Abdul El-Sayed chce do Senatu. USA kłócą się o islam i lewicę

dzienniknarodowy.pl 4 часы назад
Zdjęcie: Abdul El-Sayed chce do Senatu. USA kłócą się o islam i lewicę


Abdul El-Sayed, 41-letni progresywny Demokrata z Michigan, wygrał 4 sierpnia 2026 r. prawybory do Senatu USA i 3 listopada zmierzy się z Republikaninem Mikiem Rogersem. jeżeli wygra, może zostać pierwszym muzułmaninem w amerykańskim Senacie. Stawką jest kierunek państwa: migracja, Izrael, lewica i polityka tożsamości.

Kandydat, nie senator

Abdul El-Sayed nie jest senatorem. Jest kandydatem Demokratów do Senatu USA w Michigan. To ważne sprostowanie, bo w tej sprawie szczegół ma znaczenie. Według zestawień wyborczych prawybory w Michigan odbyły się 4 sierpnia 2026 r., a wybory powszechne zaplanowano na 3 listopada. W stawce jest mandat po Garym Petersie.

El-Sayed wygrał demokratyczną nominację po twardej walce z Haley Stevens. W listopadzie ma zmierzyć się z byłym kongresmenem Mikiem Rogersem. Dla Ameryki to nie jest lokalna ciekawostka z jednego stanu. Michigan należy do politycznych pól bitwy, a kontrola Senatu USA może zależeć od kilku takich wyścigów.

Dla Polski również nie jest to temat obojętny. Amerykański Senat współdecyduje o polityce zagranicznej, finansach, nominacjach i kursie supermocarstwa, od którego zależy bezpieczeństwo NATO. Gdy w USA rośnie skrzydło lewicy łączące politykę socjalną, antyizraelski zwrot i rozbrajanie kontroli migracyjnej, skutki prędzej czy później docierają także do Europy.

Islam jako tarcza polityki tożsamości

El-Sayed jest muzułmaninem i synem egipskich imigrantów. jeżeli wygra, może zostać pierwszym muzułmaninem w Senacie USA. Samo wyznanie nie jest winą ani zasługą. Poważna prawica nie powinna atakować człowieka za imię, pochodzenie czy religię. Powinna pytać o program, lojalności polityczne i skutki dla państwa.

Problem zaczyna się tam, gdzie lewica zamienia religijną tożsamość kandydata w polityczną tarczę. Każde pytanie o migrację, Izrael, bezpieczeństwo czy radykalne postulaty bywa wtedy przedstawiane jako uprzedzenie. To wygodne. Zamiast rozmowy o władzy dostajemy moralny szantaż. Zamiast sporu o interes narodowy, lekcję poprawności.

Amerykańska prawica ma tu trudne zadanie. jeżeli uderzy prymitywnie, poda Demokratom prezent. jeżeli cofnie się przed realnymi pytaniami, odda pole bez walki. Trzeba mówić jasno: nie chodzi o to, czy El-Sayed jest muzułmaninem. Chodzi o to, jaką Amerykę chce współtworzyć.

Program mocno na lewo

Na oficjalnej stronie kampanii El-Sayeda jego zespół wymienia trzy główne hasła: wyprowadzenie pieniędzy z polityki, pieniądze w kieszeniach obywateli i Medicare for All. Brzmi społecznie. W praktyce jest to klasyczny pakiet progresywnej lewicy: więcej państwa, więcej redystrybucji, więcej ideologicznego języka o równości.

W sprawie migracji kandydat idzie jeszcze dalej. Jego kampania opublikowała materiał zatytułowany „Abolish ICE”, wskazując, iż El-Sayed popiera likwidację federalnej agencji Immigration and Customs Enforcement. To nie jest drobna korekta administracyjna. To postulat uderzający w samo narzędzie egzekwowania prawa migracyjnego.

W Polsce podobne hasła powinny brzmieć jak ostrzeżenie. Państwo, które nie umie kontrolować granic, pracy i pobytu, przestaje być gospodarzem u siebie. Amerykański spór o ICE ma inną skalę niż nasza debata, ale sedno jest znane: czy suweren ma prawo wymagać od cudzoziemca podporządkowania się regułom? Pisaliśmy już, iż choćby w Partii Republikańskiej pojawiają się głosy, by podwoić legalną imigrację do USA. Presja idzie więc z różnych stron.

Izrael, Gaza i pęknięcie Demokratów

Drugim zapalnikiem jest Izrael. Według relacji amerykańskich mediów El-Sayed kampanijnie korzystał z energii progresywnego skrzydła, które ostro atakuje politykę Izraela i sprzeciwia się amerykańskiej pomocy wojskowej dla tego państwa. To tłumaczy, dlaczego jego zwycięstwo wywołało nerwowość w establishmentowym centrum Demokratów.

Nie trzeba bezkrytycznie popierać każdej decyzji Izraela, by widzieć większy proces. Zachodnia lewica coraz częściej patrzy na Bliski Wschód przez filtr ideologii antykolonialnej. W tej opowieści Zachód jest podejrzany z definicji, a sojusznicy Ameryki muszą stale udowadniać moralne prawo do obrony. To myślenie groźne także dla Polski, bo osłabia instynkt obrony własnej cywilizacji.

Europa ma własne doświadczenia z politycznym islamizmem i z bezradnością elit, które długo nie chciały widzieć faktów. Dlatego pisząc o presji islamizmu w Niemczech, trzeba jednocześnie pamiętać o rozróżnieniu: muzułmanin jako obywatel to jedno, ideologia polityczna roszcząca sobie prawo do przebudowy państwa to drugie.

Lekcja dla polskiej prawicy

Sprawa El-Sayeda pokazuje, jak powinna działać odpowiedzialna prawica. Nie przez pogardę wobec ludzi. Nie przez etniczne skróty. Nie przez łatwe hasła, które potem przeciwnik wykorzysta do zamknięcia dyskusji. Przez twarde pytania o władzę, granice, szkołę, podatki, armię i sojusze.

Jeśli kandydat chce likwidować agencję egzekwującą prawo migracyjne, trzeba pytać o bezpieczeństwo. jeżeli chce wielkich programów socjalnych, trzeba pytać, kto zapłaci. jeżeli jego zaplecze próbuje każdą krytykę przykryć oskarżeniem o uprzedzenia, trzeba pokazać, iż demokracja nie polega na immunitecie tożsamościowym.

To jest sedno amerykańskiego problemu z islamem w polityce. Nie wiara milionów zwykłych ludzi, ale sposób, w jaki religia, pochodzenie i lewicowy język krzywdy stają się narzędziem walki o władzę. Polska powinna patrzeć na to chłodno. Mocarstwo, które gubi realizm, przestaje być pewnym gwarantem ładu. A my żyjemy w części Europy, gdzie za cudze złudzenia płaci się bardzo realną cenę.

Źródło: WP Wiadomości, abdulforsenate.com, AP, Axios, Ballotpedia, Guardian.

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью