249. Popcornowe mózgi.

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 1 день назад

Czy wiecie, iż obserwacje socjologiczne wskazują, iż 2/3 DZIECI pomiędzy 6 MIESIĄCEM a 7 ROKIEM ŻYCIA korzysta z urządzeń ekranowych? A wiecie, co na to 2/3 RODZICÓW? Oni podobno MUSZĄ SIĘ ZAJĄĆ SWOIMI SPRAWAMI i dlatego jest tak, a nie inaczej. Tak uważają. Coś wam to przypomina? Za mojego dzieciństwa funkcję urządzeń elektronicznych pełniły zabawki, a w niektórych domach telewizor. „Nie zawracaj mi głowy”, „pobaw się sam”, „nie przeszkadzaj”, „dzieci i ryby głosu nie mają”. A jak nie, to pasem. Ewentualnie wywalić dzieciaka na dwór, niech się tam z kimś pobawi. Ciekaw jestem, jak to jest dzisiaj z przemocą. Ze względu na uzależniający charakter, urządzenia podłączone do internetu mają większą szansę dać rodzicom ich upragniony święty spokój, ale co, o ile raz na jakiś czas to nie zadziała? Też pasem go? I czy mniejsza ilość przemocy fizycznej jest związana z rozwojem świadomości społecznej, czy też z tego, iż dzieci się uzależniają od treści multimedialnych, więc mniej „zawracają głowę” dorosłym? Swoją drogą, co byście powiedzieli na rodzica „uspokajającego” dziecko wódką, morfiną albo marihuaną? Ale urządzenia ekranowe są spoko dla 2/3? To jeszcze jedna pytanko z serii „czy wiecie”. Jak sądzicie, jaka jest najczęstsza reakcja dorosłych na informację, iż dziecko popadło w kłopoty ze względu na zagrożenia czyhające w sieci? „PO CO TAM WCHODZIŁAŚ/ WCHODZIŁEŚ?!”, „PO CO Z NIM GADAŁAŚ/ GADAŁEŚ”. Zupełnie jak u mnie za małolata. Najpierw mieć w dupie potrzeby dziecka, zostawić je samemu sobie, a potem drzeć ryja, iż coś sobie wymyśliło samo – i jeszcze się dziwić brakiem autorytetu u dziecka.

„Popcornowe mózgi”, to termin, z którym zetknąłem się po raz pierwszy. Przypadkiem trafiłem na TEN artykuł (kliknij tu, by poczytać), stąd i moje drążenie tematu. Ze względu na osobiste doświadczenia w dzieciństwie dostrzegam bolesną analogię. Zwróćcie uwagę na poniższy cytat z podanego artykułu (dotyczy reakcji rodziców na problemy wynikające z przesiadywania dzieci w internecie.

(…) Reakcje są naprawdę różne. Jedni są bardzo zaskoczeni i to jest dla nich alarm, który ich budzi. Oni biorą na siebie odpowiedzialność i razem pracujemy, by problem rozwiązać (bo to jest praca przede wszystkim z rodzicami, zwłaszcza gdy dziecko jest małe). Są jednak rodzice, którzy nie chcą tych informacji przyjąć. Nie są zadowoleni z tego, co im mówi jeden specjalista, więc chodzą z dzieckiem od jednej poradni do drugiej, od jednego specjalisty do innego — żeby uzyskać taką odpowiedź, jakiej oczekują (dlatego nazywam ich „wędrującymi rodzicami”)….

Dezerter – Burdel

„WĘDRUJĄCY RODZICE”. Skąd ja to znam?! Całkiem niedawno, kilka tygodni temu (dla przypomnienia – mam 55 lat), dowiedziałem się od brata, iż matka spytała go, czy przez cały czas jego dzieci chodzą z nim do psychologa. Gdy odpowiedział, iż terapia została zakończona i widać wyraźną poprawę, oceniła: „To dobrze, bo psychologowie tylko szkodzą”. Brata to ruszyło i spytał „A skąd ty to wiesz?”, no i się wydało, po latach powiedziała o czymś, czego nam nigdy nie mówiła. W dawnych czasach, gdy wraz z ojcem nie potrafili sobie poradzić ze swoimi dziećmi, udała się do psychologa (wtedy jej się zdawało, iż głównie ma kłopot ze mną, ale parafrazując Brassensa, przyszłość zasię pokazała, jak bardzo myliła się). Nie wiemy, ile razy tam była, ani czy spróbowała różnych specjalistów, ale przestała chodzić, bo jak twierdziła „Psycholożka zwalała wszystko na rodziców”. Innymi słowy, specjalistka przeprowadziła wywiad, wskazała jej błędy, a próżna, zarozumiała cipa, bezbłędna mamuśka się na nią oburzyła. Co, nieładnie tak pisać o mamusi? A gdy mamusia poniża dziecko, wykorzystując przewagę intelektualną to jest ładnie? No tak, pamiętam, „zobacz do czego doprowadziłeś mamusię!” Nie kupuję tego! A iż u psychologa nie jest tak samo, jak u psiapsiółki, która wysłucha żali i jej powie „No, jakaś ty biedna, taka dobra i doskonała mamuśka jest z ciebie i nie wiadomo skąd, takimi złymi dziećmi cię pokarało. Normalnie z kosmosu się wzięły, cała czwórka”! No nie jest! Tak się składa, iż ktokolwiek idzie do psychologa, to idzie po rozwiązanie problemu. Nie da się uzyskać czegoś innego, o ile nie chce się zmienić swojego postępowania, o ile nie chce się wyeliminować własnych błędów. Szlag mnie trafia, gdy myślę o tym, iż już ponad 30 lat temu specjaliści wytykali matce jej patologiczne metody wychowawcze, a ona nie chciała tego przyjąć do wiadomości, dzięki czemu cała trójka mojego rodzeństwa w wieku dorosłym dostała diagnozę depresji, po całej masie problemów, jakie się stały ich udziałem, tylko dlatego, iż zarozumiała cipa nie chciała dopuścić do siebie myśli, iż nie jest taka nieomylna, jak jej się zdawało. Jestem jej jedynym dzieckiem, które wymknęło się depresji, ale ja już w podstawówce byłem czarną owcą, a z czasem się zorientowałem, iż nie ma sensu walczyć o uznanie rodziców, bo nigdy się go nie doczekam. Zresztą powiedzcie, jak często dzieci przynoszą wam wiadomości, iż zostały laureatem olimpiady przedmiotowej – i to z dwóch przedmiotów, zwłaszcza takich, jak matematyka i fizyka? I jak myślicie, jak reagują rodzice? Bo moja matka powiedziała „No, cieszę się, ALE TY POWINIENEŚ mieć same piątki”. Co ciekawe, prawdopodobnie tego nie pamięta, to było dla niej takie normalne zachowanie, zresztą pod tym względem, młodszemu rodzeństwu przykręciła jeszcze śrubę, bo oni nie potrafią sobie przypomnieć, by byli przez mamę przytulani, no chyba iż sami się jej na kolana wpakowali. Teoria matki na temat problemów ze mną była taka, iż rozpieściła mnie rodzina, którą często odwiedzałem. Być może więc odcięła pozostałe dzieci od okazywania miłości, by ich” nie rozpieszczać”, nie wiem. W każdym razie ja po kilku takich olśnieniach, jak obserwacja reakcji na mój sukces, zareagowałem jak Czarek Pazura:

Marek Koterski – Nic śmiesznego, budka telefoniczna

Po prostu, gdy ktoś mówi do ciebie, jak niebezpieczny skurwiel, i zachowuje się wobec ciebie jak niebezpieczny skurwiel, to nie daj się nabrać: To jest niebezpieczny skurwiel! Oddal się na bezpieczną odległość i sprawdzaj od czasu do czasu, czy czegoś nie kombinuje, tak jak ja to zrobiłem.

Dezerter – Musisz być kimś

Wracając do artykułu, jest to publikacja co najwyżej popularnonaukowa. Nie jest to żadna analiza, ani tym bardziej żaden poradnik wychowawczy. Oczywiście pewne problemy są zasygnalizowane, pewne ogólne rozwiązania również, ale gdy rodzic zauważa poważny problem wychowawczy, to znaczy iż powinien się udać do specjalisty. Zwłaszcza, gdy dotyka on uzależnienia od internetu lub wynika z zagrożeń występujących w sieci. Nie sądzę, byśmy mogli sobie pozwolić na całkowite odcięcie dziecka od tego obszaru, podobnie jak nie możemy sobie pozwolić na analfabetyzm dziecka, więc nie wystarczy dziecku zabrać telefon, ani nałożyć blokadę na internet.

Kończąc temat uzależnienia dzieci od urządzeń elektronicznych i sieci, chciałem zwrócić uwagę na najważniejszy zwrot: SAMOTNOŚĆ DZIECKA. Oczywiście rodzice zajmując się swoimi sprawami (nie jest istotne, czy jest to chlanie, skrolowanie fejsa, dbanie o ciągły porządek i nieskazitelną czystość domu, czy też pomnażanie dóbr materialnych) znajdą dla siebie tysiąc usprawiedliwień, dla dziecka ich jednak nie mają. Problem nie znika, a jak napisałem, tej samej wyrozumiałości, co do siebie samych, brakuje rodzicom w stosunku do dziecka, jakby nie miało ono prawa do błędów. Dziesiątki, jeżeli nie setki razy słyszałem od ludzi zwrot „zawiodłeś rodziców”, ale nigdy nie słyszałem „zawiedliście swoje dzieci”.

Ach, jeszcze jeden istotny termin wart jest odrobiny uwagi: KONTAKT DZIECKA Z WŁASNYMI EMOCJAMI. o ile dziecko zamiast zjeść, gdy jest głodne, gra w grę, zamiast się przytulić do rodzica, gdy czuje się zagrożone, także gra w grę, a zamiast pójść spać, gdy jest zmęczone również gra, to jest to ewidentny znak, iż tego kontaktu nie ma. Co gorsza, rodzice nie widzą problemu. Drugi z moich braci, pomimo terapii jaką przeszedł i prawie 50 lat na karku, ma problem z uznaniem znaczenia kontaktu z emocjami, wyśmiewa go i nie jest w tym odosobniony. adekwatnie mało kto sam z siebie uznaje tę wiedzę, więc mnie to nie dziwi, bardziej mnie to martwi. Ćwiczenia w rodzaju dzienniczka uczuć, bądź gimnastyki relaksacyjnej są przedmiotem drwin ze strony laików. kilka można z tym zrobić, ale wspomnieć nie zaszkodzi.

Stanisław Bareja – Miś, Lądy i morza przemierzam

Temat bardzo ciężki, więc na zakończenie coś śmieszniejszego, z zupełnie innej beczki. Moja ulubiona polityczna pipa i mazgaj, Zbigniew Miękiszon Zero, po brawurowych ucieczkach na Węgry, a potem do USA, podczas gdy nikt go jeszcze nie gonił, raczył był wczoraj zmienić ton z płaczliwego na histerycznie-prześmiewczy, bo znów zaczął mówić o fujarach, które go nie złapały. Zbyszku, takie wyjaśnienie: Nie ma sensu za tobą się uganiać, bo siara, która robisz partyjnym kolegom uciekając jest cenniejsza, niż posadzenie cię w celi. Dopóki alfons jest prezydentem, dopóty wiadomo, iż każdy taki zbrodniarz z waszej mafii, z tobą włącznie, zostanie ułaskawiony tuż po ogłoszeniu wyroku, więc to miło z twojej strony, iż przynajmniej pomagasz dowieść, iż jesteś tchórzliwym gówniarzem, który uciekając potwierdza winę. Gdy byłem ośmio-dziesięciolatkiem, miałem w zwyczaju kpić ze starszych kolegów, którym udało mi się uciec podczas jakichś dziecięcych, mało istotnych niesnasek towarzyskich. Nie było to mądre, bo jeżeli taki koleś sam nie odpuścił, to wcześniej czy później mnie dopadł z zaskoczenia. Dlatego oduczyłem się tak robić jeszcze przed ukończeniem 12-go roku życia. A ty, Zbyszku, ile masz lat, iż ci jeszcze nie przeszło? Nie gorączkuj się, gdy będą sprzyjające warunki, zostaniesz osądzony, a sąd pewnie weźmie pod uwagę twoje pyskowanie i nie będzie to okoliczność łagodząca. Póki co, nie jesteś aż tak ważny, by dla ciebie ryzykować konflikt z supermocarstwem, przecież i tam się zmieni w końcu władza. Z Heleną Trojańską nie masz wiele wspólnego, co najwyżej z koniem trojańskim.

Читать всю статью