263. Лжецы!

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 1 день назад

Coraz gorzej znoszę kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego: To, iż im dalej od tamtej tragedii, tym więcej jej wykorzystywania politycznego, nie w celu upamiętnienia, a raczej dla zakłamania historii. To, iż im mniej powstańców zostało przy życiu, tym więcej osób twierdzi, iż „pamięta”. To, iż faszyści próbują się podszywać pod zryw antyfaszystowski. Ale nade wszystko boli mnie, iż to, co miało być lekcją na przyszłość, by wojna się nie powtórzyła, staje się dziś niemal manifestacją gotowości do wojny.

O powstaniu warszawskim czytałem dużo, bardzo dużo, oglądałem filmy, słuchałem wspomnień powstańczych. Ukształtował się w mojej głowie obraz tego zrywu, jako walki bez nadziei na sukces, bez planu, z jednym przesłaniem: wytrwać jak najdłużej karmiąc się mrzonką, iż może ktoś jeszcze pomoże. I gdy myślę o tamtych chwilach, niemal fizycznie czuję beznadziejność sytuacji ludzi uwięzionych w Stolicy. Bez broni, amunicji, żywności, leków, środków opatrunkowych, choćby bez wody. A co się działo w tym roku o godzinie siedemnastej zero zero w wielu miastach Polski? Tak, w wielu miastach, nie tylko w Warszawie! Ano, jacyś podtuczeni chłoptasie w klapkach i krótkich spodenkach palili race strojąc groźne, bądź natchnione miny. Chłopcy bawiący się ogniem!

Nie od dziś ludzie wiedzą, iż otwarty ogień na zgromadzeniach ludzkich stosuje się po to, by wywołać złudne poczucie mocy (patrz – marsze z pochodniami). Czy tylko mnie się wydaje, iż nie ma to nic wspólnego z upamiętnieniem ofiar narodowej tragedii? Że to kolejne prężenie muskułów, by nie powiedzieć „mierzenie kutasów”? Poklepywanie się po plecach, dodawanie sobie animuszu, itd…? Gdzie tu ludzie uwięzieni w gruzowisku walczący o życie bez nadziei na powodzenie powstania? Gdzie cywilne ofiary tej pułapki?

Podobała mi się koncepcja zatrzymania ruchu przy dźwiękach syren. Dokładnie o godzinie 17.00. Wystarczająco symbolizowała to, co działo się z Miastem przez 63 dni powstania. Ale ktoś nie wytrzymał, zamarzyła mu się manifestacja siły, a tłum to łyknął jak noworoczne fajerwerki i nie da sobie tego zabrać. Źle to znoszę. A już całkiem fatalnie odbieram przekarmionych srajdków odpalających race w innych miastach Polski. Ofiarom i bohaterom należy się pamięć i zaduma, wątpię, szczerze wątpię, by dymiące race w dłoniach czekających na wieczornego grilla panów spełniały te kryteria. I znowu zastanawiam się, może mam coś z głową, ale czy tylko ja widzę w płonącej racy symbol stadionowego zadymiarstwa, pogardy dla prawa polskiego i kpin z bezpieczeństwa Polaków??? Tak, widzę co piszę i wiem, iż ciąg pytań retorycznych brzmi sztucznie, czy wręcz histerycznie, zdaję sobie sprawę z tego, iż może to być postrzegane jak szukanie dziury w całym, ale ten środek wyrazu najlepiej opisuje moje emocje. Ocalałych z powstania jest coraz mniej, pewnie nikt już nie przeprowadzi badań, co myślą o takim upamiętnieniu uczestnicy tamtych wydarzeń. choćby jeżeli ktoś wpadnie na pomysł, by zadać im to pytanie, to odpowiedzi będzie zbyt mało, by wyciągać wnioski statystyczne.

Do tej pory najbardziej wstrząsającym upamiętnieniem powstania warszawskiego jest dla mnie film „Powstanie Warszawskie” (2014), a raczej jego ostatnie minuty. Absolutna cisza i morze gruzów Warszawy, aż po horyzont.

PS.

W temacie prężenia muskułów: Wczoraj przeczytałem o apelu władz, by nie informować o ruchach wojsk udających się na paradę z okazji Dnia Wojska Polskiego (15 sierpnia), a w szczególności, by nie umieszczać w mediach społecznościowych zdjęć sprzętu wojskowego i nie oznaczać jego położenia. Mogę się w takim razie dowiedzieć, po co ten festyn jest organizowany?! Skoro to może zagrażać obronności kraju, to nie można się obyć paradą kompanii reprezentacyjnych?

Читать всю статью