W zachodnich mediach pojawiły się informacje o niepokojącym zjawisku w armii USA. Według relacji żołnierzy część ich dowódców miała przedstawiać wojnę z Iranem w kategoriach religijnych, sugerując, iż konflikt ten wpisuje się w „Boży plan” i biblijne proroctwa dotyczące końca czasów. Konflikt ma przyspieszyć nadejście żydowskiego Mesjasza (antychrysta). Sprawa wywołała kontrowersje, ponieważ rodzi pytania o wpływ ideologii religijnych na politykę i działania militarne Stanów Zjednoczonych.
Amerykańscy generałowie twierdzą, iż wojna przyspieszy nadejście żydowskiego Mesjasza. Według informacji przekazywanych przez organizację Military Religious Freedom Foundation, do której zgłosili się żołnierze, dowódcy mieli używać retoryki odnoszącej się do biblijnych proroctw i tzw. czasów ostatecznych. Do fundacji trafiło ponad 200 skarg od wojskowych różnych rodzajów sił zbrojnych, którzy twierdzili, iż konflikt z Iranem przedstawiano im jako element boskiego planu oraz nieuniknioną część „historii zbawienia”.
Według komentatorów zjawisko to bywa łączone z tzw. chrześcijańskim syjonizmem. Jest to ideologia religijna popularna wśród wielu sekt protestanckich w Stanach Zjednoczonych i Europie, według której współczesne państwo Izrael odgrywa szczególną rolę w realizacji biblijnych proroctw. Zwolennicy tej koncepcji uważają, iż wydarzenia na Bliskim Wschodzie, w tym konflikty z udziałem Izraela, są zapowiedzią apokaliptycznej bitwy Armagedonu i powrotu Chrystusa.
Niestety, tego typu apokaliptyczne przekonania nie są w USA marginalne. Według sondażu LifeWay Research większość amerykańskich protestantów uważa powstanie państwa Izrael za spełnienie biblijnego proroctwa, a znacząca część z nich sądzi, iż wydarzenia na Bliskim Wschodzie są bezpośrednio związane z proroctwami z Apokalipsy. W ten sposób, dzięki swojej naiwności realizują żydowskie plany strategiczne budowy Wielkiego Izraela od Nilu po Eufrat oraz odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Po drodze są jednak współwinnymi ludobójstwa Palestyńczyków w Ziemi Świętej oraz kolejnych inwazji i zbrodni Izraela.
Krytycy chrześcijańskiego syjonizmu ostrzegają, iż religijna interpretacja konfliktów prowadzi do niebezpiecznego połączenia wiary i geopolityki. Według nich przedstawianie wojny jako elementu boskiego planu może wzmacniać przekonanie, iż konflikty są nieuniknione, a choćby pożądane jako część realizacji żydowskich proroctw. Tego typu narracje były już wcześniej analizowane w kontekście wpływu amerykańskich środowisk ewangelikalnych na politykę wobec Bliskiego Wschodu.
Teoretycznie oficjalna polityka Stanów Zjednoczonych nie opiera się na religijnych interpretacjach wydarzeń. W praktyce jednak decyzje strategiczne osób takich jak syjoniści Peter Hegseth i Donald Trump wynikają z pobudek religijnych, a nie kalkulacji politycznych, bezpieczeństwa regionalnego oraz rywalizacji o wpływy na Bliskim Wschodzie. Hegseth (minister wojny USA) w 2018 roku otwarcie głosił, iż celem USA powinna być pomoc Żydom w odbudowie Świątyni Jerozolimskiej.
NASZ KOMENTARZ: W sytuacji narastających napięć z Iranem pytanie o granice między wiarą a strategią państwową staje się szczególnie aktualne. Niestety, wiele wskazuje na to, iż na drodze do realizacji żydowskiej ideologii i planów zyskania władzy nad światem, zginą kolejne tysiące ludzi, głównie na Bliskim Wschodzie. Podobnie realizowane były koncepcje hitlerowskie, bliźniaczo podobne do syjonistycznych.
Polecamy również: Lider „Myśli Polskiej” broni upamiętnienia żydokomunistki











