Szesnasty czerwca 2026 zapisze się w mojej pamięci jako niezwykle śmieszny dzień. Najpierw z samego rana, jeszcze przed wyjściem do pracy przeczytałem o warunkach porozumienia między USA i Iranem. Bardzo mnie one interesowały, albowiem niejaki Donald Trump we adekwatnym mu tonie przechwałki zaprosił statki handlowe do przepływania przez cieśninę Ormuz, bo jak wiemy, „załatwił” to, co zanim się wmieszał w sprawy, których nie rozumie, było normalnością. Czytałem więc i czytałem, i z każdym przeczytanym słowem narastał we mnie śmiech. Iran będzie pobierać opłaty od przepływających okrętów, a USA wypłacą Iranowi kontrybucje za szkody wojenne. Izrael zaś zapowiedział, iż nie zamierza respektować tej umowy, więc kto wie…, może wojna wróci, a może…? Może będzie tak, iż USA odetną się od Izraela i wtedy otaczające go kraje arabskie go zadepczą. Wszystko przed nami, ale gołym okiem widać, iż czego się dotknął amerykański błazen, tego istnienie wisi na włosku. Nie oznacza to bynajmniej, iż od Trumpa tam cokolwiek zależy. Zresztą nie wiem, czy on kontroluje choćby swoje zwieracze, ale to już zupełnie inna para kaloszy.
Prawda, iż to słodkie? Ponad 5,5 tysiąca śmiertelnych ofiar wojenki wznieconej przez Trumpa za namową Netanjahu, choćby państwa niebiorące udziału w konflikcie straciły jakieś 25 miliardów dolarów, a straty rosną. Straty państw biorących udział w walkach liczy się w setkach miliardów dolarów. Tymczasem Pomarańczowy ogłasza, iż znowu wygrał, bo będzie prawie tak, jak przed wojną, tylko iż jego wyborcy, jak przystało na kraj, który przegrał, wypłacą reparacje wojenne, a Iran, niczym zwycięzca, będzie odtąd pobierać opłaty za żeglugę przez Ormuz. I to Trumpem zachwyca się PiS z Nawrockim.
Właśnie, skoro już przy błaznach jesteśmy, to Pomarańczowy wyprawił tak megalomańskie, jak i plebejskie urodziny, które połączył z 250-tą rocznicą proklamacji niepodległości USA. Atrakcje godne festynu w Sitnie: motocykliści robią akrobacje, osiłki piorą się po mordach w klatkach, gawiedź z niepokojem spogląda w niebo, bo zapowiadali burzę i może być mokro i błyskawicznie, iż tak zażartuję. Tymczasem nasz własny, polski klaun, jako jedyny z europejskich prezydentów wziął udział w tym żenującym pokazie próżności i złego smaku, gdzie w nagrodę został poklepany po plecach. Gospodarz był zajęty świętowaniem i nie miał dla niego czasu, a następnego dnia miał w planach wylot do Francji. Służba Nawrockiego twierdzi, iż rozmawiał z Trumpem, rozmawiał i rozmawiał, tylko iż akurat, no patrz, co za zbieg okoliczności, nie było przy tym fotografa, bo skąd fotograf przy rozmawiających prezydentach???
Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński – Kuglarze
W tak zwanym międzyczasie Batyr ogłosił, iż rząd RP, a adekwatnie to Tusk z Sikorskim zrujnowali relacje z USA. Trochę dziwi mnie utożsamianie Stanów Zjednoczonych z demencyjną kukiełą, która właśnie przegrała wojnę i o tym nie wie, ale taki to właśnie jest ten nasz prezydent. Chciałbym tylko podpowiedzieć Nawrockiemu, iż za dwa lata w USA będzie rządził kto inny, ktoś kto inaczej może odebrać wiernopoddańcze hołdy Alfonsa. Albo inaczej: Cała Europa lekko się uśmiechając do wariata z Białego Domu gra na zwłokę, czekając w bezpiecznej odległości, aż czas załatwi sprawę małpy z brzytwą, a to nastąpi najpóźniej w listopadzie 2028, podczas gdy Nawrocki stawia na chodzącą demencję. Nie wiem, liczy na zapis kawalerki?
Jakby tego było mało, wieczorem się dowiedziałem, iż niejaki Robert Bąkiewicz ubrał się w kamizelkę odblaskową z napisem Ruch Obrony Granic, po czym zamiast bronić, przekroczył granicę, pojechał aż do stolicy sąsiedniego państwa, gdzie próbował robić zadymę, zasłaniając się krzyżem. Policja go ostrzegła, po czym, gdy nie usłuchał, spętała niczym reymontowscy chłopi świniaka przed weselem Boryny. Husaria się zesrała, iż tak pojadę metaforą. Żeby było śmieszniej, całemu „spontanicznemu” zdarzeniu przyglądała się przechodząca przypadkowo z kamerami telewizja Republika. Niemiecka policja ze zrozumieniem przyjęła dokumentację policyjnej akcji, pozwalając na filmowanie, ale Sakiewicz tego nie zrozumiał. Mało tego, gdy tylko dostał materiał, puścił w swojej stacji dowody przestępstwa pana Roberta i jego ludzi. Co ciekawe, może się okazać, iż kłopoty będą poważniejsze, niż Pierdziuszkiewiczowi się zdaje, bo prócz stawiania oporu, lżył policjantów nazywając ich gestapowcami, a to w Niemczech, gdzie prawo dotyczące zakazu propagowania faszystowskich symboli jest z przyczyn historycznych wyjątkowo restrykcyjne, może przysporzyć nie lada kłopotów. Gdyby Bąkiewicz dostał wyrok w sprawie kryminalnej w jednym z państw UE, nie mógłby się ubiegać w Polsce o funkcje publiczne. Czy to nie jest pocieszne? Internet w każdym razie ma polew.
„Brałem udział we wszystkich najważniejszych klęskach naszej armii ostatniej dekady. Siedem razy błagałem wrogów o litość. Sześć razy udawałem martwego. O takich jak ja… piszą pieśni”.
Bogdan Adamczewski, 1670.















