
Anafilaksja może pojawić się nagle i po raz pierwszy także u dziecka, u którego wcześniej nie rozpoznano alergii. Tymczasem w wielu szkołach przez cały czas nie ma pewności, czy adrenalina jest dostępna, gdzie się znajduje i kto może ją podać. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Alergicznych eksperci, lekarze, parlamentarzyści i przedstawiciele administracji publicznej dyskutowali o tym, jak stworzyć system, który pozwoli reagować w pierwszych minutach zagrożenia. Jednym z najważniejszych tematów była donosowa forma adrenaliny.
Anafilaksja nie zawsze zaczyna się od objawów, które od razu wyglądają jak stan zagrożenia życia. Jak mówił prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Kliniki Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, konsultant wojewódzki w dziedzinie alergologii dla woj. dolnośląskiego, reakcja może rozpocząć się od pokrzywki czy obrzęku, a następnie bardzo gwałtownie objąć kolejne układy i doprowadzić do duszności, spadku ciśnienia, utraty przytomności i wstrząsu. Dlatego jak podkreślał, w przypadku ciężkiej reakcji alergicznej liczą się minuty. – Mówimy o bardzo poważnym problemie. Anafilaksja najczęściej rozwija się w ciągu piętnastu minut i w tym czasie adrenalina musi zostać podana – tłumaczył prof. Jutel.
W czasie posiedzenia kilkakrotnie wybrzmiało, iż anafilaksja może być pierwszym objawem alergii, co oznacza, iż może pojawić się u dziecka, u którego wcześniej nie rozpoznano żadnego alergicznego zagrożenia.
O tym, jak anafilaksja zmienia codzienne życie całej rodziny, mówiła podczas spotkania Anita Danisiewicz-Kawecka, mama Konstantego, który doświadczył pierwszego wstrząsu jako nastolatek po spożyciu napoju energetycznego. Jak podkreślała, po takim doświadczeniu rodzina musi być przygotowana na kolejne sytuacje, a świadomość zagrożenia wpływa również na funkcjonowanie dziecka w szkole i poza nią. – Dziś szkoła syna jest przygotowana do reagowania, ale stało się to dopiero po doświadczeniu przez niego anafilaksji.
Prof. Karina Jahnz-Różyk, konsultant krajowa w dziedzinie alergologii, zwracała uwagę, iż problem chorób alergicznych u dzieci narasta, mimo coraz lepszego rozpoznawania mechanizmów tych chorób i dostępnych metod leczenia. Jak podkreślała, w kontekście anafilaksji trzeba pamiętać o dwóch grupach dzieci: tych, u których rozpoznano już alergię i ryzyko anafilaksji i które mogą być odpowiednio przygotowane na wystąpienie reakcji, oraz tych, u których dochodzi do niej po raz pierwszy.
– Nie możemy zapominać o grupie 25 proc. reakcji anafilaktycznych, które zdarzają się po raz pierwszy w miejscu, gdzie nie ma dostępu do personelu medycznego, np. w szkołach, przedszkolach, na boisku – mówiła prof. Jahnz-Różyk.
Jak zaznaczała konsultant krajowa, właśnie w takich miejscach szczególnego znaczenia nabiera przygotowanie systemowe, ponieważ dziecko, rodzic, nauczyciel czy wychowawca mogą nie wiedzieć, iż istnieje ryzyko wystąpienia anafilaksji.
Podczas spotkania senator Ewa Monika Kaliszuk opowiedziała o rozmowach, które przeprowadziła w ostatnich dniach z dyrektorami szkół. Ich odpowiedzi pokazały, jak bardzo różni się sytuacja poszczególnych placówek. – W jednej z rozmów dyrektorka szkoły, w której uczy się 440 dzieci, na pytanie o dostępność adrenaliny odpowiedziała: „Ale my nie mamy takich dzieci”. Ja mówię: ale jakich dzieci nie macie? „Nie mamy dzieci z alergiami”. A przecież, jak powiedziała pani profesor, w 25 proc. przypadków dziecko może doznać wstrząsu po raz pierwszy. Drogi dyrektorze, drogi nauczycielu, wychowawco – możesz nie wiedzieć, iż takie zagrożenie istnieje. To dziecko też może o tym nie wiedzieć – mówiła senator Kaliszuk, zaznaczając, iż nie jest to zarzut wobec nauczycieli czy dyrektorów. Przeciwnie – zdaniem senator szkoły potrzebują systemowego wsparcia, jasnych zasad i możliwości zdobycia praktycznej wiedzy. – Jestem całym sercem po stronie dyrektorów, nauczycieli oraz wychowawców, którzy są przeciążeni, mają coraz więcej zadań, a chorób przewlekłych i chorych dzieci w szkołach również jest coraz więcej. Nie zrzucam na nich odpowiedzialności. Oni potrzebują ogromnego wsparcia – podkreślała.
Adrenalina donosowa: prostsza forma, mniejsza bariera
Jednym z najważniejszych tematów dyskusji była dostępna już w Polsce donosowa postać adrenaliny. Jej prostszy sposób podania może być istotny w sytuacji, gdy po lek sięga osoba bez wykształcenia medycznego, działająca pod presją czasu i stresu. Prof. Marek Jutel zwracał uwagę, iż forma podania może mieć znaczenie ze względu na „szybkość, prostotę, akceptację”, a obawa przed podaniem adrenaliny domięśniowej może być jedną z barier w udzielaniu pomocy.
Zmiana ta otwiera też nową dyskusję o rozwiązaniach systemowych dla szkół. Prowadząca posiedzenie posłanka Maja Nowak zwracała uwagę, iż jeszcze niedawno jednym z argumentów przeciwko takim rozwiązaniom była trudność w ocenie przez nauczyciela, który nie jest medykiem, czy rzeczywiście doszło już do zagrożenia zdrowia i życia. Dziś, wraz z pojawieniem się adrenaliny donosowej, sytuacja wygląda inaczej. – Dostępność adrenaliny donosowej otwiera nowe pole do dyskusji na temat systemowego wdrożenia takich rozwiązań w polskich szkołach – mówiła.
W dyskusji mocno wybrzmiał również argument dotyczący obawy przed podaniem adrenaliny w sytuacji, gdy ostatecznie okaże się, iż nie była ona potrzebna. Posłanka Barbara Okuła zwracała jednak uwagę, iż lęk nie powinien być barierą w ratowaniu życia. – jeżeli damy adrenalinę, a dziecko nie ma anafilaksji, to nic się nie stanie! – podkreślała.
Adrenalina to element szerszej opieki nad dzieckiem
Prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, zwróciła uwagę, iż dostęp do adrenaliny w szkołach powinien być traktowany podobnie jak dostęp do defibrylatorów, czyli jako element infrastruktury służącej ratowaniu życia. – Dlaczego w każdym miejscu w Polsce mamy obowiązek mieć sprzęt do ratowania życia w postaci defibrylatora? To jest dla mnie to samo. Adrenalina jest równa defibrylatorowi – przekonywała, dodając, iż tak samo preparat ratujący życie w anafilaksji powinien być dostępny w miejscach, w których może dojść do nagłego zagrożenia zdrowia i życia.
Natomiast senator Ewa Monika Kaliszuk zwróciła uwagę, iż problem dostępności adrenaliny nie kończy się na szkolnym budynku. Jak podkreślała, reforma edukacji „Kompas Jutra” zakłada, iż uczniowie będą spędzać więcej czasu poza szkołą – podczas wyjść i wycieczek. Dlatego adrenalina powinna znajdować się również w apteczce, którą nauczyciel zabiera ze sobą, wychodząc z klasą poza teren placówki.
Senator wskazywała, iż w przypadku preparatu wymagającego iniekcji nauczyciel może mieć obawy przed jego zastosowaniem, podczas gdy prostsza forma podania, w aerozolu, może ułatwić szybką reakcję w sytuacji zagrożenia.
Ministerstwo Zdrowia analizuje rozwiązania
Uczestnicy spotkania nie mieli wątpliwości: adrenalina musi być dostępna w placówkach oświatowych. Równie ważne są jednak jasne procedury i szkolenia.
Mecenas Bartłomiej Sasin zwracał uwagę, iż dziś jedną z podstawowych barier jest brak możliwości nabycia przez szkołę adrenaliny – jego zdaniem rozwiązaniem mogłoby być umożliwienie placówkom oświatowym zakupu określonych produktów leczniczych bezpośrednio w hurtowniach farmaceutycznych. Jak wyjaśniał mecenas Sasin, takie rozwiązanie pozwoliłoby zabezpieczyć w szkołach określoną pulę adrenaliny przeznaczoną do udzielania pierwszej pomocy przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad obrotem produktami leczniczymi.
Mecenas wskazywał także na istniejące już przepisy dotyczące wyposażenia szkół w środki do udzielania pierwszej pomocy. Jego zdaniem w ramach tych regulacji można byłoby uregulować kwestie dotyczące miejsca przechowywania adrenaliny oraz szkoleń pracowników placówek.
W czasie spotkania Magdalena Kramska z Departamentu Lecznictwa i Departamentu Równości w Zdrowiu MZ poinformowała, iż realizowane są prace analityczne dot. dostępu do adrenaliny na terenie szkół; w tej chwili resort konsultuje możliwe rozwiązania z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym oraz Urzędem Rejestracji Produktów Leczniczych. Osobną kwestią pozostaje sposób finansowania i organizacji ewentualnego programu polityki zdrowotnej. Ministerstwo otrzymało już propozycję jego ram.
Dyskusja pokazała więc, iż problem adrenaliny w szkole nie sprowadza się wyłącznie do zakupu leku. Chodzi o stworzenie całego systemu: dostępnego preparatu, jasnych zasad, praktycznych szkoleń i odpowiedzialności rozłożonej pomiędzy szkołę, ochronę zdrowia i administrację. Szczególnie ważne jest przy tym uwzględnienie dzieci, u których anafilaksja może wystąpić po raz pierwszy. – Najważniejsze pozostaje jednak umożliwienie szkołom zakupu adrenaliny – podsumowała posłanka Maja Nowak.
fot. Maciej Domański








