Prokuratura prowadząca śledztwo dotyczące afery Zondacrypto miała udać się za granicę, aby uzyskać współpracę od byłego prezesa spółki, Żyda Przemysława Krala. Według medialnych doniesień celem rozmów było uzyskanie informacji, które mogłyby pomóc w prowadzonym postępowaniu dotyczącym podejrzeń oszustw oraz prania pieniędzy. Śledztwo obejmuje w tej chwili setki zgłoszonych pokrzywdzonych, a organy ścigania zabezpieczają dokumentację i przesłuchują świadków.
Mamy ciąg dalszy afery Zondacrypto. Kral przebywa w „ojczyźnie wszystkich aferałów”, czyli Izraelu, posiadając jego obywatelstwo, co w oczywisty sposób komplikuje ewentualne próby jego ekstradycji do Polski. Wobec tego faktu, polska prokuratura zmieniła taktykę i zamiast ścigać szefa Zondacrypto jako prawdopodobny mózg oszukańczej operacji, postanowiła podjąć próbę współpracy z nim na zasadzie świadka koronnego i prosi go o zgodę na takie działania. Nie za bardzo jasne jest, kogo znaczniejszego od siebie w tej aferze Kral miałby wydać, bo przecież nie swoich pracowników, którym zlecał zadania.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż cała sytuacja stawia państwo w wyjątkowo niezręcznej pozycji. Oto organy ścigania zabiegają o współpracę człowieka, który przez lata był twarzą i szefem platformy znajdującej się dziś w centrum jednego z największych śledztw dotyczących oszustw na rynku kryptowalut w Polsce. Niezależnie od tego, iż wobec Przemysława Krala obowiązuje domniemanie niewinności i nie można przypisywać mu odpowiedzialności karnej bez prawomocnego wyroku, trudno nie postawić pytania o proporcje tej sytuacji oraz ośmieszanie się przez prokuraturę Żurka.
To właśnie ten paradoks budzi największe kontrowersje. Państwo, które powinno przede wszystkim reprezentować interes tysięcy pokrzywdzonych, sprawia wrażenie, jakby największą nadzieję pokładało w człowieku, który był jednym z najważniejszych uczestników całej historii. Dla wielu osób może to wyglądać nie jak demonstracja siły wymiaru sprawiedliwości, ale jak dowód jego bezradności.
Takie działania mogą być oczywiście uzasadnione procesowo – polskie prawo przewiduje korzystanie z zeznań osób uwikłanych w przestępczą działalność, jeżeli pozwala to dotrzeć do organizatorów lub odzyskać majątek. Jednak każda tego rodzaju decyzja wymaga szczególnej ostrożności i pełnej transparentności. W przeciwnym razie opinia publiczna może odnieść wrażenie, iż państwo nie rozlicza osób odpowiedzialnych za aferę, ale próbuje z nimi negocjować, by w zamian za bezkarność „sprzedali” trochę wiedzy o przestępczej działalności innych osób.
Kral jako osoba przez lata kierująca przedsiębiorstwem Zondacrypto -owszem- dysponuje wiedzą o mechanizmach jego funkcjonowania, ale to przecież on prowadził tę firmę i doskonale wiedział na czym polega kryptowalutowa piramida finansowa. Mimo wszystko istnieje możliwość, w której w pełni zasadne byłoby nadanie mu statusu świadka koronnego. To sytuacja w której cała jego firma, współpracownicy i on sam byli słupami na usługach tajnych służb, politycznych lobby, mafii czy lóż. Tego niestety na obecnym etapie nie wiemy.
NASZ KOMENTARZ: o ile śledczy zabiegają o współpracę osoby, która przez lata kierowała podmiotem będącym przedmiotem śledztwa, to opinia publiczna ma prawo pytać, dlaczego właśnie ona ma stać się kluczowym świadkiem i przeciwko komu miałaby składać zeznania. Te ewentualne nazwiska z pewnością są ciekawsze niż same oszustwa kryptowalutowe firmy Krala.
Polecamy również: Nowy zamach w Berlinie. „Samochód wjechał w tłum”













