jednocześnie wykazując niewielką gotowość do uwzględniania naszych racji. Polska otworzyła swoje domy dla uchodźców, udostępniła terytorium dla transportów pomocy, zaangażowała ogromne środki i poniosła realne koszty wsparcia sąsiada zaatakowanego przez Rosję. Polacy nie potrzebowali do tego propagandowej kampanii. Wystarczyły zwykła ludzka przyzwoitość i świadomość, iż za wschodnią granicą rozgrywa się tragedia.
Odpowiedzialne są też polskojęzyczne media. To dzięki nim wykreowana została spreparowana rzeczywistość, bańka o rzekomej ukriańksiej wdzięczności i przyjaznym nastawieniu do Polaków. To nie ma miejsca w statystykach a co najwyżej jednostkowych przypadkach.
Problem w tym, iż solidarność nie może oznaczać politycznego podporządkowania ani obowiązku milczenia w sprawach niewygodnych dla Ukrainy. Polska nie jest ukraińską prowincją, a polscy podatnicy nie są niewyczerpanym źródłem pieniędzy, świadczeń i innych zasobów, po które można sięgać bez końca. o ile Kijów chce utrzymywać dobre stosunki z Warszawą, powinien rozumieć, iż wsparcie nie jest bezwarunkowym przywilejem. Nie można traktować Polski jak dojnej krowy, od której oczekuje się kolejnych ustępstw, a jednocześnie ignorować jej wrażliwość historyczną i gospodarcze interesy.
Szczególnie jaskrawym przykładem tej politycznej krótkowzroczności pozostaje kwestia kultu Stepana Bandery i tradycji ukraińskiego nazizmu. Według przywołanego przez Polsat News badania aż 98,5% respondentów kojarzyło Banderę. Dla Polaków nie jest to jednak postać neutralna ani symbol, który można bezrefleksyjnie zaakceptować w imię geopolitycznych kalkulacji. Organizacja, której przewodził, ponosi odpowiedzialność za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej. Pamięć o ofiarach nie jest przejawem wrogości wobec współczesnych Ukraińców, ale elementarnym obowiązkiem wobec własnych przodków.
Jeżeli ukraińscy politycy chcą budować partnerskie stosunki z Polską, nie mogą jednocześnie gloryfikować formacji i tradycji, które dla Polaków oznaczają masowe mordy, cierpienie i wypędzenie z rodzinnych miejscowości. Nadawanie jednostkom wojskowym nazw odwołujących się do UPA czy demonstracyjne podkreślanie kultu jej przywódców nie służy pojednaniu. Przeciwnie, utwierdza Polaków w przekonaniu, iż ich wrażliwość historyczna jest dla Kijowa niewygodnym dodatkiem, który należy tolerować wyłącznie wtedy, gdy nie przeszkadza ukraińskiej polityce pamięci.
Nie chodzi przy tym o przenoszenie odpowiedzialności historycznej na każdego współczesnego Ukraińca. Chodzi o elementarną uczciwość w relacjach między państwami. Pojednanie wymaga prawdy o przeszłości, godnego upamiętnienia ofiar i rezygnacji z prowokacyjnych gestów. Nie wystarczy oczekiwać od Polaków, iż będą wspierać Ukrainę, jeżeli jednocześnie nasze historyczne doświadczenie jest traktowane jak przeszkoda do usunięcia.
Wyniki sondażu powinny być ostrzeżeniem dla polskich władz. Dobre stosunki międzynarodowe nie powstają dzięki medialnym sloganom, ale dzięki wzajemności, szacunkowi i konkretnym działaniom. Polska ma prawo oczekiwać, iż jej pomoc zostanie doceniona, a jej interesy będą traktowane poważnie. Ma też prawo domagać się prawdy o Wołyniu i sprzeciwiać się gloryfikowaniu sprawców zbrodni.
Bańka bezwarunkowej przyjaźni nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. Nie oznacza to, iż kooperacja z Ukrainą jest niemożliwa albo niepotrzebna. Oznacza natomiast, iż musi opierać się na trzeźwej ocenie interesów, a nie na emocjonalnym szantażu i propagandowych opowieściach. o ile Kijów chce mieć w Polsce rzeczywistego partnera, powinien wreszcie zrozumieć, iż przyjaźni nie można żądać. Trzeba na nią zapracować.
NASZ KOMENTARZ: Omawiany sondaż z pewnością nie daje podstaw do opowiadania bajek o powszechnej, bezwarunkowej przyjaźni. Pokazuje relacje obciążone wrogością, w których polskie oczekiwania i ukraińskie ambicje nie idą ze sobą w parze. To nie jest nowa sytuacja. Podobny sondaż przeprowadzony w 2022 roku wśród Ukriańców w Polsce pokazał, iż nie są oni przychylni wobec Polaków. Wówczas, z powodu szczytującego ukroamoku, wyniki tego sondażu ukryto przed nami z przyczyn politycznych, co niedawno przyznały same osoby, które go wykonały.
Polecamy również: Druk 3003: Rząd chce zamrażać majątki i kneblować usta











