Kilka dni temu media ujawniły dokumenty, które wywołały burzliwą debatę w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o memorandum przygotowane w 2021 roku przez CIA, w którym analizowano rolę kobiet w środowiskach określanych jako „ekstremizm rasowy i etniczny”. Kontrowersje budzi przede wszystkim fakt, iż wśród analizowanych zjawisk znalazły się również takie elementy jak promocja tradycyjnego macierzyństwa i życia rodzinnego.
Administracja Bidena walczyła z macierzyństwem białych kobiet. Z ujawnionych informacji wynika, iż dokument CIA wskazywał, iż białe kobiety mogą odgrywać istotną rolę w ruchach uznawanych za ekstremistyczne – m.in. poprzez promowanie określonego modelu rodziny, w tym macierzyństwa i prowadzenia domu. W analizie pojawia się także teza, iż środowiska określane jako „białe ekstremistyczne” kładą nacisk na zwiększanie dzietności oraz zachowanie tożsamości kulturowej w obliczu globalizacji i multikulturalizmu. Uznano to za zjawisko negatywne.
Choć dokument miał charakter analityczny, jego interpretacja stała się przedmiotem ostrej krytyki. W opinii części komentatorów przekracza on granicę między analizą zagrożeń a stygmatyzacją postaw społecznych, które przez dekady uchodziły za neutralne lub wręcz pożądane.
Dokument wprawdzie nie stwierdza wprost, iż macierzyństwo samo w sobie jest ekstremizmem, ale atakuje jego białą odmianę. Wskazuje, iż może ona być wykorzystywana w określonych kontekstach ideologicznych, jako element narracji mobilizującej białą społeczność do większej dzietności. Co w tym złego? To już tajemnica twórców opracowania. W każdym razie tego typu rozszerzanie definicji „ekstremizmu” na coraz szersze obszary życia społecznego białego człowieka jest symptomatyczna.
Przypomnijmy: po wydarzeniach takich jak zamachy czy akty przemocy motywowane ideologicznie, państwa zachodnie zaczęły intensyfikować działania prewencyjne. W ich ramach analizuje się nie tylko czyny, ale również narracje i symbole. To podejście ma swoje uzasadnienie, jednak niesie też poważne ryzyko. jeżeli do kategorii „podejrzanych” zaczynają trafiać elementy codziennego życia, takie jak model rodziny czy role społeczne, powstaje napięcie między bezpieczeństwem a wolnością. To sytuacja w której ekstremistyczną zostaje nazwana normalna, biała rodzina.
W przestrzeni publicznej pojawiają się interpretacje (zwane „teoriami spiskowymi”), według których tego typu działania wpisują się w szerszy, żydowski projekt ideologiczny, określany mianem planu depopulacji białego człowieka. Zwolennicy tej tezy wskazują na promowanie modeli społecznych atakujących tradycyjną rodzinę, promujących masową migrację, mieszanie ras i popierających spadek dzietności w białych krajach zachodnich.
Twierdzenia o celowej „depopulacji białego człowieka” coraz częściej znajdują potwierdzenie w faktach. Owszem – spadek dzietności jest zjawiskiem wieloczynnikowym, związanym m.in. z urbanizacją, kosztami życia, edukacją czy zmianami stylu życia, jednak nie sposób nie zauważyć, iż promocja mieszania ras i bezdzietności jest powszechna w mediach głównego nurtu. W połączeniu z wojnami, pandemią i spadkiem bezpieczeństwa na ulicach, w wyniku masowego ściągania dzikich ludów trzeciego świata, dzietność białych zaczyna szorować po dnie.
Sprawa memorandum CIA pokazuje, jak cienka jest granica między analizą zagrożeń a tworzeniem czysto ideologicznych narracji. Z jednej strony państwo ma obowiązek monitorować zjawiska prowadzące do radykalizacji. Z drugiej – powinno unikać lewackich uproszczeń, które prowadzą do stygmatyzacji normalnych postaw społecznych.
Polecamy również: Rząd Tuska uderzył biurokracją w pasieki












