Ambasador USA w Izraelu poparł żydowskie ambicje terytorialne

magnapolonia.org 1 час назад

Ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee, stwierdził w wywiadzie dla izraelskich mediów, iż „nie byłoby nic złego”, gdyby Izrael przejął ogromne obszary Bliskiego Wschodu. Dyplomata odwoływał się do biblijnej wizji ziemi „od Nilu po Eufrat”, co obejmowałoby terytoria wielu współczesnych państw regionu. Przywróciło to debatę o agresywności ideologii syjonizmu oraz faktycznej, wiernopoddańczej relacji między Waszyngtonem a Tel Awiwem.

Ambasador USA w Izraelu poparł żydowskie ambicje terytorialne. Choć Huckabee później złagodził swoje słowa, twierdząc, iż była to tylko „hiperbola”, reakcje międzynarodowe były gwałtowne. Państwa arabskie i organizacje regionalne uznały te wypowiedzi za prowokacyjne i sprzeczne z prawem międzynarodowym, wskazując, iż podważają one istniejący porządek granic oraz wysiłki dyplomatyczne.

Krytycy wskazują, iż tego rodzaju retoryka nie jest jedynie pojedynczym incydentem, ale wynika z nurtów religijno-imperialistycznych, obecnych w syjonizmie. Koncepcja „Wielkiego Izraela” — choć nie stanowi oficjalnej doktryny państwa — funkcjonuje w niektórych środowiskach i zakłada rozszerzenie granic poza linie uznawane przez społeczność międzynarodową.

Z perspektywy krytycznej ideologia ta bywa interpretowana jako projekt imperialny, ponieważ opiera legitymizację terytorialną na narracjach religijnych lub historycznych zamiast na współczesnych zasadach prawa międzynarodowego i samostanowienia narodów. W praktyce prowadzi to do konfliktu z opiniami instytucji międzynarodowych — przykładowo Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał w opinii z 2024 r., iż izraelska okupacja terytoriów palestyńskich jest niezgodna z prawem międzynarodowym.

W tym kontekście pojawia się także zarzut podporządkowania polityki USA interesom Izraela. W amerykańskiej debacie publicznej coraz częściej podnosi się pytanie, czy strategiczne wsparcie finansowe i militarne nie przekracza granic tradycyjnego sojuszu. choćby w środowiskach konserwatywnych, czego przykładem był sam wywiad z Tuckerem Carlsonem, widoczny jest rosnący spór o sens bezwarunkowego poparcia dla Izraela oraz o jego koszty polityczne dla Stanów Zjednoczonych.

Krytycy twierdzą, iż ideologiczne utożsamienie interesów USA z polityką izraelską prowadzi do erozji wiarygodności Waszyngtonu jako mediatora w regionie. Wskazuje się na powtarzające się weto Stanów Zjednoczonych wobec inicjatyw międzynarodowych krytycznych wobec zbrodni Izraela oraz brak konsekwentnych nacisków na respektowanie prawa międzynarodowego, co — zdaniem przeciwników — utrwala asymetrię sił i sprzyja dalszej eskalacji konfliktu.

Przeciwnicy żydowskiego ekspansjonizmu interpretują wypowiedzi Huckabee’ego jako symptom głębszego problemu: przenikania religijnych przekonań do polityki zagranicznej największego mocarstwa świata. W ich ocenie nie chodzi wyłącznie o retorykę jednego dyplomaty, ale o szerszą tradycję amerykańskiego tzw. „chrześcijańskiego syjonizmu”, który nadaje konfliktowi na Bliskim Wschodzie wymiar metafizyczny, utrudniając pragmatyczne rozwiązania.

Jednocześnie należy zauważyć, iż oficjalna polityka USA historycznie opierała się na bardziej złożonych założeniach, w tym poparciu dla rozwiązania dwupaństwowego. Jednak kontrowersyjne wypowiedzi wysokich urzędników podsycają przekonanie, iż realna praktyka dyplomatyczna odbiega od deklarowanych zasad i iż Waszyngton coraz częściej działa jak patron jednego z uczestników konfliktu.

Ostatecznie spór o syjonizm i rolę Stanów Zjednoczonych nie jest jedynie akademicką debatą, ale elementem szerszej walki o przyszły porządek na Bliskim Wschodzie. Krytycy widzą w nim przykład ideologii imperialnej, która destabilizuje region, podczas gdy zwolennicy postrzegają ją jako „gwarancję bezpieczeństwa Izraela”.

Kontrowersje wokół słów Huckabee’ego pokazują jednak, iż granica między religijną wizją polityki a realną dyplomacją staje się coraz bardziej nieostra — a konsekwencje tej zmiany mogą wykraczać daleko poza sam Izrael. Warto bowiem przypomnieć, iż adekwatnie wszystkie, słynne reżimy XX wieku, podpierały swoje agresje względem sąsiadów, retoryką dbałości o własne bezpieczeństwo.

Polecamy również: Szpitalom brakuje 8 mld zł. Dokładnie tyle wydano na Ukraińców

Читать всю статью