"A miało być tak pięknie, a miało być tak wspaniale,
a wyszło jak zwykle — tylko po tym memy zostaną..."
Jakoś ostatnio nie potrafię inaczej pisać o naszym "Złotym Premierze" [0] jak tylko w kategorii "political fiction" lub w sposób lekko żartobliwy, ironiczny czy szyderczo-sarkastyczny. "I sam sobie zadaję pytanie: Dlaczego tak jest? Czy to platoniczna przyjaźń? Czy może już takież kochanie?" [1,2].
I często mam też pewność, iż "Złoty Premier" myśli tak jak ja i robi to, co ja bym na jego miejscu robił. Wiem, iż może być to przejaw jakiejś dewiacyjnej projekcji psychologicznej czy choćby chorego fanatyzmu, ale co ja mam zrobić jak już tak jest?
Więc o czymże ja to myślałem i już w swoich snach widziałem?
Dziś jest wspaniały dzień, dzień będący rocznicą zwycięskiej bitwy wyborczej w 2023 roku. I choć to musiało jeszcze trwać do 13 grudnia, to już było wiadome, iż znów będziemy u władzy. No i to marzenie, ta myśl, ten cel i to "słowo ciałem się stało i mieszka wśród nas" [3] już 3 lata.
Jakże pięknie byłoby w taką rocznicę otrzymać na pięknej tacy prezent w postaci Trybunału Konstytucyjnego jako zwieńczenie dzieła zawłaszczania konstytucyjnych organów państwa. Teraz miało być już z górki, następny w kolejce czekał NBP.
I już wszystko było uzgodnione i dopracowane ze wszystkich stron. Komisja Wenecka miała dać nam specyficzny glejt do działań pacyfikujących obecny TK. Mój "Bobas" przygotował mundurową oprawę tegoż uroczystego przejęcia. Wcześniej w sieć poszła wiadomość, iż szykowany był zamach na mnie i na moich ludzi. Kochany W. Putin też coś dorzucił ostrzeliwując Ukrainę blisko granicy z Polską i to tak, żeby można było wprawić Polaczków w poczucie strachu i oblężenia. Aferki trochę zbyt pedofilsko-zoofilsko frywolnych i o "lepkich rączkach" towarzyszy skutecznie leżą sobie teraz pod dywanem i ani myślą spod niego wypełzać. Pieniążki z KPO przyszły i też już są rozdane. Towarzysze chyba się cieszą bo mają wymarzone jachty, swoje kluby swingersów czy kasę na inne swoje fanaberie. choćby mojemu "Leninkowi" kapnąłem 400 tysięcy dla jego żony - a co? Niech też się cieszy - wszak dałem mu "drugą osobę w państwie" i coś mu się należy za fatygę. Trochę szkoda, iż nie chce poddać się procedurze sprawdzającej przez ABW, no ale jak prawnie +nie musi, to nie musi. "Bobasa" trochę musiałem przystopować, bo już za dużo tego alkoholu wokół niego. Ja też sobie lubię golnąć, ale wtedy raczej trzeba się schować w szpitalnym "pokoju odtrucia" u młokosa w Szpitalu Południowym a nie wychodzić do ludzi i gadać z pogłosem. Krajanie z Niemiec też się chyba cieszą, bo dałem im SAFE i to tak sprytnie, iż całą ewentualną odpowiedzialność będą ponosili wespół-zespół Kosiniak z Kamyszem - o pardon... jeszcze z Andrzejkiem, któremu w nagrodę dałem funkcję wiceprzewodniczącego KO. Może to i mało, ale i tak niech się cieszy - wszak zdobył tylko niespełna 7 tysięcy głosów w wyborach a ja dajmy na to prawie 550 tysięcy! Dziś jest już pełną gębą rządowym finansistą i ekspertem od gospodarki. Czy kiedykolwiek o tym marzył? A ja nieraz lubię spełniać marzenia. Fakt... trochę szkoda Rafcia, który miał być prezydentem, ale z tej klęski też trzeba umieć wyjść z twarzą, bo w końcu urząd prezydencki w ogóle jest nam niepotrzebny. W Krakowie trzeba przewietrzyć, żeby znów jakaś tam niespodzianka nam nie wpadła. Koniu "Romek" cały czas ze skutkiem zagania do liczenia głosów nasze stadko baranów z "silnych razem". No i tylko ten TK, NBP i na koniec porąbany "Alfons" wraz z tymi "wolnymi" Polaczkami, którzy chyba nigdy już się nie zmienią i którym nie wolno ufać ani na jotę. To nieprzewidywalny katolicki motłoch. Szkoda, iż Otto von Bismarck po mojemu, po prusacku nie dokończył swojego Kulturkampf. Ileż wtedy mniej by było problemów w mojej Europie, moim Berlinie, mojej Brukseli. Na dzisiejszą rocznicę miał być gotowy TK a później już by poszło gładko... "Bobas" zawalił sprawę, bo choćby jego mundurowa świta w części zdezerterowała. choćby mój ogier Berek nie dał rady z dryblasem z TK a zapewniał, iż spokojnie go pokona. Porąbany "Alfons" został w kraju a miało go przecież nie być i droga do jego Pałacu miała stać otworem jak onegdaj za czasów prezia Dudy. Teraz i na wojsko też nie ma co liczyć. Gdzież ta karność i posłuch z czasów Jaruzela, no gdzie? Nikomu już nie można ufać! Trzeba czystek, tak - trzeba do cholery zrobić czystki i niemiecki porządek z tymi niesfornymi Polaczkami! Tylko kto zrobi jeszcze porządek z tym złotowłosym Trumpem i na koniec z porąbanym "Alfonsem"...?
Nagle... otworzyłem oczy i ze zgrozą przejrzałem się w lustrze. To był już kolejny raz ogromny wstrząs poznawczy: wszak nie jestem D. Tuskiem!
[0] Nazwa "Złoty Premier" w odniesieniu do Premiera D. Tuska nawiązuje do nazywania Kanclerz A. Merkel "Złota Pani" stosowanym przez publicystę S. Michalkiewicza,
[1] Całość tegoż wersetu stanowi parafrazę fragmentu wiersza A. Mickiewicza pt. "Niepewność", który został muzycznie spopularyzowany przez piosenkę M. Grechuty pod tym samym tytułem,
[2] Platoniczne uczucie – głęboka sympatia, przywiązanie i emocjonalna bliskość wobec drugiej osoby, bez wymiaru seksualnego, często również bez oczekiwania na związek romantyczny. Może obejmować zachwyt, troskę, tęsknotę i poczucie szczególnej więzi, ale pozostaje przede wszystkim w sferze emocjonalnej, duchowej lub intelektualnej,
[3] Parafraza cytatu z Ewangelii według św. Jana 1,14. Nie waham się użyć tego biblijnego zwrotu, bom wszak już nie żyję w grzechu z moją żoną. Tak już jest od momentu kiedy pojąłem moją miłość za żonę na ślubie w obrządku rzymskokatolickim, który miał miejsce w 2005 roku i 27 lat po ślubie cywilnym. Trochę późno, ale cóż było robić przed wyborami prezydenckimi w kraju katolickim? No co?











