46 proc. Polaków źle ocenia stosunki polsko-ukraińskie, 12 proc. dobrze, a 39 proc. neutralnie, wynika z lipcowego badania CBOS opublikowanego 6 sierpnia. Po ponad czterech latach od rosyjskiej napaści solidarność ustępuje nieufności. Dla Polski oznacza to słabszą współpracę z sąsiadem i większe pole działania dla rosyjskiej propagandy.
Najgorszy wynik w historii pomiarów CBOS
Nastroje nie są już kwestią publicystycznego wrażenia. W komunikacie z badania stosunków polsko-ukraińskich CBOS podał, iż 46 proc. badanych ocenia je negatywnie. To najwyższy taki wynik w historii pomiarów ośrodka. Dobrą ocenę wystawiło 12 proc. respondentów, a 39 proc. uznało relacje za ani dobre, ani złe.
Badanie wykonano w lipcu 2026 roku, po kolejnych sporach historycznych i dyplomatycznych. Aż 65 proc. respondentów uznało, iż za zły stan stosunków w większym stopniu odpowiada strona ukraińska. Odpowiedzialność strony polskiej wskazało 4 proc., a 28 proc. obciążyło obie strony po równo. Te liczby są sygnałem dla władz w Warszawie i Kijowie, którego nie wolno zagłuszać moralizowaniem pod adresem polskiego społeczeństwa.
Wołyń pozostaje sprawą prawdy i pamięci
Jednym ze źródeł kryzysu są nierozwiązane kwestie historyczne. Polacy mają prawo domagać się prawdy o ludobójstwie dokonanym przez OUN-UPA, godnych pochówków ofiar i rezygnacji z honorowania formacji odpowiedzialnych za mordowanie polskiej ludności cywilnej. To nie jest wrogość wobec narodu ukraińskiego. To element polskiej racji stanu oraz obowiązek wobec zamordowanych.
CBOS przypomniał, iż badanie przeprowadzono po decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA” oraz po odebraniu mu przez prezydenta Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego. Każdy gest władz w Kijowie, który podnosi UPA do rangi wzoru, niszczy zaufanie budowane przez zwykłych ludzi. Warszawa nie może udawać, iż historia jest dodatkiem bez znaczenia.
Przemoc wobec ludzi jest granicą
Twarda polityka historyczna nie daje nikomu prawa do agresji wobec obywateli Ukrainy zamieszkałych w Polsce. ACLED odnotował 13 fizycznych ataków na obywateli Ukrainy w Polsce w 2026 roku, niemal dwa razy więcej niż w całym 2025 roku. Każdy taki czyn powinien spotkać się ze sprawnym działaniem policji, prokuratury i sądu. Winę ponosi sprawca, nie naród.
Państwo musi rozdzielić dwie rzeczy. Pierwsza to obrona polskiej pamięci i interesu. Druga to bezpieczeństwo człowieka na polskiej ulicy, niezależnie od jego narodowości. Mieszanie tych porządków służy skrajnym emocjom, a ostatecznie także Moskwie.
Rosja korzysta z każdego pęknięcia
Polski Instytut Spraw Międzynarodowych ocenił, iż Rosja jest głównym beneficjentem kryzysu i podsyca zarówno nastroje antyukraińskie w Polsce, jak i antypolskie na Ukrainie. Mechanizm jest prosty: autentyczne spory historyczne i polityczne dostają propagandowe paliwo, a pojedyncze incydenty są przedstawiane jako dowód wrogości całych narodów. Opisywaliśmy już, jak rosyjskie boty próbują wpływać na polską debatę.
Odpowiedzią nie może być rezygnacja z własnych żądań wobec Kijowa. Byłaby to polityka słaba i krótkowzroczna. Potrzebny jest twardy realizm: pomoc Ukrainie w obronie przed Rosją tam, gdzie służy to bezpieczeństwu Polski, połączona z konsekwentnym egzekwowaniem prawdy historycznej i wzajemności.
Pojednanie wciąż jest możliwe
Mimo kryzysu 53 proc. badanych uważa, iż pojednanie między Polakami i Ukraińcami jest możliwe. Przeciwnego zdania jest 38 proc., a 9 proc. nie ma opinii. To najsłabszy wynik w historii tych pomiarów, ale przez cały czas większościowy.
Szansa istnieje, ale nie utrzyma się dzięki pustym deklaracjom. Kijów musi zrozumieć wagę Wołynia dla polskiej pamięci, a Warszawa powinna chronić obywateli przed przemocą i prowadzić politykę bez uległości oraz bez zbiorowych oskarżeń. Kryzys zaufania wobec Ukrainy jest faktem. Polskim zadaniem jest wyjść z niego z większym bezpieczeństwem, nie z nową waśnią między narodami.
Źródło: CBOS, PISM, Wirtualna Polska
Źródło: WP Wiadomości













