22 czerwca 1941 – przełomowa data II wojny światowej

myslpolska.info 4 часы назад

Nie będę mówił o przebiegu inwazji III Rzeszy na ZSRR, o niesławnym „Fall Barbarossa”. Będzie to krótka refleksja historiozoficzna o paradoksach historii. Tym bardziej, iż data ataku na ZSRR jest dziś w Polsce w ogóle nieobecna w pamięci i refleksji dziejowej, pomimo jej absolutnie zasadniczego, przełomowego znaczenia dla losów II wojny światowej.

I – co jeszcze ważniejsze dla nas – dla losów sprawy polskiej. Wymazaniu znaczenia tej daty „pomaga” w Polsce nienawiść do ZSRR i współczesnej Rosji. o ile się o niej mówi, to wyłącznie w kontekście wyśmiewania radzieckiej i rosyjskiej idei „Wielkiej wojny ojczyźnianej”. Dla zrozumienia tamtego czasu, dla zrozumienia tamtego świata, ale i w ogóle, dla zrozumienia istoty stosunków międzynarodowych, pogłębiona refleksja nad 22 czerwca 1941 jest obowiązkiem sine qua non – bez tej refleksji nic się z historii nie zrozumie, pozostawiając główne role mitom i legendom.

Spójrzmy na sytuację u progu realizacji planu Barbarossa. III Rzesza jest tuż po kampanii bałkańskiej – która nawiasem mówiąc, trwa do początków czerwca 1941 i zasadniczo wpłynie na losy inwazji na ZSRR, ale mniejsza o to, bo to zdecydowanie kwestie natury wojskowej. Kontynentalna Europa leży u stóp Hitlera. Pokonał on tu wszystkich swoich wrogów, których okupuje, stworzył sieć państw zależnych od siebie – państwo Vichy, Słowacja, Chorwacja; posiada jawnych sojuszników – Włochy, Węgry, Rumunia, Finlandia; istnieją też państwa neutralne, niejawnie przyjazne Hitlerowi jak Hiszpania, bądź przynajmniej nie przeszkadzające, jak Portugalia, Szwecja, Szwajcaria. W okupowanych krajach, poza Polską (nawet w Serbii istnieje tzw. rząd Milana Nedicia pod niemieckim nadzorem), jest wiele środowisk patrzących z sympatią na Niemcy i uznających, iż w sytuacji totalnego niemieckiego zwycięstwa lepiej ze zwycięzcami ułożyć przyszłość niż prowadzić walkę bez perspektywy zwycięstwa. Co więcej, taki nurt istnieje również w Wielkiej Brytanii, która samodzielnie, ale jako samotna dosłownie i w przenośni, stawia czoła III Rzeszy, aczkolwiek w zakresie ograniczonym jej skromnymi możliwościami. Nie rozbudzone jeszcze mocarstwo za oceanem – Stany Zjednoczone – wcale nie mają ochoty ponownie ratować Europy, jak w I wojnie światowej. I jeszcze jedno – III Rzeszę, jako pokłosie Paktu Ribbentrop – Mołotow, wiążą z ZSRR traktaty handlowe – z 19 sierpnia 1939, 11 lutego 1940 i 10 stycznia 1941. W okresie od pierwszej umowy po praktycznie sam dzień 22 czerwca 1941, ZSRR dostarczył III Rzeszy gigantycznych ilości ropy naftowej, zbóż, rud metali, fosforanów, platyny itp. Innymi słowy, wszystkie inwazje III Rzeszy, aż po maj 1941 odbywały się z dużym wspomożeniem materiałowym ze strony ZSRR.

Zatem Hitler jest zwycięzcą, panuje nad Europą, a samotna Anglia (która nie uległa Niemcom jedynie dlatego, iż ci nie posiadali ciężkich bombowców strategicznych, jak USA i Wlk. Brytania, które później zdruzgotały III Rzeszę), stanowi jedyny punkt jako takiego oporu, w zasadzie jedynie siłą woli Winstona Churchilla i podobnie jemu myślących Brytyjczyków, uzbrojona głównie w piękne słowa a bez możliwości dokonania poważnej akcji zaczepnej. Perspektywy dla III Rzeszy rysują się znakomicie. Uspokojenie sytuacji w Europie kontynentalnej i upływ czasu jedynie zwiększą nacisk środowisk chcących żyć zwyczajnie i normalnie (aczkolwiek w systemie niemieckim, ale cóż z tego), na przejście do pokojowej fazy panowania Hitlera nad kontynentem. III Rzesza ma również niejakie perspektywy zdobycia terenów kolonialnych, a także zdobycia sobie polityków arabskich i serc Arabów. Nie łudźmy się – w takiej sytuacji Stany Zjednoczone nie ruszą palcem, żeby ratować Europę, która sama już będzie chciała ustanowienia pokojowych stosunków z Hitlerem. Churchill? Cóż, wytrzyma jeszcze trochę, ale dla realistów pokojowe panowanie Hitlera będzie wskazówką do zmiany. I Churchill przegra wybory. Jakie w tej sytuacji może mieć nastawienie Stalin, który nie wierzy w fałszywość intencji Hitlera i dobrze wychodzi na handlowej współpracy (także wojskowej – technologie, sprzęt, zakup nieukończonego ciężkiego krążownika Lutzow – ze znakomitego typu Admiral Hipper – wraz z wszystkim potrzebnym do jego ukończenia) z Niemcami. Nie będzie myśleć ani o zerwaniu stosunków ani o jakimś odbijaniu Europy z rąk niemieckich. Hitler ma zatem wszystkie atuty w ręku. Ale wówczas górę bierze w nim obsesja i szaleństwo. Ale o tym za chwilę.

Sprawa polska – w systemie opisanym wyżej, rozumiana jako przywrócenie niepodległej Polski w przedwojennych granicach – nie tylko nie istnieje, ale nie ma absolutnie żadnych widoków. Jedyne na co możemy liczyć w urządzonej już w quasi-pokojowych warunkach niemieckiej Europie, to niewielka autonomia i formalna władza nad Generalnym Gubernatorstwem, oczywiście tym pierwotnym, mniejszym, bez Lwowa i Małopolski Wschodniej. I bez mrzonek, iż ktoś w Europie z tego powodu będzie kruszył kopie z hegemonem z Berlina. A rząd londyński (plus inne rządy emigracyjne)? Po zmianie politycznej w Wlk. Brytanii przyszedłby umyślny i powiedział – „cóż, miło się z panami rozmawiało, ale musicie już iść”. Zatem perspektywa totalnej dominacji Hitlera nad Europą, nadto, zaakceptowanej przez świat, wisi nad nami jak miecz Damoklesa. Jak najgorsza z możliwych klęska, bez szans na odwrócenie sytuacji. Wystarczy, iż Hitler wyzbędzie się, a choćby jedynie złagodzi swe krwiożercze instynkty. I w tym momencie górę nad Hitlerem bierze jego szaleństwo. Opatrzność, natura tego człowieka? prawdopodobnie wiele czynników naraz.

Hitler owładnięty obsesją pokonania ZSRR, zdobycia lebensraumu na wschodzie oraz rasową nienawiścią i ideami uber- i untermeschów etc., decyduje się jednak na – spóźnioną – inwazję. Początkowe sukcesy oszałamiają. Klęski Armii Czerwonej, ogrom strat ludzkich i w sprzęcie, wreszcie miliony jeńców ujętych przez Niemców, którzy potem zostali w większości zamordowani i zagłodzeni przez niemiecki system zagłady – to właśnie dzisiaj stanowi centrum obchodów tego tragicznego z punktu widzenia Rosji dnia. Można to zrozumieć – perspektywa rosyjska, choć z natury subiektywna, nie jest przecież obiektywnie fałszywa. Ale perspektywa polska, a także perspektywa brytyjska, jest zasadniczo odmienna. W istocie, to, co dla Rosji jest powodem do płaczu i bólu, dla nas i dla Anglii, było politycznym przełomem absolutnie zasadniczym. Nie było drugiego takiego momentu w czasie II wojny światowej – poza jej samym rozpoczęciem – który miałby podobnie fundamentalne znaczenie. Zrozumiał to natychmiast Churchill, który – będąc radykalnym antykomunistą – pospieszył z deklaracją pełnego wsparcia dla zaatakowanego ZSRR. Doskonale wiedział, iż dzieje się na jego oczach historia, iż Hitler wchodzi na drogę, która może zniweczyć wszystko, co do tej pory obiektywnie osiągnął. Dla niego, dla Wielkiej Brytanii, był to oddech, którego potrzebował do dalszego istnienia, do przeżycia.

Także dla nas, dla sprawy polskiej, otworzyły się ogromne możliwości. Z marginalnej grupy osób, istniejących tylko dzięki dobrej woli Brytyjczyków, polski rząd w Londynie stał się na powrót podmiotem, rzeczywistym i poważnym czynnikiem ówczesnych stosunków międzynarodowych. To, iż swojej szansy nie wykorzystał, to już zupełnie inna historia, o której tutaj mówić nie będę.

Jeszcze słowo o Churchillu i Wielkiej Brytanii. W Polsce panuje od lat daleko posunięta nienawiść (często irracjonalna) do wyspiarskiego kraju za nie wywiązanie się z sojuszniczych zobowiązań, i do Churchilla jako zdrajcy sprawy polskiej w szczególności. Oczywiście, jest wiele argumentów, którymi można podeprzeć takie stanowisko. Ale myślenie polityczne wymaga czegoś więcej. Jędrzej Giertych zauważył kiedyś, iż Wielka Brytania zawiodła nas w wielu aspektach, ale nie wolno nie doceniać jej aktu wypowiedzenia wojny III Rzeszy, gdyż bez niego nie byłoby w ogóle sprawy polskiej, a sama Wielka Brytania za ten akt, w ostatecznym rozrachunku zapłaciła upadkiem imperium i degradacją w hierarchii państw na arenie międzynarodowej, a to niemała cena. Z kolei Churchill od 1943 walczył już przede wszystkim o uratowanie pozycji Wielkiej Brytanii (co mu się nie udało), a sprawę polską traktował po macoszemu, wręcz jak wiszący nad głową niechciany ciężar. Ale na tym polega realizm polityczny – na koncentracji przede wszystkim na swoim kraju i odsuwaniu problemów zewnętrznych, choćby oznaczały one sprzeniewierzenie się układom, których postanowień i tak spełnić się nie jest w stanie. Jędrzej nie pierwszy i nie ostatni raz ma tu zdecydowanie rację. Myślenie polityczne wymaga więcej niż tylko emocjonalnej, choćby najbardziej uzasadnionej reakcji. Wymaga szerokiego spojrzenia, antycypowania rozmaitych możliwości rozwoju sytuacji, wyważenia pozytywów i negatywów.

Churchilla i Anglików, nie musimy kochać, ani choćby lubić, ale tępą aprioryczną nienawiść do nich (i Anglosasów w ogóle), należy usunąć z polskiego myślenia politycznego, tak jak nie należy posługiwać się w nim emocjami i uczuciami, jako głównym narzędziem.

Niech nakreślone przeze mnie pokrótce fundamentalne kwestie związane ze znaczeniem dnia 22 czerwca 1941, będą przyczynkiem do przemyślenia tych spraw.

Adam Śmiech

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Читать всю статью