22 proc. uczestników sondażu INSA z 27 i 28 sierpnia zadeklarowało, iż opuściłoby Niemcy po objęciu władzy federalnej przez AfD. Badanie na próbie 1001 osób pokazało też, iż 47 proc. spodziewa się szkody dla kraju. Wynik odsłania głęboki kryzys zaufania i społeczne pęknięcie u naszego sąsiada.
22 proc. wskazuje wyjazd z Niemiec
Sondaż INSA dla dziennika „Bild am Sonntag” przeprowadzono 27 i 28 sierpnia na próbie 1001 osób. Ze stwierdzeniem o opuszczeniu Niemiec po dojściu AfD do władzy federalnej zgodziło się 22 proc. badanych. Przeciwnego zdania było 60 proc., a 18 proc. nie potrafiło lub nie chciało odpowiedzieć. Maksymalny margines błędu wyniósł 3,1 pkt proc.
Jeszcze mocniej brzmi odpowiedź na pytanie o skutki ewentualnych rządów partii. Według badania INSA opisanego przez „Bild am Sonntag” 47 proc. respondentów uznało, iż objęcie władzy przez AfD zaszkodziłoby Niemcom. Nie zgodziło się z tym 36 proc., a 17 proc. pozostało niezdecydowanych lub bez odpowiedzi.
Deklaracja w ankiecie nie jest biletem kupionym na wyjazd. Pokazuje jednak temperaturę sporu. Niemcy mają do czynienia z sytuacją, w której duża część społeczeństwa widzi w AfD ratunek przed błędami dotychczasowych elit, a inna duża grupa traktuje perspektywę jej rządów jako powód do opuszczenia państwa.
Elity wyhodowały własny kryzys
AfD nie urosła w politycznej próżni. Wieloletnie ignorowanie skutków niekontrolowanej migracji, problemów bezpieczeństwa i gospodarczych kosztów błędnych decyzji energetycznych podważyło zaufanie do partii głównego nurtu. Zamiast uczciwej korekty kursu wyborcy często słyszeli moralizowanie. Tak nie odzyskuje się wiarygodności.
W sondażu znalazło się także pytanie dotyczące Saksonii-Anhalt. 43 proc. ankietowanych uważało, iż koalicja wszystkich pozostałych ugrupowań przeciw AfD jeszcze bardziej wzmocni tę partię. 32 proc. odrzucało taką ocenę. Kolejne 33 proc. wolało bezwzględną większość AfD niż wspólny rząd całej reszty, podczas gdy 52 proc. było przeciw.
Głosowanie z 6 września potwierdziło, iż nie były to akademickie rozważania. AfD zdobyła w Saksonii-Anhalt 43,8 proc. głosów, a CDU spadła do 17,2 proc. Partia Ulricha Siegmunda nie uzyskała samodzielnej większości mandatów, ale odniosła bezsporny triumf. Wynik postawił niemiecki system partyjny przed próbą, której nie da się rozwiązać samym wykluczaniem milionów wyborców z debaty.
Protest nie zastępuje polskiego rachunku
Z polskiej perspektywy trzeba oddzielić dwa porządki. Krytyka masowej migracji, centralizacji Unii Europejskiej i oderwania elit od obywateli jest uzasadniona. Nie wynika z tego zgoda na każdy punkt programu AfD. Partia kwestionuje pomoc dla Ukrainy, opowiada się za zmianą relacji z Rosją i przedstawia rozwiązania gospodarcze, których skutki poniosłaby także Polska.
Niemcy są naszym największym partnerem handlowym i państwem o zasadniczym znaczeniu dla europejskiego bezpieczeństwa. Polacy zapłacą wyższą cenę, jeżeli kryzys polityczny za Odrą osłabi gospodarkę, Schengen albo wspólne odstraszanie Moskwy. Dlatego pomysły AfD dotyczące euro i swobodnego przepływu należy liczyć w złotówkach, miejscach pracy i czasie oczekiwania na granicach.
Państwo ma słuchać obywateli
Sondaż nie dowodzi, iż miliony Niemców rzeczywiście wyjadą. Dowodzi czegoś wystarczająco poważnego: spór o władzę przestał być zwykłą konkurencją programów, a zaczął dotyczyć poczucia przynależności do własnego państwa. To sygnał porażki klasy politycznej, która dopuściła do tak głębokiego zerwania więzi między obywatelami.
Lekcja dla Polski jest prosta. Państwo musi chronić granice, bezpieczeństwo i kulturową ciągłość, zanim frustrację przejmą siły oferujące razem z potrzebną korektą także rozwiązania sprzeczne z polskim interesem. Władza, która nie słucha narodu, sama przygotowuje grunt pod polityczne trzęsienie ziemi.
Źródła: „Bild am Sonntag”, naTemat.pl, MDR








![Spotkanie wybielające stalinowską zbrodniarkę w POLIN przerwane przez Młodzież Wszechpolską [+VIDEO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/09/Przerwanie-spotkania-w-muzeum-POLIN-fot.-x.com_.jpg)


