Aborcja na kod. Co naprawdę kryje się za warszawskim „abortomatem”

pro-life.pl 3 дни назад

W centrum Warszawy stanął automat, z którego można odebrać środki do zabicia nienarodzonego dziecka. Nazywają to „abortomatem” i próbują sprzedać jako postęp. To kolejny krok w kierunku normalizacji czegoś, co nigdy nie powinno stać się normalne. Za tą skrytką stoi nie tylko obejście prawa, ale świadoma próba oswojenia nas z aborcją bez konsekwencji, bez pytań i bez odpowiedzialności.

Według relacji medialnych, w tym OKO.press, w placówce „Abotak” przy ul. Wiejskiej 9 zamontowano regał ze skrytkami. Z niego można odebrać pigułki poronne. Osoba zainteresowana dostaje kod od organizacji Women Help Women, przychodzi na miejsce, sama otwiera skrytkę i zabiera opakowanie. Organizatorzy podkreślają: żadnych formularzy, żadnego zbierania danych, wszystko „bez oceniania”. Pokaz urządzenia odbył się 29 września.

Ważne jest to, co ten mechanizm zastępuje. Nie tylko wizytę w gabinecie. Znosi każdy moment, w którym ktoś mógłby zapytać kobietę: w którym tygodniu jest ciąża, czy na pewno tego chce, czy nikt jej do tego nie zmusza i czy nie da się jej pomóc inaczej.

Trik prawny, czyli „zhakowany” kodeks karny

Aborcyjny Dream Team chwali się, iż „zhakował kodeks karny”. Żeby ocenić, co to znaczy, trzeba znać ramy. Polskie prawo dopuszcza aborcję w ściśle określonych sytuacjach: gdy zagraża życiu lub zdrowiu kobiety albo gdy jest wynikiem czynu zabronionego. Od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku nie obowiązuje już przesłanka embriopatologiczna.

Kodeks karny karze za dokonywanie aborcji wbrew tym przepisom, a także za pomoc w jej dokonaniu i nakłanianie do niej. Za pomocnictwo grozi do trzech lat więzienia, a gdy dziecko osiągnęło zdolność do życia poza organizmem matki, choćby do ośmiu. Warto dodać rzecz, o której rzadko się mówi: sama kobieta w ciąży nie ponosi odpowiedzialności karnej. Ustawodawca skierował ostrze przepisów przeciwko tym, którzy na jej sytuacji działają, a nie przeciwko niej.

Sedno metody polega na tym, iż pigułki nie są wydawane przez lekarza ani oficjalnie sprzedawane przez placówkę. Organizatorzy twierdzą, iż zamawia się je bezpośrednio z zagranicy, a skrytka ma być tylko miejscem odbioru. Liczą, iż dzięki temu unikną zarzutu pomocnictwa. Tyle iż ktoś te skrytki musi napełniać. Ktoś fizycznie wkłada do nich środki poronne i udostępnia je konkretnym osobom. To nie jest neutralna skrytka na paczki. To świadome dostarczenie narzędzi do dokonania aborcji. Czy organy ścigania i sądy uznają, iż samo „napełnianie skrytek” nie jest pomocą w przestępstwie, tego jeszcze nie wiemy. Ale twierdzenie, iż to tylko „punkt odbioru”, brzmi jak próba obejścia prawa, a nie jego przestrzegania. Na razie grają na to, iż atmosfera polityczna im sprzyja.

Liczby, które trzeba czytać ostrożnie

Organizacje aborcyjne posługują się dwiema liczbami. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny twierdzi, iż ponad 95 proc. aborcji w Polsce odbywa się poza publicznymi szpitalami, głównie dzięki pigułek w domu. Aborcyjny Dream Team deklaruje, iż w samym 2024 roku wysłał środki poronne do ponad 44 tysięcy osób.

Obie liczby pochodzą od stron zainteresowanych i nie podlegają niezależnej weryfikacji. Nie ma w Polsce rejestru, który pozwoliłby je sprawdzić. Sama natura zjawiska uniemożliwia dokładne pomiary. Rzetelny czytelnik powinien więc traktować je jako deklaracje. Trzeba też zauważyć, iż cały spór o skalę zjawiska ma ukryty cel: przekonać opinię publiczną, iż skoro „i tak się dzieje”, prawo jest fikcją i należy je zmienić. Fakt, iż ktoś łamie przepis, nie dowodzi, iż przepis jest zły.

Anonimowość, czyli wygoda kogo?

„Bez formularza, bez danych” brzmi jak troska o prywatność. Warto jednak zapytać, co ta anonimowość oznacza w praktyce.

Brak weryfikacji wieku. Automat nie sprawdzi, czy po odbiór nie przyszła nastolatka, ani czy nie zrobiła tego w imieniu kogoś innego.

Brak weryfikacji dobrowolności. Nikt nie zapyta, czy kobieta nie jest przez kogoś do tego zmuszana. Presja partnera, rodziny czy pracodawcy należy do najczęściej opisywanych okoliczności, w których decyzja o aborcji nie jest w pełni wolna. Skrytka bez rozmowy tej presji nie wychwyci.

Brak badania. Pigułki poronne stosuje się w ściśle określonym zakresie wieku ciąży. Żeby go ustalić, potrzebne jest badanie, najlepiej USG. Ono pozwala też wykluczyć ciążę pozamaciczną, której te pigułki nie leczą, a której nierozpoznanie grozi krwotokiem i zagrożeniem życia. Kobieta odbierająca pigułki ze skrytki zostaje z tym ryzykiem sama.

Brak opieki po aborcji. Krwawienie, ból i możliwe powikłania wymagają czasem szybkiej interwencji lekarskiej. Kobieta, która przyjęła środki bez kontaktu z jakąkolwiek placówką, może wahać się przed zgłoszeniem do szpitala, także z obawy przed oceną.

Argument, którego nie da się zagłuszyć

Wszystkie powyższe wątki prawne, medyczne i organizacyjne są ważne, ale nie są najważniejsze. Najważniejsze jest pytanie, o którym zwolennicy „abortomatu” wolą nie rozmawiać: kto jest ofiarą tej procedury?

Dziecko od zapłodnienia jest odrębnym, żywym organizmem ludzkim, o własnym kodzie genetycznym, który rozwija się według zaprogramowanego planu. To nie ideologia, tylko podstawowa embriologia. Kwestią sporną jest to, czy temu dziecku należy się ochrona. Należy się, bo jest to człowiek na najwcześniejszym etapie życia, a jego godność nie zależy od tego, czy jest chciany.

Dlatego „bez oceniania” jest sformułowaniem tak przewrotnym. Ocena już zapadła, tyle iż wydał ją ktoś, kto nie musi jej uzasadniać i dotyczy osoby, która nie może się bronić.

Co zamiast automatu

Prawdziwa pomoc kobiecie w trudnej ciąży nie wygląda jak skrytka z kodem. Wygląda jak sieć konkretnych rozwiązań: poradnie i telefony wsparcia, domy samotnej matki, pomoc finansowa i mieszkaniowa, opieka psychologiczna, hospicja perinatalne dla rodzin dziecka z ciężką diagnozą oraz przejrzysta i dostępna procedura adopcyjna. W Polsce istnieją programy państwowe i inicjatywy stowarzyszeń pożytku publicznego, ale wiele kobiet o nich nie wie albo nie ufa, iż pomoc będzie realna. Tu jest pole do pracy a nie w promowaniu ucieczki od problemu.

Silne państwo i odpowiedzialne społeczeństwo mierzy się nie tym, jak sprawnie potrafi sprawić, by trudna decyzja zniknęła z pola widzenia, ale tym, ile potrafi zaoferować, by kobieta nie musiała jej podejmować w samotności i strachu.

Nie dajmy się oswoić

Samo pojawienie się słowa „abortomat” i jego spokojne funkcjonowanie to już część tego procesu. Najpierw budzi oburzenie, potem staje się tematem do dyskusji, a w końcu zaczyna brzmieć jak coś zwyczajnego, jak paczkomat czy bankomat.

Każda kolejna śmiała inicjatywa przesuwa granicę tego, co uchodzi za dopuszczalne. Życie człowieka od poczęcia nie jest towarem. Żadna skrytka, kod ani slogan o „bezpieczeństwie” nie zmieni prawdy o tym, kim jest dziecko pod sercem matki.

jb

Читать всю статью