Rozwiązanie zagadki z poprzedniego felietonu: Autorem cytowanej wypowiedzi był wielki eciepeci PiS i kukunamuni jurydyczny Radia Maryja, Antoni Macierewicz. A teraz już to, co przygotowałem na dziś:
„Załamałam się tym, nie mogłam przestać płakać. Nasze wymarzone wesele bez alkoholu skończyło się skandalem alkoholowym i omal nie doprowadziło do tragedii — wspomina Martyna. Jej mąż pod stołem odkrył plastikowe butelki. Najgorsze były jednak pretensje teścia: GDYBY BYŁO NORMALNIE, Z WÓDKĄ NA STOLE, ŻADNE DZIECKO BY NIE UCIERPIAŁO”.
Powyższy cytat pochodzi z zajawki artykułu Newsweek/ Onet Premium, z których prenumeraty zrezygnowałem ze względu na praktykę poszukiwania klikbajtów, bez umiaru stosowaną przez te portale, więc nie wiem jeszcze wszystkiego. Tym niemniej, na potrzeby dzisiejszego felietonu to choćby lepiej, iż nie znam całej tej historii, dzięki czemu nic mnie nie rozprasza.
W skrócie: Młoda para postanowiła zorganizować wesele bezalkoholowe, na które zaprosiła rodzinę i znajomych. Niestety, wśród nich znalazła się żulia, która gardząc wolą gospodarzy, przemyciła w plastikowych butelkach dziwny płyn, prawdopodobnie wodny roztwór etanolu. Menele się pochlały, nikt nie pilnował toksycznej cieczy i skończyło się przyjazdem pogotowia. Ze słów teścia wnoszę, iż jakieś dziecko dorwało się do tego ładunku i doznało poważnego zatrucia.
Współczuję młodym ignorujących ich wolę gości, ale nade wszystko współczuję teścia, nie dość iż menel, to jeszcze szantażysta emocjonalny. Przekaz jego wypowiedzi brzmiał: „Obwiniam was o skutki spożycia alkoholu wniesionego wbrew waszej woli przez gości”. W końcu psu treser nie musi dokładnie tłumaczyć, za co dostał knutem, „niech bestia sama się domyśli, iż ma po prostu być posłuszna.”
Szantaż emocjonalny, bo o nim chcę pisać, jest powszechnie stosowany przez osoby uzależnione. Podobnie jak obwinianie innych w celu usprawiedliwienia zażywania narkotyków (mówmy bardziej ogólnie, nie tylko o alkoholu, ale też o marihuanie, czy o dużo mocniejszych środkach). Przykładów jest bez liku, prawdopodobnie każda kobieta, która założyła mężowi niebieską kartę i doprowadziła do przymusowego leczenia, przynajmniej raz w życiu zetknęła się z sytuacją, gdy mąż dowiedziawszy się o wszczęciu procedury wrócił kompletnie pijany i wybełkotał:
– Iiiii cssssszoooo?! Zadowolona?! Szszszez ciebie theraz naprawdę zafnę chlać! Zhobiłaś ze mnie alkoholika, to masz!
Marek Koterski – Wszyscy jesteśmy Chrystusami – Piję przez matkę abstynentkę
Kiedyś pewien podający się za ex-terapeutę uzależnień dyskutant, prawdopodobnie handlarz narkotyków, a z całą pewnością uzależniony od co najmniej jednego z nich, próbował mi wmówić, iż brak dostępu do legalnej marihuany powoduje narkotyzowanie się innymi środkami, podając za przykład historię „wcalenieuzależnionej od maryśki” nastolatki, którą rodzice wysłali na odwyk, więc w ramach szantażu emocjonalnego zaczęła ćpać heroinę, żeby pokazać do czego prowadzi wysyłanie jej na terapię, a to z kolei znacznie przyspieszyło jej zejście z tego padołu. Teraz ani nie żyje, ani nie pali marihuany! Cóż, ja znałem całkiem sporo nadużywających, którzy robili dokładnie to samo, tylko z alkoholem i również odwalili kitę. Znam też całkiem wielu takich, którzy skorzystali z terapii i teraz żyją sobie, szczęśliwie realizując pasje, których choćby nie dostrzegali, gdy byli pijani.
Dobra, starczy tych anegdotek. Cała ta pisanina służyła mi, jako wprowadzenie do tezy felietonu: Za wprowadzanie do organizmu substancji uzależnionej ZAWSZE odpowiada ten, kto ją zażywa (jeżeli mówimy o osobie dorosłej, dobrowolnie przyjmującej narkotyk, świadomej swoich czynów). Zatem to nie młodzi odpowiadają za to, iż żule wnieśli na ich wesele alkohol, który potem przyjmowali w irracjonalnych dawkach. Za wzrost alkoholizmu w czasach prohibicji w USA też nie odpowiadali autorzy osiemnastej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ale menele, którzy przez cały czas pili oraz nowi konsumenci, którym się wydawało, iż są przez to bardziej cool. Dziś podobne zjawisko widzimy w Polsce wśród konsumentów marihuany. Im również się zdaje, iż są bardziej wyluzowani, niż te „sztywniaki i maryhofoby”, co to nie jarają. Dlaczego twierdzę, iż im się wydaje? Spróbujcie im zablokować dostęp do ulubionego narkotyku, zobaczycie jacy są spięci, czy też raczej zniewoleni. Zobaczycie jakie fikołki będą wykonywać i jak się narażać, by zdobyć narkotyk. Z całą pewnością nie z tym kojarzy się luzik.
A ja przez cały czas nie mogę przetrawić wypowiedzi teścia państwa młodych ze wspomnianego wesela.















