237. Самоубийство, танго, остатки.

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 1 день назад

Bardzo nie lubię, gdy ktoś gada pierdoły na temat zdrowia. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy o chorobach śmiertelnych (tzn. takich, które nieleczone prowadzą do śmierci). Szczególnie, gdy osoba gadająca pierdoły produkuje coś opiniotwórczego, np. filmy i wysługuje się w tym celu znanymi twarzami, jak Tomasz Kot, Janusz Chabior, Jacek Braciak. Częściowo wynika to z tego, iż kilka dobrze znanych mi osób odwaliło kitę ignorując zalecenia medyczne, bo gdzieś (na ogół w internecie) coś (pierdoły) było napisane na temat choroby i jej domowego leczenia. Mogli żyć, woleli udawać, iż się znają na czymś, o czym nie mają zielonego pojęcia. UWAGA, BĘDĄ SPOJLERY, ale i tak filmu nie da się bardziej zepsuć.

Samobójstwo (samobój), ciąg pijacki (tango), poukładanie życia i naprawa relacji z bliskimi (remanent), to 3 możliwości na resztę pobytu na tym łez padole, jakie wymyślił filmowy terapeuta uzależnień (Chabior) dla swego pacjenta, alkoholika (Kot), który dowiedział się, iż ma zaawansowanego raka i zostały mu 3-4 miesiące życia.

Naprawdę??? Nie można było się przespacerować na oddział onkologiczny, porozmawiać z lekarzami, pielęgniarkami, psychologami? Musiał pan scenarzysta (Cezary Harasimowicz) wymyślać możliwości prosto z dupy? Opierać się na mało wyszukanych stereotypach? Tak w dużym skrócie: Chory na zaawansowany nowotwór ma z grubsza rzecz biorąc 2 bardziej sensowne od filmowych opcje: o ile jest szansa, w sensie, gdy medycyna potrafi leczyć takie przypadki, pacjent idzie się leczyć, dba o dobre odżywianie, dobrą opiekę anestezjologiczną (przeciwbólową), dba o relaks i dobrostan. Gdy nie ma totalnie szans, gdy onkolog nie wie za co się chwycić, tyle jest przerzutów i tyle narządów poważnie uszkodzonych, jest opieka paliatywna, czyli adekwatnie to samo, ale bez agresywnego leczenia, które i tak by nie przyniosło rezultatu, a stałoby się źródłem dodatkowego cierpienia. Można też rozważyć eutanazję, ale nie w tak chorym kraju jak Polska. Żaden onkolog, żaden psycholog nie będzie zalecał remanentu życiowego, zwłaszcza takiego, który pochłania energię chorego. Owszem, można skonsultować z psychologiem pewne pomysły na zepsute relacje z bliskimi, ale nie sądzę, by specjalista dawał tu jakieś złudzenia, najprawdopodobniej powie „przeprosić zawsze warto, ale nie obiecuj sobie za wiele”. To znaczy jest tak, iż na dwoje baba wróżyła, ale przecież relacje się rozpadły z jakichś powodów i teraz pozostają pytania, czy te powody ustały, bo jak nie, to choćby sakramentalne „ODPUSZCZAM” kilka zmieni, a przecież nie zawsze ono nastąpi.

Nie, nie wiem jak można proponować choremu samobójstwo lub ciąg alkoholowy. choćby o ile to tylko film. No właśnie, jaki to film? „Żyć nie umierać” się nazywa i takiego antyterapeutycznego gówna to dawno nie widziałem. Bo baboli jest tam więcej. Na przykład klub abstynentów jest w nim urządzony na wzór ordynarnej knajpy, a przebywający tam uzależnieni zachowują się jak napici frajerzy wznoszący kolejne toasty z tym, iż robią to napojami bezalkoholowymi. No żesz URWAŁ JEGO RAZ, choćby pijany terapeuta powtórzy, iż to jest książkowy przykład picia na sucho, powtarzanie tych samych zachowań, uruchamiania tych samych mechanizmów, co w czynnym uzależnieniu. Tak nie może wyglądać klub walczących z nałogiem alkoholików. Po prostu nóż się w kieszeni otwiera. To byłby całkiem interesujący zabieg, zrobić film o samozwańczym terapeucie i uzdrowicielu z choróbsk wszelakich, który może i w dobrej woli, ale zabija ludzi podsuwając im pomysły dające efekt przeciwny, niż leczenie. Niestety, ani przez moment nie odniosłem wrażenia, by właśnie taką rolę spełniała tu postać grana przez Chabiora. Ewidentnie scenarzysta z reżyserem do spółki są przekonani, iż tak wygląda najlepsza pomoc dla trzeźwiejącego alkoholika, który przy okazji dostał diagnozę nowotworu płuc.

Jest jeszcze jedna bulwersująca scena w tym filmie. Autor sugeruje, iż rodzajem normy jest jakaś koszmarna pomyłka, w której lekarz umierającemu na raka człowiekowi mówi na podstawie wyników tomografu, iż nowotwór ustąpił, bo rzeczywiście zdjęcia z tomografii są czyste. adekwatnie dopiero przy łamaniu wszystkich procedur można podmienić niechcący wyniki i dać do opisu medycznego tomograf innego pacjenta. Trudno to osiągnąć, ale da się. Skrajnie mało prawdopodobne, ale niech będzie. Tylko jak można, dla wątpliwego sposobu podbicia napięcia wrzucić to w scenariusz i nie myśleć o ludziach, którzy to będą oglądać?! Nowotwory są dość powszechne, każdy pięćdziesięciolatek zna, bądź znał kogoś, kto się z nimi zmagał. Wśród oglądających film będą i chorzy. I teraz wyobraźmy sobie pacjenta onkologicznego, który odbywa chemioterapię, wszystko działa, pacjent ją dobrze znosi, choroba ustępuje, po dwóch miesiącach dostaje czysty tomograf, zero raka. No, ale oglądał ten cholerny film i teraz się zastanawia, czy rzeczywiście go nie ma. A może został oszukany? Albo to zwykła pomyłka! Może umiera, a lekarz nie chce go leczyć? Co za durny pomysł! Przecież tak można popaść w paranoję! Psychoza jak nic!

Perfect – Opanuj się

Poza tym film choćby artystycznie jest dziurawy. Bohaterzy przenoszą się w cudowny sposób między Warszawą a Budapesztem, jakby to była trasa z Nieporętu do Zegrza, mamy permanentny brak logiki w przeobrażeniach postaci, brak logiki w działaniach, zwłaszcza ewolucja głównego bohatera jest mętna i niejasna. adekwatnie znalazłem tylko dwa plusy: Gra aktorska, to jeden. Drugi, to zobrazowanie, iż domaganie się odmiany zniszczonych relacji międzyludzkich, tak z dnia na dzień, jest nie tylko liczeniem na cud, ale wręcz ociera się o głupotę i samolubną bezduszność.

Podsumowując, nie wiem skąd wzięła się nota 6,2/10 na filmwebie, na jakiej podstawie została wystawiona. Na szczęście krytycy uratowali honor widowni, dając obrazowi 3,7/10. Film jest w ofercie netflix.

To nie jest recenzja. To jest wyraz mojej irytacji, mojego gniewu na scenarzystę. Człowieku, ogarnij się!

Читать всю статью