231. Studniówka. Już zapomniałem, ile budzi emocji.

okolicepiecdziesiatki.wordpress.com 14 часы назад

Po pożegnaniu z Onet Premium, wynikającym z gównianej jakości dziennikarstwa, jakiś czas zastanawialiśmy się z małżonką mą Świechną, co kupić w to miejsce. Do finału doszły Polityka oraz Tygodnik Powszechny i mielibyśmy twardy orzech do zgryzienia, ale w tym właśnie momencie nadeszła pani promocja, która przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść Polityki, czyniąc jej prenumeratę dwukrotnie tańszą, niż TP. Jeszcze nie miałem czasu porządnie się rozsiąść, ale wstępne obwąchiwanie treści wskazuje na dużo wyższą jakość od porzuconego portalu. I tak, jako jeden z pierwszych artykułów napatoczył mi się felieton Dariusza Chętkowskiego o współczesnych studniówkach.

Moja studniówka odbyła się 36 lat temu, więc zdążyłem już zapomnieć, jakie budziła emocje. Być może dlatego, iż nigdy nie byłem fanem wielkich imprez, z którymi wiążą się jeszcze większe oczekiwania, nie zapamiętałem niczego, co byłoby warte opisu szczegółowego. Większe wrażenia wiążą się z samym przygotowaniem, gdzie po raz pierwszy widziałem, jaki talent drzemie w moich rówieśnikach. Projektowanie i wykonanie dekoracji (tradycyjnie wymalowanych na olbrzymich połaciach papieru pakowego) i programu studniówkowego było czymś, co uświadomiło mi, iż i z nas „COŚ KIEDYŚ WYROŚNIE”. Dlatego też z dość dużym niesmakiem przyjąłem mało konstruktywną krytykę dyrektora głównego, który miał jakiś problem z abstrakcyjnym humorem, który pojawił się w spektaklu studniówkowym. Tym bardziej, iż po latach, to on stał się tym punktem programu, który najmocniej trzyma się w mojej pamięci (a byłem tylko widzem, ręki nie przyłożyłem do widowiska). Sama zaś impreza…, cóż, dla mnie nie różniłaby się od przeciętnej szkolnej potańcówki, gdyby nie przygotowany katorżniczą pracą uczestniczących w tym procesie mam catering i obsługa kelnerska, ale to przecież znamy z polskich wesel, więc nie jest to taka osobliwość. Najbardziej pamiętam, iż byłem przejęty uczestnictwem w tym balu i zadowolony, iż obyło się bez jakiegoś większego obciachu.

Mniej więcej pod koniec tysiąclecia dotarło do mnie, iż już nie ma takich studniówek, iż teraz wynajmuje się sale z obsługą kelnerską w hotelach i domach weselnych. W pierwszym odruchu wzbudziło to mój protest, iż to takie pójście na łatwiznę. Jednak gdy sobie pomyślałem o bezpieczeństwie, to stwierdziłem, iż wynajęcie lokalu z obsługą, to chyba nie jest najgorsze wyjście. Gdy sobie przypomnę papierowe dekoracje albo wiszącą nisko nad głową modną wówczas siatkę maskującą, wszystko łatwopalne, do tego wyjścia awaryjne ze szkoły pozamykane, żeby nie wchodziły nieproszone osoby, to cieszę się, iż zwyczaje się zmieniły. Alkohol, palenie papierosów (nie tylko w ubikacji, także za łatwopalnymi dekoracjami), rzucanie niedopałków… Wszystko fajnie, dopóki nic się nie stanie, ale gdy sobie o tym pomyślę, przecież my za to byliśmy odpowiedzialni. Łatwiej zamknąć wszystkie wyjścia, niż opłacić strażników. Wszystko robione metodą „na chciwego cwaniaka”, ale z drugiej strony, z ogromnym gestem, jeżeli chodzi o nadmiarowe jedzenie, które po imprezie zniknęło nie wiadomo gdzie. Innymi słowy: Ktoś się narobił, ktoś stworzył zagrożenie, ktoś inny się zabawił i machnął ręką na wszystko inne, a jeszcze ktoś inny wykorzystał zamieszanie dla korzyści materialnych. Jak to w komunie!

Perfect – Czytanka dla Janka

I teraz, dopiero w czwartym akapicie, dochodzę wreszcie do sedna, czy też poruszonych przez Dariusza Chętkowskiego problemów współczesnych studniówek, do których mam ochotę się ustosunkować. Przede wszystkim chodzi mi o dwa z nich: Pierwszy, to kwestia zapraszania nauczycieli (autor felietonu Polityki sugerował, iż to uczniowie powinni decydować, który z nich będzie zaproszony, a który nie), a drugi, to kwestia braku sprawozdań finansowych (twierdził, iż uczniowie nie dowiadują się szczegółowo, na co idą ich pieniądze). Oba wzbudziły moje emocje, choć z innych powodów.

Studniówka, to tradycyjny bal maturzystów i przygotowujących ich nauczycieli, a nie impreza grupy koleżanek i kolegów. Wybieranie, kogo z nich chcemy zaprosić, a kogo nie, to zwykłe publiczne piętnowanie. Ja rozumiem gówniarską chęć odegrania się na jakimś nielubianym nauczycielu, ale od tego są dwa, a choćby trzy sposoby: jeżeli zarzuty są konkretne, jest dyrekcja, jest kuratorium oświaty, tam można składać oficjalne protesty i dowiadywać się o efekcie ich rozpatrzenia. Sposób trzeci, to powiedzieć nauczycielowi prosto w oczy, co się o nim myśli. Jak się ktoś boi to zrobić przed maturą, to może to zrobić po egzaminie. Można też oceniać nauczycieli w trakcie nauki, być może powinna wisieć sobie tablica, na której są wymieniane wtopy i zasługi każdego nauczyciela. Może na stronie szkoły? Ocena od uczniów, ocena od dyrekcji, wyniki absolwentów tego pedagoga. Ale nie wyobrażam sobie, żeby wykluczać aktualnych nauczycieli z oficjalnych szkolnych imprez na podstawie lubienia, bądź nielubienia przez uczniów. Pan Chętkowski argumentował to tym, iż teraz studniówka jest poza szkołą, więc nauczyciele nie są jej gospodarzami. Tyle, iż bal bez nauczycieli, to nie studniówka. Maturzyści są dorośli, mogą zorganizować dowolną inną imprezę i zaprosić na nią wybranych nauczycieli, bądź nie zapraszać ich wcale. Mogą też w ogóle zrezygnować z robienia studniówki, w końcu jesteśmy wolnymi ludźmi, ale takiej gówniażerki sobie nie wyobrażam, by uczniowie decydowali, których nauczycieli zaprosić na studniówkę, a których nie. Gdybym był pedagogiem, zbojkotowałbym takie gówno. Zwłaszcza, iż dla nauczycieli, to nie jest aż taka atrakcja, jak się uczniom wydaje. Oni mają to co roku i naprawdę, nie każdy musi być miłośnikiem oglądania pijanych/ zaćpanych podopiecznych lub koleżanek/ kolegów z grona pedagogicznego.

Jednym z argumentów Chętkowskiego za oddaniem decyzji o zaproszeniu każdego nauczyciela z osobna uczniom jest, iż to młodzież płaci. Przyznam, iż to jedno z najbardziej patologicznych uzasadnień, jakie słyszałem. Czyli co, unieważniamy definicję studniówki, cała latami budowana historia edukacji, tak ogólnopolskiej, jak i tej lokalnej – w tej konkretnej szkole ma się nie liczyć, rola nauczyciela i pozostałych pracowników, cała nauka, jaką uczeń przyjął od wszystkich pedagogów przez lata zajęć w tej szkole idą do kosza, bo gówniarz wyciągnął pieniądze rodziców, więc teraz chce dzielić i rządzić zgodnie ze swym chwilowym kaprysem??? Tego chcemy uczyć przyszłe pokolenia? Przysporzyć Światu nowych Trumpów, którym się zdaje, iż skoro mają kasę, to wolno im lekceważyć ludzi, bo płacą blikiem? Tym bardziej, iż to sami uczniowie zgłosili się do nauczycieli z prośbą o wykształcenie! Nie kupuję tego, zgłaszam sprzeciw!

Kryzys – Dolina lalek

Pojawił się też pomysł, żeby nauczyciele sami płacili za swój udział w studniówce. Powiem tak: Ja z pewnością bym nie zapłacił za coś, na co nie mam ochoty. Rytuał studniówkowy mogę przeboleć, jako wyraz szacunku dla szkoły, nauczycieli, innych pracowników i uczniów, ale żebym płacił za imprezy, które mnie nie bawią, to już nie bardzo. I to bez żadnej urazy!Po prostu, to nie jest mój styl relaksowania się. Nie to jednak powoduje mój największy sprzeciw wobec idei płatnego udziału belfrów. To właśnie wśród młodzieży licealnej największą popularność mają rożne Menzeny, Brauny, czy Janusze Korwin-Mikke, głoszące zniesienie podatków. Każdy uczeń, który płacze, iż musi płacić za studniówkowy wieczór nauczycieli powinien wiedzieć, iż dzięki podatkom w ogóle tych nauczycieli posiada, ma gdzie się uczyć, ma też szansę iść na studniówkę, podejść do matury, złożyć papiery na studia. To całkiem dobra lekcja: „Płaczesz dzieciaku z powodu dodatkowych kilkudziesięciu złotych, a nie zauważasz, iż podatki sfinansowały pensje i ubezpieczenia tych wszystkich nauczycieli, którzy przez cztery, czy pięć lat nauki się z tobą użerali. Musiałbyś zamiast raz na cztery lata 400 złotych, płacić co miesiąc 4 tysiące, gdyby nie było podatków. Rodzice by ci odpisali od kieszonkowego, fajna perspektywa?”.

W ogóle chciwość uważam za jedną z wiodących polskich cech w ujęciu procentowym dla populacji. Jak widać po dotychczasowym opisie, to płacić nie ma komu, ale już uczyć się cztery lata za darmochę, bądź się zabawić, to i owszem, chętnych jest wielu. Wraz z tematem płacenia za nauczycieli, pojawiła się kwestia finansowania ich osób towarzyszących. Uważam, iż w tym wypadku powinno być tak jak z uczniami. Chcą przyjść z osobami towarzyszącymi, nauczyciele też powinni z nimi przychodzić. Chcą zaoszczędzić? Niech zabawią się w swoim gronie, nauczyciele też się obędą bez swoich par. Znam przypadki studniówek, gdzie uczniowie zrezygnowali z wprowadzania osób towarzyszących. Nauczyciele też na imprezy branżowe jeżdżą tylko w swoim gronie, więc nie widzę problemu.

Oddział Zamknięty – Na to nie ma ceny

Na deser, postulowany przez pana Chętkowskiego nakaz przekazywania uczniom sprawozdań finansowych z wykorzystania środków przeznaczonych na studniówkę. Zgadzam się z nim całkowicie i szczerze powiedziawszy, ja się dziwię, iż tego obowiąku jeszcze nie ma. Mam dosyć tego polskiego cwaniactwa, gdzie ze wspólnej puli kupi się po cichu coś dla wybranych. Zresztą przejrzyste rozliczenie jest także zabezpieczeniem przed problemami prawnymi dla zarządzających pieniędzmi. Toż choćby za komuny moja nauczycielka organizując wycieczkę szkolną robiła kopie rachunków, a pozostałe pieniądze co do grosza przekazywała do dyspozycji komitetu rodzicielskiego. BO BYŁA UCZICIWA. Ale oto dowiaduję się, iż to nie są powszechne obyczaje. To chyba kolejna polska przypadłość: Jak tylko ktoś gdzieś ma jakąś funkcję, to zaraz zaczyna kombinować co tu zrobić, żeby dostać więcej, niż z racji tej funkcji mu przysługuje.

Читать всю статью