""1984" EKSPLODUJE W CAŁEJ AMERYCE: Gdy Big Brother pojawia się jako nowe centrum danych AI "

grazynarebeca5.blogspot.com 1 час назад

Inwazja na Killer Data Centers

Donald Jefferies

Kto kontroluje jakie dane?

Wikipedia mówi, iż centrum danych to "obiekt służący do przechowywania systemów komputerowych i powiązanych komponentów, takich jak systemy telekomunikacyjne i magazynowe. Centra danych są kluczową infrastrukturą do przechowywania i przetwarzania informacji, wspierają globalny system finansowy... oraz sztuczną inteligencję."

Obecnie budowane są centra danych na skalę nigdy wcześniej nie widzianą. Te duże, piękne centra danych zostały opisane jako "fundamentalne dla funkcjonowania współczesnego społeczeństwa." I, jak wiele innych niecnych rzeczy, mówi się, iż są najważniejsze dla bezpieczeństwa narodowego. To samo społeczeństwo, które tak bardzo troszczy się o bezpieczeństwo narodowe, zostawiło południową granicę całkowicie otwartą przez dekady, a teraz gorąco dąży do połączenia naszych sił zbrojnych z wojskiem innego kraju. W styczniu 2025 roku nasz ukochany były prezydent Biden podpisał rozporządzenie wykonawcze dotyczące rozwoju przywództwa Stanów Zjednoczonych w infrastrukturze sztucznej inteligencji, ze szczególnym naciskiem na centralną rolę AI w kształtowaniu gospodarki i naszej obrony narodowej. To zamówienie zapoczątkowało rozwój "krajowej infrastruktury AI", widocznie reprezentowanej przez duże centra danych. W końcu musimy "zapewnić konkurencyjność gospodarczą USA". To nie tak, iż budowa fabryk i ożywienie przemysłu krajowego by tego nie zrobiły.

Więc kto płaci za te wszystkie centra danych? To trochę niejasne, jak można się spodziewać. Wiemy, iż Google zainwestowało 40 miliardów dolarów tylko w Teksasie na AI i nowe centra danych. Jeden z raportów mówił, iż Microsoft planuje wydać 80 miliardów dolarów na to samo w 2025 roku. Firma Digital Realty obsługuje ponad 300 centrów danych na całym świecie. Wiemy tylko, iż to "fundusz inwestycyjny nieruchomości". Firma należąca do miliardera z Dubaju, przyjaciela Donalda Trumpa, wpłaca 20 miliardów dolarów. USA wynegocjowały z Arabią Saudyjską jakąś "umowę inwestycyjną" o wartości 600 miliardów dolarów. Podatnicy są trzymani w nieświadomości na temat lukratywnych dotacji dla centrów danych, a jedno ze źródeł twierdzi, iż płacimy około 1 miliona dolarów za każde utworzone miejsce pracy w centrum danych. W Izraelu Oracle Larry'ego Ellisona buduje nowe centrum danych, które zajmuje dziewięć pięter. Pod ziemią. Ze względów "bezpieczeństwa". "Eksperci" ostrzegają, iż "antyizraelski protestujący" są wśród tych, którzy sprzeciwiają się tym nowym centrom danych.

Jak zawsze, związek syjonistyczny jest wyraźny. W niezwykle odkrywczym niedawnym wystąpieniu "badaczka AI" dr Maya Ackerman powiedziała Amerykańskiemu Komitetowi Żydowskiemu: "zamiast próbować kontrolować cały świat i jakoś zarządzać tym, co dzieje się w tym wielkim zbiórku Wikipedii i mediów społecznościowych, możemy zwrócić się bezpośrednio do firm z jasnymi rozwiązaniami technicznymi i rzeczniczymi. Po raz pierwszy istnieje droga do poprawy cyfrowego świata." Z pewnością nie jestem "badaczem AI", ale myślę, iż uroczy syjonista przyznaje się do izraelskiego pragnienia kontrolowania świata tutaj. Wyobraź sobie, iż irański "badacz AI" powiedziałby coś takiego. Albo Rosjanin. Bari Weiss byłaby oburzona. Jerry Seinfeld może na następnym meczu Knicks będzie wiwatował trochę cichej. Wyraźnie istnieje potężne konsorcjum, które dąży do powstania tych centrów danych i rozwoju AI. W moim stanie Wirginia powstało lub jest budowanych ponad 600 nowych centrów danych. Demokratyczna gubernator Abigail Spanberger jest tym zachwycona. Ale tak samo jak Trumpenstein i jego sekta.

Pracowałem w dziale systemów informacyjnych prawie trzydzieści lat, w trzech różnych centrach danych. Moja wiedza o centrach danych ogranicza się więc do tego, czym były historycznie. Firmy lub agencje rządowe korzystałyby z centrum danych do przechowywania danych specyficznych dla swojej firmy lub agencji. Te nagłe supercentra danych mnie zaskakują. Mówi się, iż jeden w Utah miał być dwukrotnie większy niż Manhattan. Co? Ile serwerów to wymaga? A jakie dane są przechowywane w Utah? Żadna konkretna firma go nie zbudowała. Żadna specjalna agencja rządowa tego nie zrobiła. Jaki jest więc jej cel? Jaki jest cel powstawania ponad 600 centrów danych w Wirginii? Czy tak duża część stanu naprawdę była offline, iż wymagało 600 nowych centrów danych? Czy ktoś nie powinien zadawać tych pytań? Do czego jeszcze mogłyby służyć poza niecnym monitorowaniem AI? jeżeli nie są do obserwacji, wyjaśnij, do czego służą. Czyje dane są przechowywane i dlaczego jest ich tak dużo? Gdzie wcześniej były te wszystkie dane?

Choć niewielu naszych wybitnych liderów sprzeciwia się temu orwellowskiemu rozwojowi technologii AI, lokalny sprzeciw zablokował około 48 nowych centrów danych w 2025 roku. Znana sygnalistka Erin Brockavitch została ożywiona i wprowadziła mapę śledzących centra danych w całym kraju. Społeczności narzekają na koszty infrastruktury oraz wykorzystanie kluczowych zasobów, takich jak woda i energia elektryczna. W 2010 roku w całym kraju działało 310 centrów danych. Do 2024 roku liczba ta wzrosła czterokrotnie i w tej chwili eksplodują wszędzie. Aktywiści ekologiczni, tacy jak Greta Thunberg, wydają się nie przejmować ogromnym "śladem węglowym" tych superdużych centrów danych. Pozostaje pytanie, czy Amerykanie zdołają, choć raz, zorganizować skuteczny oddolny ruch, by powstrzymać te centra danych, które nie mogą służyć żadnej tradycyjnej funkcji IT. To nie tylko "teoretycy spiskowi" rozumieją, iż wszystkie te nowe "dane" mogą być wyłącznie osobowymi danymi obywateli amerykańskich.

W lipcu ubiegłego roku prezydent Trumpenstein podpisał rozporządzenie wykonawcze ułatwiające szybką i efektywną budowę infrastruktury centrów danych. Cóż, przynajmniej interesuje go jakaś infrastruktura. Na pewno nie jest zainteresowany modernizacją naszych dróg, mostów i sieci energetycznych. Trumpenstein ucieszył swoją sektę, usuwając Bidenowi wymagania dotyczące DEI i klimatu. Obietnice dotrzymane. Trump podpisał swoje pierwsze rozporządzenie wykonawcze dotyczące AI w 2019 roku, kiedy założył krajowe instytuty badawcze nad AI. Później podpisał kolejne rozporządzenie wykonawcze na rzecz rozwoju edukacji AI wśród amerykańskiej młodzieży. To dla dzieci. Trump wezwał swoich wielkich technologicznych sojuszników do Białego Domu, by podpisać zobowiązanie do zapewnienia własnej energii swoim centrom danych. Złamana obietnica Trumpa dotycząca cięcia kosztów energii elektrycznej o połowę przyniosła średni wzrost o 6 procent w 2025 roku. Jednak szczegóły "umowy" Trumpa pozostają tajne, choćby przed zwolennikami Republikanów. To jest "najpierw przegłos ustawy, potem przeczytamy", nie zrozumiałbyś.

Więc mamy tu Trumpensteina i Republikanów, którzy mocno naciskają na szybkie wdrożenie wielkich, pięknych centrów danych, podczas gdy Demokraci popierają to całym sercem. Pomyśl o tym jak o interwencji wojskowej w innym kraju. Ratunek bankowy. Albo podwyżkę płac w Kongresie. Dwupartyjność w najgorszym wydaniu. Trump, jak człowiek wśród ludzi, był zaniepokojony zniesieniem regulacji dotyczących AI. To nie tak, iż AI mogłaby być użyta do żadnych niecnych celów. To nie tak, iż niezliczone filmy i książki opierały się na tym, iż roboty/sztuczna technologia przejmują kontrolę i rządzą głupim, oddychającym ludzkim wątkiem. Nikt wcześniej nie widział tego filmu. Można by pomyśleć, iż biorąc pod uwagę sukces wszystkich dekad indoktrynacji, ten scenariusz wywołałby dużo strachu i złości. Społeczeństwo powinno już znać ten spisek. To i tak nigdy nie kończy się dobrze. AI nigdy nie okazuje się naszym przyjacielem. Może właśnie to widzimy podczas lokalnych protestów. Można by je choćby nazwać maleńkimi falami nadziei.

Sondaże pokazują, iż ponad dwie trzecie osób sprzeciwia się tym potencjalnie zagrażającym wolnościom centrom danych. Ludzie rzadko okazują taki rozsądek. W końcu właśnie przywrócili Lindsey'a Grahama do urzędu. Może więc więcej drobnych fal nadziei. Magazyn Time nazwał to "populistycznym odwrotem". Chciałbym wierzyć, iż istniała populistyczna reakcja na jakąś część tej przestępczości i korupcji. Tak jak polityczne poparcie dla centrów danych AI jest ponadpartyjne, tak samo jest opozycja ze strony społeczeństwa. The New York Times nazwał to "najbardziej ponadpartyjną kwestią od czasów piwa." Washington Post przyznał, iż ludzie są wściekli na tych "energożernych kolosów", ale próbował racjonalizować, w stylu państwowych mediów, rozbieżność między "przedstawicielami" a tymi, którzy wciąż irracjonalnie na nich głosują. Oczywiście, nie mogą tego zrobić, ale i tak nikt już nie czyta tych gazet. Nie da się naprawdę mieć "populistycznej reakcji" bez wolnej prasy. Czego oczywiście nie mamy.

Dwóch polityków, którzy sprzeciwili się centrom danych, to Bernie Sanders i gubernator Florydy Ron DeSantis. Nie ufam żadnemu z nich, ale ich sprzeciw tutaj jest godny uwagi. Globalne wydatki na te wielkie, piękne centra danych mają przekroczyć 7 bilionów dolarów do 2030 roku. Ale jak zwykle, elita ma plan awaryjny. w tej chwili pojawiają się także małe "centra danych", które można zainstalować w pojedynczych domach. Te same pytania dotyczą tutaj; Po co jakimkolwiek domom małe "centrum danych" i jakie "dane" miałyby być z tym zaangażowane? Tak jak nikt nie określa, co będą robić duże, piękne centra danych, tak teraz nie jest to robione, nikt nie dzieli się, co robiłby pojedynczy właściciel domu w "centrum danych". Co innego mogłaby zrobić, poza monitorowaniem osób i rodzin? System zabezpieczeń domowy na sterydach. Śledzenie korzystania z internetu. Oglądanie telewizyjne. Słuchanie muzyki. Rozmowy telefoniczne. Prywatne rozmowy. Zużycie energii. Czy ktoś by tego chciał?

Te wielkie, piękne centra danych są kulminacją dekad rządowych niszczących nasze wolności obywatelskie. Punkty kontrolne za jazdę pod wpływem alkoholu (czyli niekonstytucyjne blokady drogowe) oraz naloty oddziałów SWAT, które zniszczyły Czwartą Poprawkę. Patriot Act. Strefy wolności słowa. Mowa nienawiści, czyli przestępstwo myślowe. Sąd Najwyższy orzekł, iż policja nie ma obowiązku chronić społeczeństwa. Orzekli również, iż policja może używać niewiedzy o prawie jako obrony. Ale społeczeństwo nie może. Pomyśl o tym – "organy ścigania" nie muszą znać prawa, które egzekwują. Jako wieloletni Thought Criminal, prawie pięćdziesiąt lat temu narzekałem na blokady drogowe inspirowane MADD i zmilitaryzowaną policję. Bardzo niewielu słuchało. Pozwoliliśmy na to. To my to zbudowaliśmy, parafrazując ukochanego Baracka Obamę. Miło widzieć, iż niektórzy protestują przeciwko centrom danych, ale dlaczego nie protestowali przeciwko Patriot Act? Byli zbyt zajęci machaniem flagą i skandowaniem: "USA! USA!"

Lewica protestuje przeciwko przepisom dotyczącym identyfikacji wyborców, twierdząc, iż są "rasistowskie". Ale nie protestowali, gdy Patriot Act upoważniła rząd do dostępu do wielu wcześniej chronionych prywatnych informacji. A bardzo niewielu choćby poparło Edwarda Snowdena, gdy ujawnił rozległe szpiegowanie przez NSA obywateli amerykańskich. Wielu uważało go za zdrajcę, w tym Donald Trump, który woli ułaskawiać czarnoskórych raperów, którzy nigdy go nie wspierali. Sygnaliści tacy jak Snowden, Chelsea Manning i Julian Assange nie byli wspierani przez większość społeczeństwa. Mniej znani sygnaliści tracą pracę, a czasem rodziny, za ujawnianie korupcji. Przeprowadziłem wiele z nich wywiadów. Większość licealistów mojego pokolenia musiała czytać "1984" lub "Nowy wspaniały świat" na lekcji angielskiego. Społeczeństwo, które pozwoliliśmy zbudować, jest ponurym świadectwem ich braku zrozumienia tekstu. Czy populacja USA potrzebuje dosłownych plakatów Wielkiego Brata, by zrozumieć, co się dzieje?

Jak wielokrotnie powtarzałem, niewielu Amerykanów naprawdę wierzy w wolność słowa. Chcą chronić tylko wypowiedzi, z którą się zgadzają, i są całkowicie gotowi ścigać tych, którzy mówią rzeczy, które ich "obrażają". Jeszcze mniej osób wie, czym adekwatnie jest Czwarta Poprawka, a choćby gdyby wiedzieli, nie zależałoby im na tym, by ją chronić. Jest wielu zwolenników Drugiej Poprawki, ale jak pokazał niekonstytucyjny lockdown związany z COVID, nie są wystarczająco zainspirowani, by ją wykorzystać, gdy sytuacja tego wymaga. Po prostu pozwól im polować na jelenie i strzelać do celu. Ich broń jest przeznaczona dla zwierząt i gnetu, a nie do ochrony przed tyranią. ACLU już nie dba o wolności obywatelskie, a niewielu innych kiedykolwiek się tym przejmowało. Kiedyś należałem do najmniejszej mniejszości na świecie – agnostyków Trumpa – ale jako zwolennik wolności obywatelskich wciąż jestem w bardzo wybranym towarzystwie. Nie sądzę, żebyśmy mogli zapełnić przeciętny pokój rodzinny. Pomyśl o nas jak o jednym z śmiesznych "wieców" kampanijnych Hillary Clinton.

Najbardziej irytuje mnie i powinno irytować wszystkich Amerykanów, jak gwałtownie te centra danych pojawiły się na scenie. Jak nic nie zostało wyjaśnione na temat ich przeznaczenia ani dlaczego od czasu, gdy tak bezceremonialnie opuściłem świat IT w 2018 roku, nastąpił tak ogromny wzrost "danych". Po prostu są. Są duże i piękne. Potrzebujemy ich. Prawda, wcześniej ich nie "potrzebowaliśmy", ale teraz naprawdę ich "potrzebujemy". Nie powiemy ci, dlaczego ich "potrzebujemy". Zaufaj nam. Czy okłamalibyśmy cię? Spójrz na wszystkie reklamy "kradzieży tożsamości". Gdzie są reklamy ostrzegające przed naprawdę masową kradzieżą tożsamości, która wyniknie z tych centrów danych AI? Jedynymi "danymi", które mogą zebrać, są Twoje dane osobowe. Może tak właśnie będą obliczać wyniki Social Credit, które będą iść w parze z nową walutą cyfrową. Każdy, kto to czyta, na pewno ma bardzo, bardzo niski wynik kredytu społecznego. Gratulacje. To duży klub i wszyscy w nim będziemy. Jestem pewien, iż mój wynik będzie godny Galerii Sław.

Żaden polityk nigdy nie kandydował na urząd w kampanii przywracającej i zabezpieczającej wolności obywatelskie ludzi. Jesteśmy na etapie, w którym wszyscy powinniśmy nosić koszulki z napisem: "Zaufałem systemowi, a dostałem tylko tę kiepską koszulkę." Tyle iż choćby nie dostaliśmy koszulki. Jak można nie podejrzewać gigantycznych centrów danych AI pojawiających się wszędzie? Jak ktoś mógłby nie być podejrzliwy wobec wszystkiego w tym momencie? Zapytaj przyjaciół i rodzinę, do czego według nich służą te wszystkie centra danych. Dla śmiechu. Słyszałeś jakieś protesty, gdy wszystkie kamery monitoringu zaczęły pojawiać się na każdej ulicy, poza każdym sklepem? Dlaczego nie było sprzeciwu wobec wszystkich kamer na czerwonym świetle, które miały uchwycić wykroczenia drogowe, które radiowozy policyjne przeoczyły? Oczywiście, są dziury w jezdni i starożytne sieci energetyczne. Ale masz oddziały SWAT. I blokady. I strefy wolności słowa. I "mowy nienawiści". I kultura cancelowania. Ale bez swobody. Wszyscy jesteśmy teraz Winstonem Smithem. Rok 1984 nadszedł. Starszy Brat cię obserwuje.

____
https://donaldjeffries.substack.com/p/invasion-of-the-killer-data-centers


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

Читать всю статью