Czytając w dzisiejszej „Wyborczej” rozmowę Magdaleny Warchali-Kopeć z Lucyną Kicińską, będącą próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie „Co jest przyczyną krwawych ataków młodzieży na bezbronnych ludzi?”, natknąłem się na taki fragment: „Wszyscy jesteśmy jak kartki. jeżeli nikt nie zapisał nam normy społecznej, która mówi o akceptacji, tolerancji, empatii, skąd wówczas mamy ją wziąć? jeżeli od najmłodszych lat nasiąkamy hasłami „Żydzi do gazu”, „Ukraińcy, wypierdalać z Polski”, to internalizujemy agresję i przemoc. (…) Gdy podczas spotkań w ministerstwach słyszę dyskusje, od jakiego wieku szkodliwe treści powinny być dostępne dla użytkowników, nie wierzę własnym uszom. TAKIE TREŚCI NIE POWINNY ISTNIEĆ W OGÓLE!”
TABULA RASA (patrz Arystoteles, Duns Szkot, John Locke), czyli czysta kartka. Człowiek z mniejszą aktywnością ciała migdałowego i deficytami w strukturze mózgu, tzn. psychopata, może być najbardziej przydatną jednostką społeczną, doskonałym chirurgiem, managerem, przywódcą, o ile tylko wychowany będzie w bezpiecznym i empatycznym środowisku, mimo iż sam z powodów czysto biologicznych nie będzie w stanie współodczuwać, będzie empatii pozbawiony. Za to człowiek zdrowy wychowany w przemocowym, patologicznym środowisku, może stać się socjopatą, człowiekiem który „odłączył” od mózgu empatię, by móc robić rzeczy zbrodnicze i podłe. Czyli wychowanie!
Po co jednak dokonywać zbrodni??? Pani LK mówi: „Jeżeli nigdzie nie przynależę w relacjach bezpośrednich, czuję się odrzucony, doświadczam przemocy, nie mam kompetencji do tworzenia relacji, to w internecie jestem łatwym kąskiem dla tych, którzy głoszą radykalne tezy i potrzebują do realizacji swoich celów kogoś, kogo pod pozorem przynależności traktują instrumentalnie”. Oczywiście przed epoką internetu, mowa by była o środowisku i chyba to pojęcie byłoby pełniejsze (internet, to też jakieś środowisko, tyle iż charakteryzujące się błyskawicznym tempem przepływu informacji). W każdym razie chodzi o to, by tak zmanipulować autsajdera, by gotów był zaryzykować życie dla idei.
Zespół Reprezentacyjny – Śmierć za idee
Zadaję sobie pytanie, dlaczego będąc chłopcem, jarałem się różnymi możliwościami siania zniszczenia (od technik walki wręcz po nowoczesne rodzaje uzbrojenia), a teraz czuję do tego sposobu myślenia wstręt? I dlaczego u niektórych osobników mimo dojrzałego (Zbigniew Ziobro, Domink Tarczyński) lub czasem wręcz podeszłego wieku (Donald Trump, Janusz Korwin Mikke), myśli te się nie tylko nie uspokoiły, ale i przybrały na sile. Panowie bawią się bronią i zdaje im się, iż są przez to bardziej sprawczy. Jakie cechy osobowości sprawiają, iż tak się różnimy?
Zaczynałem blogowanie w pamiętnym roku 2010. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z grupami blogerów jarającymi się bronią. Oczywiście „tylko do obrony osobistej”, bo jakże by inaczej, przecież to same mądre i spokojne chłopaki mają takie stany lękowe, iż próbują je zredukować prymitywną spluwą. Między innymi udzielali sobie porad, jakie rodzaje broni NIE są prawnie zabronione, by móc je legalnie nabyć. Regularnie była wskazywana obok broni pneumatycznej, broń czarnoprochowa. Ta ostatnia jest o tyle istotna, iż co najmniej trzy razy polskie media donosiły o morderstwie z jej użyciem, ale czy komu przyszło do głowy traktowanie jej jak każdej broni palnej? Wręcz przeciwnie! To broń palną chcą zacząć traktować, jak broń czarnoprochową. Przecież dzisiaj partie populistyczne pozują na strzelnicach, domagają się zwiększenia dostępu do broni twierdząc, iż występują przeciw rozbrojeniu Polaków. Bardzo mi się podobało pytanie ministra Sikorskiego do postulującego „racjonalizację i liberalizację dostępu do broni” prezydenta Nawrockiego. Brzmiało ono: „KTÓRY ETAP Z UBIEGANIA SIĘ O BROŃ CHCIAŁBY ZLIKWIDOWAĆ: TEST PSYCHOLOGICZNY, CZY ROZMOWĘ Z PSYCHIATRĄ”? A mnie interesuje, ilu posiadaczom broni udało się jej użyć w samoobronie, a ilu z nich jednak użyło jej do morderstwa, bądź samobójstwa.
Niepokoi mnie fakt, iż gdy narasta jakiś problem społeczny (zabójstwa z użyciem niebezpiecznych narzędzi, w tym broni palnej i noży, narkomania, alkoholizm, wandalizm i bójki pod wpływem używek, hazard i jego wykorzystanie do prania brudnych pieniędzy) i w celu jego zmniejszenia, rząd wprowadza restrykcje, to zawsze znajdzie się grupa „wolnościowców” wyobrażających sobie siebie, jako spokojnych uczestników rozrywek związanych z użyciem broni, narkotyków, gier hazardowych, którzy „tylko się relaksują”. Niestety, wyobraźni tej brakuje na pomysły w zapobieganiu szkodom powstałym w nie tak idealnym miejscu, jak ich fantazje. Np. jak sprawić, by bez zakazu picia alkoholu poza miejscami do tego wyznaczonymi, chlający nie zaszczywali okolicznego terenu? Albo jaki jest pomysł na to, by właściciel kasyna sam u siebie nie przegrywał pieniędzy z handlu narkotykami, legalizując w ten sposób nielegalny dochód. No i co zrobić, by broń nie trafiała do znerwicowanych, lękowych, skłonnych do histerycznego jej nadużywania obywateli.
Nie lubię romantyzowania broni tak samo, jak nie lubię romantyzowania narkotyków, czy alkoholu. W przypadku ostatnich ataków z użyciem noża, wścieka mnie nazywanie zaburzonych morderców „nożownikami”. Frustrat z nożem jest frustratem z nożem, a nie nożownikiem, podobnie jak przygłup za kierownicą rajdowego samochodu nie staje się rajdowcem i dopóki nie nabierze odpowiedzialności za swoje życie, będzie przez cały czas przygłupem. Broń (jakakolwiek) wbrew tłumaczeniom jej nabywców, najczęściej jest używana do ataku. Z prostego powodu: Ofiara ma małe szanse sięgnąć po broń. Inaczej, niż w filmach gangsterskich. Moja prywatna opinia jest taka, iż poprawa samopoczucia po nabyciu broni jest nieuzasadniona. Po pierwsze, jej posiadacz, niczym ostatni idiota wydał niemałą kasę (według AI sama tylko przeciętna cena broni krótkiej wynosi od 2500 złotych do 4500 złotych, a gdzie amunicja, korzystanie ze strzelnicy, zabezpieczenie broni, licencja), na coś, czego i tak nie użyje w celu, o którym myślał dokonując zakupu. Napchał tylko kieszenie producentów i handlarzy. Po drugie, ta broń będzie mu tylko stwarzać problemy. Zdaję sobie jednak sprawę, iż moje argumenty nie są przyjmowane przez posiadaczy broni, czy zwykłych dorosłych dzieciaków o broni fantazjujących. Kilka lat temu byłem gościem na urodzinach dość majętnej kobiety, której jednym ze sposobów utrzymania małżonka przy sobie było finansowanie jego chłopięcych marzeń. W garażu Range Rover, w piwnicy zbrojownia. Gdy towarzystwo pochlało, mąż swojej żony postanowił się pochwalić gościom i zaprosił obecnych tam panów (w tym mnie) do obejrzenia arsenału. Oczywiście odmówiłem, tzn. dla mnie oczywiście, bo cała reszta poszła z gospodarzem, który obdarzył mnie pełnym wyrzutu (tak mi się przynajmniej zdało) spojrzeniem. Co ciekawe, to ja byłem jedynym trzeźwym na imprezie. No, może prócz dzieci gospodarzy. I to by było na tyle!












