500 tys. zabitych za 2 proc. Ukrainy. Rosja płaci za agresję

dzienniknarodowy.pl 15 часы назад
Zdjęcie: 500 tys. zabitych za 2 proc. Ukrainy. Rosja płaci za agresję


Ponad 500 tys. rosyjskich żołnierzy zginęło, a łączne straty osobowe Rosji sięgnęły 1,5 mln od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji w lutym 2022 r. Taką ocenę przedstawił 11 września szef brytyjskich sił zbrojnych Richard Knighton. Moskwa zapłaciła tę cenę za zajęcie około 2 proc. terytorium Ukrainy, co obnaża koszt wojny na wyniszczenie.

Pół miliona zabitych, półtora miliona strat

Dane przedstawione przez marszałka lotnictwa Richarda Knightona, szefa sztabu obrony Zjednoczonego Królestwa, pokazują skalę rosyjskiego rachunku. Liczba 1,5 mln obejmuje zabitych i rannych. Ponad 500 tys. ma stanowić liczba poległych. To szacunek brytyjski, a nie bilans możliwy dziś do niezależnego i pełnego sprawdzenia na trwającym froncie.

Ocena Knightona jest aktualizacją wcześniejszych ustaleń Londynu. Już w maju 2026 r. szefowa brytyjskiej agencji wywiadu elektronicznego GCHQ Anne Keast-Butler mówiła o niemal 500 tys. zabitych rosyjskich żołnierzy. Najnowsza wypowiedź przekracza ten próg i umieszcza go w szerszym bilansie wszystkich strat osobowych. Rosyjskie władze nie odniosły się od razu do przedstawionych liczb.

Znikomy postęp za cenę armii

Najbardziej wymowny jest kontrast między stratami a zdobytym terenem. Według brytyjskiej oceny od początku pełnoskalowej inwazji Rosja zajęła dodatkowo około 2 proc. powierzchni Ukrainy. Wielka armia, przewaga ludnościowa i gospodarka przestawiona na potrzeby wojny nie przyniosły Kremlowi rozstrzygnięcia. Przyniosły za to setki tysięcy zabitych i rannych.

Rosja poniosła również ciężkie straty sprzętowe. Knighton mówił o ponad 10 tys. pojazdów opancerzonych i chronionych, blisko 3 tys. systemów artyleryjskich i obrony powietrznej oraz ponad 370 samolotach i śmigłowcach. Takie liczby nie oznaczają automatycznie załamania rosyjskich zdolności. Moskwa przez cały czas uzupełnia szeregi, produkuje uzbrojenie i potrafi wywierać presję na wybranych odcinkach. Pokazują jednak, iż jej metoda opiera się na brutalnym zużywaniu ludzi i sprzętu.

Wojna pozostaje walką o suwerenność napadniętego państwa, ale jej przebieg trzeba oceniać bez propagandowej mgły. Lokalne przesunięcia frontu nie kończą rosyjskiej presji, podobnie jak ogromne straty nie są jeszcze równoznaczne z klęską Kremla. Twardy realizm wymaga widzieć oba fakty jednocześnie.

Polska nie może mylić strat Rosji z bezpieczeństwem

Dla Polski ten bilans ma znaczenie bezpośrednie. Każda rosyjska jednostka zużyta na froncie na Ukrainie ogranicza zdolność Moskwy do szybkiej agresji konwencjonalnej na innych kierunkach. Nie daje nam jednak prawa do samozadowolenia. Państwo rosyjskie może przyjmować straty, które dla zachodnich społeczeństw byłyby politycznie nie do utrzymania, a równolegle rozwija działania poniżej progu otwartej wojny.

Dlatego Polska musi wzmacniać własne wojsko, obronę powietrzną, zapasy amunicji i odporność infrastruktury. Nie wolno opierać bezpieczeństwa na założeniu, iż Rosja sama wykrwawi się na Ukrainie. Tym bardziej iż rosyjska wojna hybrydowa jest już testowana w Polsce, od presji informacyjnej po operacje wymierzone w zaufanie do państwa.

Kreml zdobył kilka ziemi za cenę niewyobrażalnej liczby istnień. To świadectwo porażki rosyjskiej strategii szybkiego podporządkowania Ukrainy, ale zarazem ostrzeżenie przed przeciwnikiem gotowym długo płacić krwią za imperialny cel. Polska odpowiedź musi być chłodna i narodowa: silna armia, własne zdolności produkcyjne oraz sojusze służące realnej obronie Rzeczypospolitej.

Źródła: WP Wiadomości, GCHQ, Associated Press

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью