Wojsko przymierza się do zakupu bezzałogowych platform lądowych. Mają m.in. dostarczać amunicję, ewakuować rannych, ale także prowadzić ogień i realizować zadania rozpoznawcze. Armia testuje sprzęt firm, które zgłosiły chęć współpracy z wojskiem. Po sprawdzeniu bezzałogowców pod kątem m.in. ewakuacji rannych, teraz przyszła pora na próby ogniowe i rozpoznawcze.
Sprawdzaniem bezzałogowych platform lądowych (BPL), które potencjalnie mogą wejść do wyposażenia Wojska Polskiego, zajmuje się Zarząd Bezzałogowych Lądowych Systemów Uzbrojenia z Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia. Ostatnie takie testy kilku platform, od producentów polskich i zagranicznych, odbyły się w maju m.in. na poligonie w Orzyszu. Wojskowi sprawdzali, jak platformy poradzą sobie z zadaniami logistycznymi, np. dostarczeniem amunicji na pole walki czy ewakuacją rannego. Skutkiem był niejawny raport, który został przedstawiony Ministerstwu Obrony Narodowej.
Na tym jednak nie koniec testów. Założenie bowiem jest takie, iż sprzęt, którego poszukuje wojsko, ma umożliwiać m.in. montaż uzbrojenia oraz wykorzystanie bezzałogowców do zadań typowo bojowych i rozpoznawczych. Właśnie ten element chce teraz przetestować Zarząd Bezzałogowych Lądowych Systemów Uzbrojenia.
REKLAMA
– Platformy, które planujemy pozyskać, mają mieć konstrukcję modułową, czyli wymienną, a więc na platformie bazowej w razie konieczności montujemy np. karabin maszynowy WKM 12,7 mm, czy – jeżeli trzeba ewakuować rannego – nosze. Ma być to sprzęt wyposażony również w systemy rozpoznawcze umożliwiające prowadzenie stałej obserwacji rejonu odpowiedzialności z wykorzystaniem m.in. precyzyjnych kamer o wysokiej rozdzielczości, noktowizji, termowizji – wylicza ppłk Janusz Jabłoński z IWBSU.
Jak wyjaśnia, wielofunkcyjne bezzałogowce lądowe na podwoziu kołowym lub gąsienicowym są już jednym z kluczowych elementów współczesnego pola walki. Pozwalają m.in. ograniczyć straty w ludziach w tzw. strefach śmierci. – Tego typu zdalnie sterowane platformy stanowią ogromne wsparcie dla wojska wykonującego zadania na pierwszej linii. Pozwalają sprawdzić teren znajdujący się przed żołnierzami, wspierają działania rozpoznawcze – tłumaczy ppłk Jabłoński. – Zamiast wysyłać grupę żołnierzy, wysyłamy BPL, która dostaje się do newralgicznego miejsca i prowadzi obserwację. Może też być swoistą „wartą” i wówczas prowadzi stałą obserwację rejonu odpowiedzialności i wykrywa manewry przeciwnika, przekazując zebrane dane do stanowiska dowodzenia – dodaje oficer.
Dla sprawdzenia systemów odpowiedzialnych za rozpoznanie, a więc m.in. noktowizji i termowizji, testy bezzałogowców na terenie poligonu w Orzyszu będą prowadzone również w nocy. Zaczną się najprawdopodobniej na przełomie sierpnia i września.
Do testów bezzałogowych platform lądowych pod kątem bojowym i rozpoznawczym zgłosiło się trzech oferentów: Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej oraz firmy Macro-System i ARX Robotics. w tej chwili sprawdzane są wymogi formalne i przedstawiona przez firmy dokumentacja.
Po zakończeniu testów Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia sporządzi raport i przedstawi rekomendację dla MON-u odnośnie do przydatności testowanych platform dla Wojska Polskiego.