Chociaż dla wielu osób może być dużym zaskoczeniem, to głównym bohaterem zamówień z programu SAFE nie są, odmieniane w ostatnich latach przez wszystkie przypadki, drony albo systemy przeciwlotnicze. W mojej ocenie, analizując listę podpisanych do końca maja przez Agencję Uzbrojenia kontraktów, które będą finansowane z tego programu, można jasno wskazać, iż to artyleria została królową polskiego SAFE.
Nawet na laiku wykaz zakontraktowanego w ostatnich dniach uzbrojenia i sprzętu wojskowego, które zostaną kupione za pieniądze z unijnego mechanizmu pożyczkowego SAFE, musi robić wrażenie. To 62 kontrakty opiewające łącznie na ponad 120 mld zł.
Co za tę ogromną kwotę kupujemy? Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest łatwa. Jednak najbliższe prawdy będzie stwierdzenie, iż jest to wyposażenie i sprzęt wojskowy nie dla pojedynczych pododdziałów, ale dla całych jednostek – brygad i pułków, a w przypadku elementów wyposażenia osobistego – dla całych związków taktycznych, takich jak dywizje.
Gdybym musiał wskazać jeden rodzaj wojsk, który najbardziej skorzysta na umowach SAFE, to odpowiedź byłaby bardzo krótka – artyleria. Pokazuje to już wysokość środków przeznaczonych na zakupy dla tego rodzaju wojsk. Z zawartych za około 120 mld zł kontraktów te przeznaczone na sprzęt, uzbrojenie oraz amunicję dla wojsk artyleryjskich opiewają bowiem na około 50 mld zł.
REKLAMA
Więcej niż symboliczny jest fakt, iż najdroższa zawarta umowa z SAFE to wart 19 mld zł kontrakt na tysiąc pojazdów towarzyszących dla pododdziałów wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych Homar-K (czyli koreańskich Chunmoo). Ponadto w pierwszej siódemce najdroższych umów SAFE znalazły się wielomiliardowe umowy artyleryjskie: na armatohaubice Krab za 8 mld zł, wozy towarzyszące do dywizjonów tejże broni – 7,6 mld zł, moździerze Rak – 4 mld zł oraz na przeznaczone dla nich pojazdy logistyczne – 2,6 mld zł. Listę zamykają umowy na amunicję za kilkanaście miliardów złotych.
Oczywiście mam świadomość, iż miłośnicy obrony powietrznej czy marynarki wojennej powiedzą: hola, hola, SAFE to nie tylko artyleria, to przecież także przeciwlotniczy i przeciwdronowy San za 15 mld zł (refinansowany z SAFE), Narew za 6 mld zł, dronowy Gladius za 9,3 mld zł, miliardy złotych na Rosomaki i Baobaby czy okręty z programu „Hydrograf” za około 1,5 mld zł.
I mają całkowitą rację. Pozyskane dzięki pieniędzy z mechanizmu pożyczkowego SAFE uzbrojenie i sprzęt wojskowy trafią adekwatnie do wszystkich rodzajów wojsk, chociaż relatywnie w najmniejszym stopniu do lotnictwa (przynajmniej na razie).
Dlaczego więc wskazałem artylerię jako głównego beneficjenta polskiego programu SAFE? Ponieważ zakupy, których teraz dokonujemy dla żołnierzy boga wojny, jak lubią o sobie mówić artylerzyści, i które obejmują poza systemami ogniowymi przede wszystkim niezbędną do nich logistykę, są w istocie nadrabianiem zaległości sprzed dekady.
Wówczas kiedy do jednostek trafiły pierwsze Kraby, a parę lat później K9 i Homary, zdecydowanie brakowało do nich logistyki, wozów wsparcia i dowodzenia, a także całego oprzyrządowania, które daje na polu walki przewagę decydującą o zwycięstwie lub porażce. Naprawdę cieszę się, iż wreszcie nadrabiamy, i to kompleksowo, braki w dywizjonach Krabów, Raków czy Homarów.
I na koniec jedna uwaga. Ja również chciałbym, aby lista SAFE obejmowała kontrakt na większą ilość sprzętu, ale rok 2030 jest nieprzekraczalną granicą, do której musimy sfinalizować (wyprodukować i dostarczyć do wojska) wszystkie zakontraktowane jednostki uzbrojenia. Pamiętajmy też, iż przed nami jeszcze druga „międzynarodowa” tura kontaktów z SAFE, w której będzie kupowany m.in. sprzęt z polskich firm.